Rozważania Słowa Bożego

O. Grzegorz Kwiecień OFMConv

Obraz dla artykułu: Rozważania Słowa Bożego (7-8/2019)

7 lipca
14 niedziela zwykła (Łk 10,1-9)

Do każdego miejsca, do którego Jezus zamierzał sam dotrzeć, wysłał najpierw swoich uczniów. Nikt z nas nie zaprzeczy, że osoba Jezusa jest najważniejsza. Jednak On sam, wysyłając przed sobą uczniów, wskazuje na ich szczególną rolę. Jezus musiał im ufać, powierzając im misję przygotowania swojego przyjścia w konkretne miejsce.

Wysłannik poprzedzający wizytę kogoś ważnego może wypełnić swoje zadanie dobrze bądź źle. Właściwa osoba w tej roli, to chyba ktoś, kto potrafi najtrafniej przekazać najszczersze intencje swojego zwierzchnika, sprawiając, że będzie on szczerze oczekiwany.

Bóg tak skonstruował nasze życie, że wysyła nas do innych, zanim sam do nich przyjdzie. Wysłał wielu takich, którzy przygotowywali nas na spotkanie z Nim. Rodzice, bracia, siostry, dziadkowie, koledzy, przyjaciele, katecheci. Wszyscy wysłani przed Nim, żebyśmy mogli Go łatwiej rozpoznać, żeby mógł stawać się nam coraz bliższy, wyczekiwany. To takie nasze wspólne powołanie – być tymi, który poprzedzają Jego przyjście.

Myśląc o tym, czuję, że nie mogę uniknąć jednego pytania. Czy do tych, do których On mnie wysłał, jest Mu przyjść łatwiej, czy trudniej?


14 lipca
15 niedziela zwykła (Łk 10,25-37)

Nikt nie zaprzeczy, że wielką wartością jest umiejętność czytania. Jednak jeszcze większą umiejętnością jest czytanie ze zrozumieniem. Swemu rozmówcy, który pyta Jezusa o życie wieczne, Nauczyciel z Nazaretu zadaje pytanie: jak czytasz? Co jest napisane w Prawie? Uczony w Prawie natychmiast cytuje właściwy fragment o miłości Boga i bliźniego, ale zdaje się nie do końca go rozumieć. Okazuje się, że nawet uczeni mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Chociaż właściwie z Ewangelii wynika, że rozmówca Jezusa chciał się po prostu usprawiedliwić, pytając dalej: kto jest moim bliźnim?

Opowiadając przypowieść o nieszczęśniku, którego uratował miłosierny Samarytanin, Jezus zmusza uczonego do tego, by spróbował spojrzeć inaczej. On – uczony w Prawie, stawia siebie samego w centrum. On pyta: kto jest moim bliźnim? Jezus mówi: zapytaj tak, żeby ten drugi był ważniejszy od ciebie. Zapytaj: kto jest jego bliźnim? Jego postaw w centrum. O sobie zapomnij. W taki sposób można wyraźnie zobaczyć, co jest pierwszym krokiem do osiągnięcia życia wiecznego. Trzeba nauczyć się kochać. A kochać to usunąć się, zapomnieć o sobie, by drugiego postawić w centrum. Następny krok, czyli okazywanie miłosierdzia, jest już naturalną konsekwencją tego pierwszego.


21 lipca
16 niedziela zwykła (Łk 10,38-42)

Nie chciałbym poświęcić mojego życia czemuś, czego ostatecznie i tak zostanę pozbawiony, czemuś, co ostatecznie nie będzie mieć żadnego znaczenia. I domyślam się, że podobnie myśli zdecydowana większość ludzi. Kto by nie chciał wybrać w życiu tego, co najlepsze?

