Listy od Czytelników

Podziękowania Najświętszej Maryi Pannie, św. Maksymilianowi i naszym świętym Orędownikom

Kochana Mateńko, Królowo nieba i ziemi, Niepokalana. Chciałabym bardzo podziękować za opiekę i pokój serca. Mając 41 lat, zostałam wdową. Mąż zmarł 32 lata temu, a ja zostałam z dwoma synami.
Bałam się, że nie zdołam wychować ich
i wykształcić. Udało się dzięki Twojej pomocy, Matko Najświętsza. Zawsze modliłam się również do św. Antoniego. Proszę Cię za młodszego syna, który, gdy się ożenił, zerwał więzi ze mną i ze swoim bratem. Modlę się o jedność w rodzinie.
Pomóż, Mateńko. Bądź przy mnie na wieki. Ciebie jedynie kocham.

JADWIGA
W 2003 roku zasłabłam w pracy. Diagnoza lekarza z pogotowia: „Udar mózgu, jeśli zalało mózg, to po dziewczynie”. Miałam sparaliżowaną lewą stronę twarzy
i bezwład prawej ręki. Dzięki szybkiej pomocy, po kilku godzinach niebezpieczeństwo minęło. Do końca życia zapamiętam słowa księdza, który przychodził codziennie do szpitala z Najświętszym Sakramentem
i powiedział: „Pan Bóg przywrócił ci zdrowie, a być może darował życie”. Od tego dnia codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Mi­łosierdzia, Różaniec, dziękując za otrzyma­ne
łaski i opiekę Matki Bożej. Pan Bóg przez całe życie stawia mi na drodze wspaniałych ludzi. Od czasu opisanych zdarzeń minęło 19 lat. Znowu doświadczyłam wstawiennictwa Matki Bożej, św. Jana Pawła II oraz św. Ojca Maksymiliana, który jest bardzo bliski mojemu sercu. Mieszkam 5 km od Niepokalanowa, gdzie mieszkał, pracował. W 2020 roku miałam trudną operację. Miałam trudno gojące się rany na nodze. Lekarze robili badania, leczyli, ale nie znaleźli przyczyny powstania bolącej i powiększającej się rany. Trwało to dziewięć miesięcy. Zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską. W 27. dniu modlitwy błagalnej miałam przeszczep skóry na ranę. Udało się. Po około pięciu tygodniach rana całkowicie się zagoiła. Została tylko blizna jak po oparzeniu. W lutym 2021 roku u mojego męża wykryto koronawirusa. W szpitalu podłączyli mu tlen. Stan był zły. Powierzyłam męża Matce Bożej. Kolejna Nowenna Pompejańska, która ma wielką moc. Mąż wrócił do domu. Do końca życia będę dziękować i dawać świadectwo o wielkiej miłości Bożej.

WDZIĘCZNA PARAFIANKA
Przeproszenie i podziękowanie. Urodziłam się, gdy szalała jeszcze druga wojna
światowa. Ojciec zginął, gdy urodziło się najmłodsze z rodzeństwa, a była nas dosyć duża gromadka. Wojnę pamiętam jak przez mgłę. Z moim licznym rodzeństwem byliśmy biedni, źle ubrani i odpychani przez innych. Mama nie radziła sobie z nami, choć była dobra, nie słuchaliśmy się jej. Nie miałam prawie dzieciństwa i młodości, z której brałam nie to, co było dobre. Mama nie potrafiła wytłumaczyć, zresztą wydawała mi się wtedy trochę zacofana. Dużo grzechów i błędów popełniłam. Szybko zaczęłam dorosłe życie, wzięłam ślub kościelny, zaczęły rodzić się dzieci. Jedno niestety usunęłam. Bardzo, bardzo tego żałuję. Gdybym ten grzech mogła usunąć… Gdy moje starsze dzieci zaczęły chodzić do szkoły, usłyszałam od lekarzy bardzo złą diagnozę. Rak. Wtedy tak naprawdę upadłam na kolana i zwróciłam się do Matki Bożej: „Matko Niebieska, ratuj moje dzieci. Wiesz, że one mogą liczyć tylko na mnie. Wiesz, że bardzo je kocham i staram się o nie, jak mogę. Wiesz, że nie potrafię się modlić, ale zacznę to robić i będę uczyć modlitwy moje dzieci”. Badania trwały jakiś czas i wszystko skończyło się dobrze. Gdy pewnego razu byłam w Licheniu, urzeczona cudowną atmosferą tego pięknego miejsca, oddałam moje dzieci i rodzinę Matce Bożej Licheńskiej. Dzisiaj mam 80 lat, dorosłe, wykształcone dzieci, dorastające wnuki. Matka Boża była z nami, choć nie brakło trosk, kłopotów i problemów. Była z nami w chorobach i nauce dzieci, przy egzaminach, które zdawały. Była z nami, gdy dzieci zaczęły dorosłe życie, gdy syn został napadnięty i pobity, ale dzięki Tobie, Matko, wyszedł z tego. Byłaś Matką, gdy wnuczka (dwa i pół roku) leżała na
parapecie przy otwartym oknie, a ja tego nie zauważyłam. To aniołowie ją trzymali – zdążyłam ją zabrać z parapetu na 4. piętrze.
Na dole były płyty betonowe. Ty, Matko Boża, uczyłaś je, wychowywałaś, bo ja też sobie nie radziłam. Dziś są dobrymi, dorosłymi ludźmi. Słowa wdzięczności, Matko Boża, to mało. Syn ma problemy i kłopoty, ale wiem, że Ty, Matko Boża, ze świętym Twoim Oblubieńcem Józefem, św. Antonim i wszystkimi Świętymi pomożesz i rozwiążesz wszystko. Dziękuję za zdrowe dzieci i wnuki. Bądź, Matko, przy nich, by się nie zgubiły w tym dzisiejszym świecie, aby miały miłość Bożą i wiarę. Przepraszam za to, co było złe
w moim życiu. Dziękuję za dobroć i pomoc. Nie opuszczaj nas, Matko Boża.

