Rozważania Słowa Bożego

O. Grzegorz Kwiecień OFMConv

Obraz dla artykułu: Rozważania Słowa Bożego (10/2019)

6 Października
27 Niedziela Zwykła (łk 17,5-10)

Bezpośrednio przed prośbą uczniów, by Jezus wzmocnił ich wiarę, padają słowa Nauczyciela o zgorszeniu. Słowa Jezusa pokazują wprost tragiczne położenie każdego gorszyciela: lepiej byłoby dla niego, gdyby mu przywiązano kamień młyński u szyi i wrzucono do morza, niż żeby był przyczyną upadku jednego z tych małych. Uczniowie, słysząc to, nie tyle proszą, oni wołają: wzmocnij naszą wiarę. Każdy grzech jest karygodny. Przywieść kogoś innego do grzechu, to jeszcze większe zło. Ale spowodować w kimś utratę wiary, to prawdziwa katastrofa, godna największego potępienia.

Jezus woła do uczniów: uważajcie na siebie, na co oni odpowiadają wołaniem: umocnij naszą wiarę. Większość ludzi stara się na siebie uważać. Potrafimy przecież instynktownie dbać o bezpieczeństwo swoje i innych. Umiemy być bardzo zaangażowani w troskę o poziom naszego życia, o nasz status, o zdrowie, o wygląd. Ale być może już nie tak wielu, słysząc: uważaj na siebie, pomyśli, że to być może najbardziej powinno dotyczyć troski o ich osobistą wiarę w Boga. Każdy z nas strzeże tego, co dla niego najcenniejsze. Sprawdza się tutaj ewangeliczna zasada: gdzie skarb, tam serce. Jeśli w spisie naszych największych trosk nie pojawia się troska o wiarę w Jezusa, to może oznaczać, że to, co uznaliśmy za skarb, tak naprawdę wcale nim nie jest.


13 Października
28 Niedziela Zwykła (Łk 17,11-19)

Jeśli ktoś staje przed Bogiem, wołając: ulituj się nade mną, musi się zmagać z czymś naprawdę trudnym. Powodem tak przejmującego, błagalnego wołania dziesięciu mężczyzn, którzy spotkali na swej drodze Jezusa, był ich trąd. Wołali o litość, która przyszła bardzo szybko – wszyscy doznali oczyszczenia.

Nasze osobiste cierpienie może mieć na nas bardzo wielki wpływ. Cierpienie potrafi bardzo skupić na sobie, sprawiając, że nie widzimy nic poza nim, a naszym jedynym pragnieniem jest uwolnienie od niego. Okazuje się, że podobnie może być wtedy, gdy cierpienia już nie ma, a jest powodzenie. Nasze dobre samopoczucie – wolność od tego, co trudne, też potrafi tak na sobie skupić, że możemy zapomnieć o istocie. Możemy zapomnieć o Tym, dzięki któremu żyjemy szczęśliwie.

Jezus uzdrowił dziesięciu trędowatych, ale tylko jeden z nich oprócz łaski oczyszczenia widział coś jeszcze. On dostrzegł to, co najbardziej istotne – zobaczył Boga, który uzdrowił. To było uzdrowienie przez wiarę, która pozwoliła mu wrócić, głośno chwaląc Boga. Zachowanie wszystkich pozostałych obrazuje bardzo smutną prawdę. Jeśli potrzebowali Jezusa, kiedy cierpieli, to tylko na bardzo krótko, do momentu oczyszczenia z trądu. Po uzdrowieniu zniknęli zupełnie. Jezus pyta z wyrzutem: gdzie jest dziewięciu. Odpowiedź na Jego pytanie, to smutny wniosek. Są tam, gdzie byli zawsze. Ciągle żyją bez wiary w Chrystusa.


20 Października
29 Niedziela Zwykła (łk 18,1-8)

Każdy, kto się modli, musi się zmagać ze zniechęceniem w modlitwie. Jezus, który wie najlepiej, z czym się zmagamy, mówi o tym w Ewangelii. Mamy się modlić zawsze i nie ustawać. Tradycja chrześcijańska bardzo wyraźnie wskazuje, że modlitwa jest prawdziwym zmaganiem. Żeby to podkreślić, Jezus opowiada przypowieść o wdowie, która musi się wykazać prawdziwą determinacją, by otrzymać pomoc sędziego. To naprawdę trudne, być zmuszonym prosić o pomoc kogoś, kto jest niesprawiedliwy, kto nie szanuje ludzi i pomaga tylko wtedy, gdy ma dość naprzykrzania się. Wdowa prosi o obronę przed przeciwnikiem, ale ten, na którego łaskę jest skazana, wcale nie wydaje się sprzymierzeńcem.

Biblijny „przeciwnik” to odwieczny wróg człowieka, dążący przede wszystkim do tego, byśmy zerwali naszą więź ze Stwórcą. Znaną strategią, którą się posługuje, jest fałszowanie obrazu Boga, o czym mówią już pierwsze strony Księgi Rodzaju. Czasem największą trudnością w modlitwie jest poczucie, będące często podstępem nieprzyjaciela, że Bóg, przed którym stoję, nie interesuje się mną i tak naprawdę nie jest po mojej stronie. Wtedy dobrze jest pamiętać słowa Chrystusa, który zapewnia, że, przystępując do modlitwy, zawsze stajesz przed Tym, który bierze w obronę i nie zwleka. On chce w nas znaleźć wiarę, a największa wiara to ta, która pozwala ufać wtedy, gdy wydaje się, że Bóg milczy.


27 Października
30 Niedziela Zwykła (łk 18,9-14)

Przypowieść o faryzeuszu i celniku została opowiedziana przez Chrystusa z myślą o tych, którzy byli przekonani o swej sprawiedliwości, a innymi gardzili. Chociaż możemy uznać, że do takich nie należymy, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z refleksji nad tym tekstem. Bo nie wystarczy się modlić. Trzeba to robić właściwie.

Jakie są cechy złej modlitwy? Pierwsza z nich to skupienie na sobie. Taki na modlitwie był faryzeusz. To błąd, który popełniamy bardzo często. Warto uświadomić sobie, że na modlitwie nie ja jestem najważniejszy, ale Bóg. Modlitwa faryzeusza ukazuje też drugą, błędną tendencję. On w czasie modlitwy porównywał się z celnikiem, podkreślając niejednokrotnie swoją wyższość. Wspominanie grzechów innych było dla niego powodem własnego wywyższenia. Co istotne, jego modlitwa nie powoduje w nim żadnej przemiany. Przyszedł na nią zadufany w sobie i taki z niej odszedł. Co gorsze, może nawet wzrosła jego obłuda. W modlitwie celnika jest on i Bóg. On się z nikim nie porównuje. On się nie usprawiedliwia. Uznaje, że jest grzesznikiem, i błaga o miłosierdzie. I to on zostaje usprawiedliwiony, bo prawdziwie się modli.