Świat ciągle urządza zawody na tych najlepszych, zawody, w których ocenia nasze dzieła. Wygrywają twórcy dzieł największych, zjawiskowych, niepowtarzalnych. Wygrywają najlepsi działacze i ich dokonania. Jednak Jezus, będąc w domu dwóch sióstr, nie daje pierwszego miejsca „działaczce” Marcie, uwijającej się wokół rozmaitych posług. Tę, która usiadła przy Nim, by słuchać Jego słów – Marię, typuje na zwyciężczynię w „konkursie na najlepszą cząstkę”. I to jest ta cząstka, której nigdy nie będzie pozbawiona. To prawda, że, patrząc na ludzi świętych, widzimy także ich dzieła. Dzieło św. Maksymiliana – dzieło zdobywania świata dla Niepokalanej. Dzieło św. Franciszka – dzieło odnowy życia religijnego. Dzieło Matki Teresy z Kalkuty – dzieło służby najbardziej odrzuconym. Gdy jednak zapytamy o początek tych dzieł, zawsze znajdziemy go w słuchaniu Ewangelii. Słuchanie jest początkiem i dzięki słuchaniu Boga dzieło się rozwija. Dlatego tam, gdzie dostrzegamy brak rozwoju, bądź upadek naszych dzieł, powinniśmy być może przyjrzeć się temu, czy i jak słuchamy Boga.


28 lipca
17 niedziela zwykła (Łk 11,1-13)

Większość wierzących wyrecytuje modlitwę „Ojcze nasz” z pamięci. To przecież ta najbardziej znana modlitwa, której Jezus uczył swoich uczniów. Ale recytacja z pamięci to jeszcze nie modlitwa i nie musi ona wcale oznaczać, że rozumiemy, co wypowiadamy. A żeby się modlić, trzeba świadomie wypowiadać słowa, bo one są nośnikiem naszych pragnień.

Bardzo łatwo jest wyrecytować krótki tekst. Kto jednak wnika w treść modlitwy Pańskiej, odkrywa, że to nie jest tylko mądra formułka. Jezus nauczył nas modlitwy, w której sami argumentujemy naszą prośbę o przebaczenie. Prosimy przecież: przebacz nam, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini. Modląc się jej słowami, musimy za każdym razem pokazać Bogu nasze serce, które podjęło wysiłek przebaczenia naszym winowajcom – tym, którzy przeciw nam zawinili. W tej modlitwie staję przed Bogiem, prosząc Go: traktuj mnie tak, jak ja traktuję moich bliźnich. W tej modlitwie mówię Bogu: ośmielam się prosić o Twe przebaczenie, bo sam przebaczam. To jest modlitwa, która nie pozwala nam żyć w kłamstwie. To jest modlitwa, która nie pozwoli na rozrastanie się w nas nienawiści – ona niszczy ją w zarodku. To modlitwa najbardziej godna uczniów Jezusa. Ona przemienia nas w Jego uczniów.


4 sierpnia
18 niedziela zwykła (Łk 12,13-21)

Bohater Jezusowej przypowieści został ostatecznie przez Boga nazwany głupcem. Kto jak kto, ale Bóg w swoich sądach o człowieku raczej się nie myli. Czym więc ten zamożny człowiek sobie na to zasłużył? Swoim podejściem do tego, co posiadał.

Wszystko zaczęło się od prośby, a właściwie żądania, które do Jezusa kieruje pewien człowiek: powiedz, żeby brat podzielił się ze mną spadkiem. Nauczyciel od razu dostrzegł, że w Jego sercu mieszka chciwość. Dlatego opowiada przypowieść o zamożnym człowieku. Jezus nie występuje przeciwko pracowitym, przedsiębiorczym ludziom, którzy potrafią dorobić się pokaźnego majątku. Ale jeśli bogactwo prowadzi do wniosku: jedz, pij i używaj, to nie zawaha się nazwać takiej postawy głupotą. Godna uwagi jest samotność tego człowieka i jego chorobliwe wręcz krążenie wokół siebie samego. Tak, on jest samotnym człowiekiem, zatroskanym o swój majątek. Nie pada ani jedno słowo, że człowiek ten ma kogoś bliskiego. On rozważa sam w sobie, jeśli mówi, to rozmawia sam ze sobą. Tak jakby całe życie patrzył w lustro, bo ono ciągle pokazuje mu jego samego. I to jest jego cały świat.

