Bądź odpowiedzialny!

Bóg dał nam zdolność myślenia i podejmowania decyzji. To dlatego każdy z nas postępuje inaczej niż inni ludzie. Za każdym razem, gdy czynimy coś w sposób świadomy i dobrowolny, ponosimy odpowiedzialność za nasze czyny. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za nasze zachowania, lecz również za to, jakimi jesteśmy ludźmi.

Ucieczka od odpowiedzialności

Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami brutalnej wojny tuż za naszą granicą. Bestialstwo rosyjskich żołnierzy przypomina nam o tym, że człowiek potrafi zgotować innym ludziom piekło na ziemi. W swojej słabości potrafi też – jak syn marnotrawny – krzywdzić samego siebie, popadając w rozpacz czy w śmiertelne uzależnienia. W nieszczęsny sposób postępują ci, którzy działają nieodpowiedzialnie. Tak postępuje na przykład pijany kierowca, skorumpowany policjant czy polityk, który zachęca rodziców do zabijania własnych dzieci i który dąży do legalizacji aborcji. Nieodpowiedzialnie postępuje sprzedawca, który sprzedaje alkohol nieletnim czy nietrzeźwym. Nieodpowiedzialny jest manipulujący prawdą dziennikarz czy taki „edukator” seksualny, który zachęca dzieci i młodzież do kierowania się popędem seksualnym i do rozwiązłości. Skrajnie nieodpowiedzialny jest taki narzeczony, który ukrywa przed narzeczoną swoje uzależnienia czy swoją grzeszną przeszłość. Brak odpowiedzialności jest szczególnie groźny w państwach liberalnych, bo takie państwa dają obywatelom dużo wolności, ale nie dają im solidnego wychowania. Wolność bez wychowania jest znacznie groźniejsza niż zapałki w ręku dziecka.
To nie przypadek, że żyjemy w czasach, w których coraz więcej ludzi postępuje w sposób nieodpowiedzialny. Niektóre środowiska wręcz do tego zachęcają, bo głoszą skrajnie szkodliwe i nieodpowiedzialne slogany, typu: „Żyj na luzie i rób, co chcesz!”. Fałszywi „wychowawcy” udają, że nie wiedzą, iż robienie tego, co chcę, zamiast tego, co mądre i odpowiedzialne, prowadzi do ogromnych krzywd
i cierpień. To dlatego wielu zachowań zakazują nie tylko normy moralne, lecz także kodeksy karne wszystkich krajów świata. Przykładem jawnej ucieczki od odpowiedzialności są ci politycy czy celebryci, którzy dopuścili się moralnie nagannych i społecznie szkodliwych czynów, ale twierdzą, że dopóki nikt nie
udowodnił im w sądzie, że przekroczyli prawo, to nie wolno ich krytykować ani odwoływać z zajmowanych przez nich stanowisk państwowych. Konsekwencją tak niskiego ustawienia poziomu odpowiedzialności jest rosnące poczucie bezkarności ludzi podłych,
a jednocześnie poczucie bezradności ludzi szlachetnych, którzy nie mają skutecznych narzędzi do obrony przed krzywdzicielami.

Powtórka grzechu pierworodnego
Coraz modniejsze nie tylko na zachodzie Europy, lecz także w Polsce jest powtarzanie grzechu pierworodnego. Pierwsi ludzie byli nieodpowiedzialni najpierw w myśleniu. Przecenili własne możliwości. Wmówili sobie, że bez pomocy Boga odróżnią dobro od zła, czyli szczęście od nieszczęścia. Później zaczęli być nieodpowiedzialni nie tylko w myśleniu, lecz także w postępowaniu. Adam zrzucił całą winę na Ewę. Chował się przed Bogiem i przed własnym sumieniem. Z kolei Ewa, opuszczona przez Adama, całą winę zrzuciła na węża-kusiciela. Konsekwencją tego, że obydwoje nie podjęli trudu nawrócenia, zło zaczęło wygrywać. Jeden z ich synów – Kain – stał się mordercą. Zabił własnego brata i w cyniczny sposób negował przed Bogiem swoją odpowiedzialność, mówiąc wykrętnie: „Czy ja jestem stróżem mego brata?”.
Obecny czas to nie tylko powtarzanie na wielką skalę grzechu pierworodnego. XXI wiek to czas, w którym „nowocześni” ludzie doprowadzają grzech pierworodny do absurdalnej skrajności. Twierdzą bowiem, że
w ogóle nie trzeba odróżniać dobra od zła, gdyż według nich każdy sposób postępowania jest dobry. Ludzie podli wychodzą na ulice naszych miast po to, żeby się „chwalić” tym, że zabili własne dzieci, że kierują się popędem seksualnym zamiast rozumnością i miłością, że „zmienili” płeć czy że sprofanowali świątynię. Taka sytuacja jest szczególnie groźna dla dzieci i młodzieży, gdyż wierzą oni w lansowane przez nieodpowiedzialnych dorosłych slogany o spontanicznej samorealizacji, o prawach bez obowiązków, czy też o wychowaniu bez stresów. Skutki są takie, że jedynymi niestresowanymi są ci, którzy stresują wszystkich innych. Ludzie podli żądają od nas tolerowania każdego zła, podczas gdy oni sami wyśmiewają się z każdego dobra i ze szlachetnych ludzi.
Odpowiedzialność za myśli,
słowa, uczynki i zaniedbania

