Budować i prowadzić

Obraz dla artykułu: Budować i prowadzić

Wywiad z abp. Grzegorzem Rysiem

Rozmawia Anna Artymiak

Dla Księdza Arcybiskupa to był pierwszy synod. Jakim to było przeżyciem?

To było bardzo piękne doświadczenie nieudawanej synodalności, każdy z ojców miał swój głos, tj. 260 głosów po cztery minuty, plus audytorzy i zaproszeni bracia i siostry z Kościołów braterskich. Tych głosów jest znacznie więcej. Do tego dochodzi potężna praca w grupach, gdzie każdy miał prawo się wypowiadać do woli i do pierwszej części Instrumentum laboris było zgłoszonych 360 poprawek, i potem konsekwentnie do drugiej i trzeciej.

To pokazuje ogromną pracę ojców, natomiast dokument jako wynik finalny pokazuje, że to nie był czas stracony, że to było wzajemne słuchanie się, bo są obie strony: sekretariat synodu i ojcowie synodalni.

W dokumencie końcowym pojawia się często koncepcja Kościoła synodalnego.

Synodalność to jest piękna idea. Są owszem głosy ojców, żeby tylko pokazać, czym synodalność nie jest, bo może być rozmaicie rozumiana. Komuś może się wydawać, że jak jest synodalność, to teraz demokratycznie przegłosujemy prawdy wiary, albo że z dziesięciu przykazań zostawimy osiem. Synodalność nie jest od tego. To nie jest jedyny obraz Kościoła. Jest chociażby obraz ciała, bardzo ważny, który pokazuje, że jesteśmy wspólnotą, ale gdzie wszystkie członki są różnorodne i co jest, to jest syntonia, harmonia. Ale sam element wspólny jest niesłychanie ważny.

Co nowego wnosi ten synod?

To jest to, co ten synod mówi, i myślę, że to będzie bardzo ważne, jeśli to pójdzie w dół do lokalnych kościołów: nawrócenie jest najpierw zmianą myślenia. Metanoeite to znaczy tyle, co: zmieńcie myślenie. Ta zmiana, która jest tutaj proponowana – niby taka oczywista, rozwija najprostsze sprawy.

Z czym się to wiąże?

Punktem wspólnym jest najpierw zmiana odniesienia, tzn. przestajemy jeszcze pytać, co możemy dla młodych zrobić w Kościele. Trzeba zapytać, jaki Kościół i świat robimy z młodymi? To jest przestawienie wajchy. I nie zadajemy pytań, jaki Kościół stworzą młodzi za 20 lat, kiedy pójdziemy na emeryturę, tylko pytamy, jaki dzisiaj możemy stworzyć Kościół razem z nimi?

Nie traktujemy młodych jako potencjalnych członków Kościoła, aktywnych, kiedy my wyemigrujemy. Oni tworzą Kościół dzisiaj.

Teraz by trzeba było pytać bardzo konkretnie: jak? Nie róbcie Kościoła dla młodych, zróbcie go z młodymi. Miejsce dla każdego, też dla seniorów, najstarszych. Wcale nie są wykluczeni.

Czyli potrzeba wspólnego budowania?

Myślę, że więcej, żeby z nimi budować, trzeba ich do tego poprowadzić. Tu taki wątek, który często wychodził, że młodzi są prorokami. Fajnie jeden z ojców powiedział: młodzi są prorokami przyszłości, ale też owocem tego, co jest dzisiaj. Proroctwo nie bierze się stąd, że ktoś jest młody. Młodość sprzyja proroctwu. Bardzo piękny obraz biblijny, który jest w Instrumentum laboris, to Samuel i Heli.

Samuel był młody, rósł w świątyni i nie był prorokiem, dokąd stary Heli nie nauczył go słuchać Boga. Moim zdaniem, naszym ważnym obowiązkiem jest poprowadzić młodego do spotkania z Bogiem w Duchu Świętym tak, by młody stał się prorokiem.

Mówić natomiast tak po prostu, że młodzi są prorokami. A starzy już nie są? To jest zawracanie głowy. To nie działa. Robić Kościół z młodymi to znaczy wprowadzić młodych w doświadczenie Kościoła i traktować wtedy na poważnie to, co robią w Kościele.

A co z wymaganiami?

Wymagania można stawiać, wtedy będą też podjęte, kiedy jest się z młodymi naprawdę. Jeśli się wejdzie w relację, która nie jest udawana, ale rzeczywista, można otwierać młodego na każde wymaganie. Jeśli są to moje wymagania, to są to wymagania, które też mnie samego dotyczą, bo je po prostu wyczytuję z Ewangelii. Dlaczego Jan Paweł II np. mówił w Częstochowie: nie pragnijcie takiej Polski, która by nic nie kosztowała, albo: jak nikt od was nie będzie wymagał, sami wymagajcie od siebie?

On miał duże wymagania, ale młodzi wiedzieli, że on nie udaje, że mu zależy na nich. Dzisiaj ta relacja jest też ważniejsza. Jesteś z młodymi, możesz im stawiać wymagania. Nie jesteś – każde wymaganie natrafi tylko i wyłącznie na opór.

O jakie relacje chodzi?

Mówimy o rzeczach, które tak naprawdę nie są łatwe. Pani prof. Kaja Kazimierska, która nam zrobiła badania nt. młodych ludzi, zamyka swoją książkę postulatem zaprzyjaźniania się z młodymi. Świetny postulat, ale to jest niesłychanie trudne zadanie w życiu. Ja jestem oszczędny w określaniu kogoś tym słowem. Możemy mieć dwóch, trzech przyjaciół w życiu. Mówimy o jakiejś relacji, która jest angażująca. Ona też wymaga dojrzałości, bo bardzo łatwo jest pomylić przyjaźń właśnie z tym: idziemy na pizzę, idziemy na basen, a potem idziemy na lody. Ks. Wojtyła jeździł z młodymi na kajaki, chodził z nimi po górach, ale to była relacja na wszystko, co następowało potem. Łatwo jest przekroczyć pewną granicę, nawet i pójść w coś, co jest adoracją, a nie przyjaźnią. Gdy zamiast być przyjaciółmi, naprawdę zaczynamy od tego: najpierw przejdźmy na ty, a potem wspólnie napijmy się alkoholu. To niczego nie buduje, ale to jest najłatwiejsze, co można zrobić.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”