BARDZO NIEGODNA

Pragnę podziękować Matce Najświętszej za otrzymane łaski i cuda w moim życiu. Matuchno Najświętsza, przepraszam, że choć przed 25 laty zostałam cudownie uzdrowiona, dopiero teraz piszę to podziękowanie. Będąc w szpitalu w bardzo ciężkim stanie, w nocy przed operacją bardzo szczerze się modliłam do Matki Bożej Niepokalanej i przez wstawiennictwo św. Ojca Maksymiliana. Obiecałam, że jak wyjdę, jak wyzdrowieję, to napiszę podziękowanie do „Rycerza Niepokalanej”. Przepraszam, że tak długo zwlekałam. Operacja była bardzo trudna, ponieważ ropień, którego miałam, był pod przeponą, o czym nie wiedziałam ani ja, ani lekarze, gdyż USG nigdy nie ujawniło ropnia. A stało się to po wypadku, który miał miejsce podczas siania zboża. Siewnik ze zbożem urwał się i przygniótł mnie do ziemi. Gdy upadłam, przez myśl mi przeleciało: „Maryjo, czy będę żyła?”.
Z całej swojej siły krzyczałam. Mąż odwrócił się i zobaczył mnie na ziemi pod siewnikiem. Po pewnym czasie na wątrobie wytworzył się krwiak, a z niego ropień, który do operacji rósł cztery i pół roku. Ropień był duży, rozłożony po jelitach i uczepiony prawej nerki. Po operacji długo się leczyłam. Miałam jeszcze dwa razy zapalenie wątroby i dróg żółciowych. 17 lat temu cierpiałam na silną nerwicę i depresję, ale z łaską Bożą zostałam cudownie uzdrowiona
i nie biorę żadnych leków depresyjnych. Po wypadku bardzo bolał mnie kręgosłup.
Rezonans wykazywał przepuklinę i naczyniaka. Nie mogłam pracować pochylona. Pięć lat temu byłam na rekolekcjach w sanktuarium Krwi Chrystusa w Częstochowie
i podczas Mszy świętej o uzdrowienie zostałam z tej choroby uzdrowiona. Po 24 latach od operacji miałam tak silne bóle wątroby, że znalazłam się w szpitalu.
Po różnych badaniach, a w szczególności po badaniu jamy brzusznej, stwierdzono niedrożność dróg żółciowych. Gdy byłam w szpitalu, to bardzo się modliłam z wiarą, żeby do mnie przyszedł Pan Jezus i wtedy będę zdrowa. Przyszedł ksiądz, udzielił Komunii świętej i namaszczenia chorych. Dziękowałam Bogu za tę łaskę. Lekarz zlecił kontrolę u specjalisty w Lublinie. Zarejestrowałam się do lekarza, ale wizytę odłożono z powodu COVID. Byłam bardzo cierpiąca, ciągłe bóle, już nie wiedziałam, co mam zrobić, ciągle się modliłam. Opatrzność Boża czuwała nade mną i wyszłam z tej choroby. W tym roku,
w marcu zachorowaliśmy z mężem na COVID. Po dwóch tygodniach mąż odszedł do Boga, ja zostałam. Za wszystkie cuda i łaski codziennie dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej. Bogu niech będą dzięki.
Nie umiem dziękować Ci, Boże, za wszystko, co od Ciebie mam.

STAŁA CZYTELNICZKA
BERNARDYNA
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Chcę złożyć świadectwo i podziękowania Matce Bożej, Królowej Polski i Królowej mojej rodziny, którą obrałam dawno temu, a oficjalnie w dniu 3 maja 2019 roku przez wpisanie do Księgi rodzinnej. Moja rodzina prenumerowała „Rycerza Niepokalanej”, a teraz ja to kontynuuję. W moim posiadaniu jest „Rycerz” nr 25, jubileuszowy, ze stycznia 1947 roku, z czego jestem dumny. Matko Boża, wiele razy doświadczałem opieki Twojej i Twojego Syna Jezusa Chrystusa. Zawsze gdy zwracałem się o pomoc i opiekę nad moją rodziną, to byłem wysłuchany niemalże natychmiast. Wiem, że nie zasługuję na tak szybką reakcję nieba, ale wiem również, że Pan Bóg jest miłosierny dla nas, ludzi, i nie zostawia nas samych w potrzebie. Kto puka i kołacze, zostaje wysłuchany. Bogu za wszystko niech będą dzięki, teraz i na wieki.

ZYGMUNT Z KOBYŁKI ■