Co z tą pornografią?

Magdalena Turowska-Wright

Obraz dla artykułu: Co z tą pornografią?

Każdy z nas, dorosłych Czytelników, kiedyś w życiu zapewne zetknął się z pornografią lub chociażby o niej słyszał. Być może niektórzy z nas spotkali na swej drodze osoby wręcz uzależnione od pornografii lub traktujące ją jako nieszkodliwą w zasadzie rozrywkę. Obsceniczne treści i rysunki towarzyszą ludzkości od tysiącleci i pojawiają się w większości cywilizacji, jakie istniały przed nami. Czy to oznacza, że pornografia winna być częścią naszego życia? Czy jest to istotnie taka niewinna zabawa? Jakie z niej mogą wynikać skutki i zagrożenia dla nas i dla naszych bliskich, dla naszych rodzin?

Wiele razy słyszę twierdzenia, że to przecież tylko oglądanie, że to taki film, że „nikogo tym nie krzywdzę”. Na pewno? Czy kiedykolwiek zastanowiłeś się nad tym, drogi Czytelniku lub Czytelniczko? Przyjrzyjmy się twierdzeniu, że, oglądając pornograficzne produkcje, nikomu nie szkodzimy. I od razu muszę Was, drodzy Państwo, rozczarować. Owszem, krzywdzimy, i to cały szereg osób, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Po pierwsze, oglądając np. film pornograficzny, krzywdzimy aktorów w nim występujących. Tak, nie żartuję. Korzystamy z ich upodlenia, być może ciężkiej sytuacji życiowej, z ich zagubienia. Aktorzy porno są to częstokroć osoby wykorzystywane przez bezwzględny, podziemny świat przemysłu porno. Niejednokrotnie zdarza się, że są to osoby uzależnione od narkotyków, alkoholu, często są to osoby nieletnie. Oglądając filmy z ich udziałem, nie tylko korzystamy z ich cudzołóstwa, ale i sami dopuszczamy się tego grzechu i zdrady swych małżonków. Pornografia to grzech przeciw szóstemu przykazaniu.

Innym argumentem zwolenników pornografii jest to, że można się z niej nauczyć technik współżycia seksualnego, lub je ubogacić o nowe pomysły i wykorzystać je w swoim życiu małżeńskim. Faktycznie, pomysłów to tam nie brakuje. Ale czy na pewno zawsze są one dobre? W produkcjach pornograficznych częstokroć możemy natrafić na techniki i działania bardzo brutalne, a nawet niebezpieczne dla zdrowia i życia. Są to najrozmaitsze techniki BDSM, wyrafinowane sposoby penetracji ciała partnera lub wręcz obrazy seksu grupowego. Przez obyczajność nie będę zajmowała się ich opisami, ale stosowanie wielu z nich może skończyć się ciężkimi urazami, w skrajnych wypadkach – śmiercią. Czy na pewno tego chcemy dla naszych małżonków? Czy takie „ubogacenie” na pewno zbliża do siebie małżeństwa i poprawia ich życie miłosne? Śmiem wątpić. […]

All text article in print edition of "Rycerz Niepokalanej"