Ślubuję Ci miłość

O. Ignacy Kosmana OFMConv

Biały welon, niepowtarzalna suknia, bo ślubna… oraz garnitur, okrojony na miarę uroczystości.

W ławach kościelnych wykwintne toalety. Podniosła atmosfera. Grają organy Ave María.

Przed ołtarzem młoda para podaje sobie dłonie i wiąże serca słowami ślubowania: Biorę Ciebie za żonę – za męża – i ślubuję Ci miłość…

Proste, zrozumiałe słowa. Powtarzane miliony razy w katolickich kościołach świata. Że aż spowszedniały… Ale nie jak chleb powszedni, który spożywany od wieków nikomu się nie nudzi. To spowszednienie, bywa że, staje się przyzwyczajeniem, które można zmienić.

Miłość. Z jednej strony – kochać, to tak łatwo powiedzieć; z drugiej, miłość ma swój ciężar i wielkość, którym, jakże sprostać, podołać? Bóg jest miłością. Czy możemy równać się z Bogiem, który nigdy nie zawodzi? Który oddaje życie za przyjaciół swoich – i za nieprzyjaciół…? W takiej kategorii nie sposób konkurować z Bogiem-Miłością.

A jednak w Starym Testamencie poznajemy zakochanego proroka, który wzniósł się ponad ludzkie uczucia, ponad ludzki honor i ludzką hańbę. Na imię mu było Ozeasz. Jego żoną została Gomer. Wkrótce po ślubie urodziła mu syna. Kobieta nie była jednak przykładną żoną. Kochała kosztowności, chciała się podobać i bawić – używać życia. Ozeasz wiedział, że Gomer go zdradza. Znosił wszystko cierpliwie. Zaakceptował nawet nie swoje dzieci – „dzieci nierządu” – dziewczynkę i chłopca, którzy narodzili się w czasie ich związku. Gotów był uznać je za swoje, jeśli tylko ich matka znów go pokocha…

Ozeasz próbował zatrzymać przy sobie żonę. Bezskutecznie. Gomer odeszła. List rozwodowy zdawał się być najlepszym wyjściem z tej trudnej życiowej sytuacji. Gomer wybrała dobrobyt oferowany jej przez innych mężczyzn. Prorok jednak czekał na nią. Wychodził, niczym ewangeliczny ojciec, naprzeciw. Mimo wielokrotnego cudzołóstwa, odrzucenia i upokorzenia nadal kochał żonę. Kochał tak bardzo, że chociaż zamierzał ją ukarać, to gotów był ją poślubić ponownie: „I poślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie” (Oz 2,21).

W istocie, po latach przygód przyszły na Gomer lata „chude”; doznała wielu upokorzeń i zwyczajnej biedy. Sprzedała złote kolczyki, bransolety i naszyjniki. Ale pieniądze szybko się rozeszły. Przyszła zwyczajna bieda i niedostatek. Wówczas, jak ewangeliczny syn marnotrawny, postanowiła: „Pójdę i wrócę do męża mego pierwszego, bo wówczas lepiej mi było niż teraz” (Oz 2,9).

Ozeasz zapewne wyobrażał sobie tę scenę. Przemyśliwał, jak się zachować. Oto jego Gomer wraca skruszona i błaga, żeby jej wybaczył. A on wtedy odpłaca jej za te wszystkie kłamstwa, zdrady i upokorzenia. Taki nieludzko ludzki odruch… A jednak, gdy wróciła, zapomniał o swoim postanowieniu, które sam sobie obiecał; zapomniał o wszystkich krzywdach. Jej widok to sprawił. Twarz wychudzona, brzydka, postarzała. Włosy okryte nędzną chustą. Stanęła przed nim bez żadnych ozdób, bez kolczyków, naszyjników, bransolet. Nie musiała się tłumaczyć, przepraszać. Najważniejsze, że wróciła do niego. Ozeasz patrzył na Gomer i nie mógł się nadziwić, jak to możliwe, że nadal kocha tę kobietę…

Obecnie, kiedy wszystko jest jednorazowe, gdy niczego się już nie naprawia, tylko kupuje nowe, wymienia, niełatwo jest zrozumieć taką miłość. Niełatwo jest zrozumieć Boga, który jest Miłością. Bóg okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (por. Rz 5,8). Zawarł z nami przymierze, nie bacząc na to, że nie dotrzymujemy warunków obowiązującego nas związku. Zawsze czeka na nas z otwartymi ramionami, zachowuje od karzącego gniewu.

Zapewne relacje międzyludzkie są niższego rzędu, niż te między Bogiem a człowiekiem. W tych ostatnich zawieść może wyłącznie człowiek, w pierwszych – zawieść mogą obydwie strony.

Nierozerwalność małżeńska, co do zasady, nie zna kompromisu. Powiadają jednak, że każda zasada ma swoje wyjątki, albo że „wyjątek potwierdza regułę”. Powiedzenie jest dosyć stare i znane w różnych wersjach. Robert Burton, pisarz angielski (1577-1640), stwierdził niegdyś, że „nie ma takiej ogólnej reguły, która by nie dopuszczała wyjątków”. To zdanie samo przez się brzmi jak reguła i – zgodnie ze swoją treścią – podważa samo siebie. Powiedzenie to odnosi się jednak do reguły rozumianej jako prawidłowość statystyczna, a nie prawo logiki.

All text article in print edition of "Rycerz Niepokalanej"