Warto więc wiedzieć, jak osiąga się taki stan, który Jezus nazwał głupotą. Oczywiście po to, by móc tego uniknąć. Otóż tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. Nie ma bogactwa większego niż miłość. Według św. Jana od Krzyża, pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości. Nie według tego, jaki majątek zgromadziliśmy.


11 sierpnia
19 niedziela zwykła (Łk 12,35-40)

Kto z nas nie odwiedzał znajomych, przyjaciół, rodziny? Jednym z najprzyjemniejszych odczuć jest doświadczenie szczerego oczekiwania na nas i radości z przebywania razem. I odwrotnie: można poczuć się naprawdę źle, kiedy ktoś daje nam do zrozumienia, że nie jesteśmy zbyt mile widziani.

Okazuje się, że jeśli znamy radość oczekiwania na kogoś naprawdę nam drogiego, gościa, który jest naprawdę bliski sercu, zrozumiemy, jakiej relacji pragnie z nami Bóg. On chce, żebyśmy byli tymi, którzy umieją Go oczekiwać. Chce żebyśmy byli tymi, którzy otworzą, kiedy On kołacze do drzwi. Pomyśl: Bóg stojący przed drzwiami chciałby po drugiej stronie zobaczyć twoją twarz. Chciałby wyczytać z twoich oczu, że naprawdę na Niego czekasz i cieszysz się, że to właśnie On stanął po drugiej stronie.

Jezus mówi, że ten pan z jego przypowieści, przywitany przez oczekujących, każe im zasiąść do stołu i usługuje im. Chociaż przychodzi w środku nocy, chce im służyć. Przyglądając się przebiegowi Ostatniej Wieczerzy, którą Jezus spożywał z uczniami, trudno nie zauważyć, że tam właśnie Jezus zajął miejsce sługi i wykonał jego czynność – umył uczniom nogi. Prędzej czy później powinno do nas dotrzeć, że każdy z nas jest dla Niego najbardziej wyczekiwanym gościem. Powinno do nas dotrzeć, że to On z największą radością otwiera drzwi, za którymi stoimy i służy nam, kochając bezgranicznie.

Niektórzy pytają: po co chodzić na Eucharystię? Odpowiedź jest oczywista: bo Jezus naprawdę czeka na Ciebie.


18 sierpnia
20 niedziela zwykła (Łk 12,49-53)

Rzucić na ziemię ogień i widzieć, jak płonie – to było wielkim pragnieniem Jezusa. I na pewno nie chodziło mu o wywołanie pożaru pochłaniającego naszą planetę.

Święty Franciszek z Asyżu jest uważany za pierwszego stygmatyka, czyli świętego, który otrzymał znaki męki Chrystusa. Został dotknięty „ogniem” ukrzyżowania na dwa lata przed śmiercią, gdy surowo pościł przed świętem Podwyższenia Krzyża Świętego. Ukazał mu się wtedy serafin, przeszywający ognistymi promieniami stopy, dłonie i bok Świętego. Franciszek tak przyjął miłość ukrzyżowaną, że ona zostawiła w jego ciele widzialne ślady. Krzyż, który zapłonął na Golgocie, zapłonął też w świętym Franciszku.

Niewielu z nas potrafi płonąć miłością do Ukrzyżowanego tak jak święty Franciszek. Potrafimy być obojętni, niewrażliwi, niewdzięczni, często po prostu byle jacy. Często niewiele mamy wspólnego z pragnieniem Jezusa, który tak chciał, żeby na ziemi płonął ogień Jego miłości. To, że należę do „zakonu serafickiego”, ma mnie ciągle motywować do tego, żebym płonął ogniem Jego miłości. Tak jak każdy, dla kogo krzyż jest nie tylko religijnym symbolem, ale źródłem wiecznej, nieogarnionej miłości.