Wszystko, co Bóg nam daje, jest prawdziwe. Stwórca dał nam prawdziwe życie, prawdziwą miłość, a także prawdziwą rozumność i wolność. Stwórca do tego stopnia respektuje naszą wolność, że nie odbiera jej nam nawet wtedy, gdy skazujemy Go na straszliwą śmierć na Krzyżu. To Bóg płaci największą cenę wtedy, gdy my, ludzie, źle używamy naszej wolności. Wolność oznacza, że możemy wybierać między dobrem a złem, czyli między błogosławieństwem i życiem a przekleństwem i śmiercią. Bóg respektuje nasze wybory, gdyż prawdziwa wolność wiąże się z prawdziwą odpowiedzialnością. Bóg poważnie traktuje nasze decyzje. W swojej mądrości pozwala nam ponosić bolesne konsekwencje złych decyzji, bo przez to pomaga nam nawracać się i ocalić.
Jesteśmy odpowiedzialni za to, jak postępujemy i jakie budujemy relacje – z Bogiem, z bliźnimi, z samym sobą. Jesteśmy
odpowiedzialni za nasze czyny, a także za nasze słowa, myśli i motywy, którymi się kierujemy. Gdy naszą odpowiedzialność ograniczamy jedynie do zewnętrznych zachowań, to stajemy się dwulicowi, przewrotni, faryzejscy. Jesteśmy odpowiedzialni za wszystkie krzywdy, jakie komuś wyrządzamy.
To dlatego mamy obowiązek uczciwie wynagrodzić każdemu skrzywdzonemu przez nas człowiekowi. Jesteśmy też odpowiedzialni za grzechy zaniedbania, które mogą przynosić wyjątkowo złe skutki. Dramat ma miejsce na przykład wtedy, gdy jakiś małżonek czy rodzic zaniedbuje okazywanie miłości swoim bliskim i nie widzi, że łamie przez to przysięgę małżeńską i zadaje im niewyobrażalne cierpienia. Człowiek nieodpowiedzialny „zapomina”, że małżonkowi i dzieciom ślubował ofiarną i nieodwołalną miłość, a nie ledwie to, że nie będzie ich krzywdził.

Odpowiedzialni za swoje człowieczeństwo
Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, jak postępujemy, lecz także za to, jakimi stajemy się ludźmi. Nasze zachowania same się przecież nie zachowują. To nie moje zachowania decydują o tym, jak postępuję, lecz to ja o tym decyduję. I czynię to na moją odpowiedzialność. Gdy troszczę się o moich bliskich, to kocham ja, a nie jakaś abstrakcyjna, bezosobowa miłość. Gdy moich bliskich czy innych ludzi krzywdzę, to ja staję się krzywdzicielem i winowajcą. To wina moja, a nie wina moich zachowań. Człowiek odpowiedzialny wie, że to nie jego zachowania decydują o tym, co czyni, lecz że to on o tym decyduje. Taki człowiek rozumie, że jedynie ktoś szlachetny potrafi szlachetnie postępować. Natomiast ten, kto jest podły, będzie w podły sposób postępował. To dlatego do tych, którzy ciężko grzeszyli, Jezus nie mówił, żeby zmienili swoje złe postępowanie, lecz żeby zrobili coś więcej: żeby zmienili siebie, czyli żeby się nawrócili. Jedynie wtedy będą w stanie postępować
w szlachetny sposób.
Jesteśmy odpowiedzialni za naszą postawę wobec nas samych, za to, czy odnosimy się do siebie z przyjaźnią i czy stawiamy sobie wysokie wymagania. Jesteśmy odpowiedzialni za pracę nad własnym charakterem, za eliminowanie naszych wad i za rozwijanie naszych silnych stron. Przez całą doczesność – od dzieciństwa do starości – jesteśmy odpowiedzialni za to, co czynimy z otrzymanym od Boga darem człowieczeństwa: czy troszczymy się o zdrowie ciała, o rozwój psychiczny, duchowy, moralny, religijny i społeczny. Jesteśmy odpowiedzialni za to, czy chronimy naszą wolność, czystość i świętość, czy rozwijamy nasze podobieństwo do Boga, czy dbamy o nasz los doczesny i wieczny. Jesteśmy odpowiedzialni za naszą postawę wobec Boga, za to, czy karmimy się Jego miłością i czy postępujemy zgodnie
z Jego mądrością. Jesteśmy odpowiedzialni za naszą postawę wobec bliźnich, a zwłaszcza o to, czy wiernie wypełniamy przysięgę miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Nie jesteśmy natomiast odpowiedzialni za zachowania innych ludzi. Nie możemy bowiem przymusić do nawrócenia czy do miłości nawet tych, których najbardziej kochamy. To oni są odpowiedzialni za siebie i za to, w jaki sposób reagują na naszą miłość. ■