15 sierpnia
Uroczystość Wniebowzięcia NMP (Łk 1,29-56)

Pośpiech, niełatwa droga i trud wędrowania. Maryja podejmuje się tego wszystkiego, by dotrzeć do domu Zachariasza i Elżbiety. Jej wizyta jest wielką radością tego domu.

Warto uświadomić sobie, że ten dom był dotknięty trudnym doświadczeniem. Chociaż tego bardzo pragnęli, Zachariasz i Elżbieta długo nie mogli mieć dziecka. Wszyscy wiemy, że tam, gdzie jest jakiekolwiek cierpienie, tam mogą rodzić się pretensje i żal. Oni słyszeli zapewne wiele razy, że to przekleństwo, że to kara Boża. To bardzo prawdopodobne, że tak właśnie interpretowano ich sytuację.

To na pewno nie jest bez znaczenia, z jakiego jesteśmy domu. Wielu ludzi, patrząc na swój rodzinny dom, dochodzi do wniosku, że Bóg nie jest po ich stronie. Żal i pretensje mogą wtedy łatwo zagościć w sercu. Jednak w domu Zachariasza i Elżbiety było inaczej. Oni, pomimo trudnego doświadczenia, nie zwątpili w miłość Boga. Z wiarą przyjmowali to, co ich spotyka. I to właśnie w takim domu zstępuje Duch Święty. Tam gdzie jest wiara, że Bóg nie chce naszej krzywdy, i zgoda na to, by objawił swoją chwałę tak, jak sam zechce. Wystarczy jedno pozdrowienie Maryi i Duch Boży zstępuje. Jeśli więc bardzo Go pragniemy, to powinniśmy dać Jej dojść do głosu!

To właśnie w tym domu Maryja wygłasza jeden z najpiękniejszych hymnów uwielbienia Boga – Magnificat. Ona zawsze spieszy, by nam powiedzieć, jak bardzo jesteśmy przez Niego kochani, i uczy żyć nieustannym uwielbieniem.


25 sierpnia
21 niedziela zwykła (Łk 13,22-30)

Doktryna wiary wskazuje, że jedynym Zbawicielem człowieka jest Jezus Chrystus. Zbawienie dokonane przez Niego raz na zawsze jest uobecniane w liturgii Kościoła, a szczególnie w siedmiu sakramentach, co szczegółowo opisuje Katechizm Kościoła Katolickiego. Już Jezusowi zadawano pytanie o to, kto właściwie będzie zbawiony. Czy tylko nieliczni?

Zbawienie to dar, który trzeba również przyjąć. Jak mówi wspomniany katechizm, wiara w Jezusa Chrystusa i w Tego, który Go posłał dla naszego zbawienia, jest konieczna do zbawienia. Ponieważ bez wiary (…) nie można dojść do udziału w Jego synostwie, nikt nie może być bez niej usprawiedliwiony ani nie otrzyma życia wiecznego, jeśli nie wytrwa w niej do końca (KKK 161).

Odpowiedź Jezusa na zadane mu pytanie może budzić niepokój. Mówi On o zamkniętych drzwiach dla tych, którzy dopuszczają się niesprawiedliwości, i o wyrzuceniu ich precz. Wykazuje naiwność argumentacji tych, którzy, ubiegając się o wejście do Królestwa Bożego, podkreślają: jedliśmy i piliśmy z Tobą i na ulicach naszych nauczałeś. To trochę tak, jakbyśmy myśleli, że za przepustkę do nieba posłużą nam zdjęcia z pielgrzymki do Ziemi Świętej albo znanego sanktuarium maryjnego. Jezus mówi wprost, że w Jego królestwie będą ludzie wiary, ludzie pokroju Abrahama, Izaaka i Jakuba.

Bóg udziela nam zbawienia i uzdalnia, byśmy je w wolności przyjęli. Łaska wiary może się w nas rozwijać od momentu chrztu, jeśli tylko szczerze tego pragniemy. On nie zamyka przed nami bramy Zbawienia – jest przecież jedynym, który nam ją otworzył, i nie zrobił tego, żeby nam ją zatrzasnąć przed nosem.