O cierpieniu

Chciałoby się pisać tak, jak to robił św. Ojciec Maksymilian – prosto i zrozumiale. Temat przewodni numeru do tego zachęca, ale…
jest niesłychanie trudny, bo dotyczy CIERPIENIA, czyli czegoś, z czym spotyka się każdy z nas i co bardzo, ale to bardzo nas dotyka.
Cierpienie bywa jak palec włożony w otwartą ranę. Zawsze bardzo boli. Oczywiście możemy żartować z cierpienia. Z dzieciństwa pamiętam dowcip o podróżnikach, Anglikach, którzy spotkali się na Saharze (taki abstrakcyjny humor brytyjski). Za jednym z dżentelmenów biegła, wyjąc, gromada dzikich i strzelała z łuków. Gdy wyglądał on już jak jeż z ich strzałami wystającymi z pleców, na pytanie drugiego dżentelmena o aktualne samopoczucie w tej „niezręcznej” sytuacji, odparł: „Nie jest źle! Najgorzej jest, gdy się śmieję…”.

Ale nam, gdy cierpimy, nigdy nie jest do śmiechu. Cierpienie przytłacza. Ściąga nas w dół. Stąd nic dziwnego, że za wszelką cenę unikamy cierpienia. Raczej wszyscy tak robimy, nawet Święci, chociaż wielu z nich ostatecznie dziękowało Panu Bogu za cierpienie, dobrowolnie zgadzali się na nie. Czy słusznie uciekamy przed cierpieniem?
Aby choć trochę zrozumieć, co nas spotyka, trzeba zapytać, kto cierpi. Człowiek? Anioł? Bóg? Odróżniamy prosty ból zranionego zwierzęcia od cierpienia człowieka.
Jeśli człowiek cierpi, to musimy dalej zapytać, kim on jest. Kim jesteśmy? Istotami obdarzonymi intelektem czy raczej zwykłymi zwierzaczkami? Jeśli zwierzaczkami, to nasze cierpienie jest tożsame jedynie z fizycznym bólem i złymi emocjami. Pozostaje ono materialne, daje się znieczulać, nawet farmakologicznie, co zresztą stosujemy.
Jeśli zaś jesteśmy istotami obdarzonymi intelektem, to NIGDY NIE PRZESTANIEMY ISTNIEĆ. Św. Tomasz napisał tak: „Substancja obdarzona intelektem nie jest w możności do nieistnienia”. Żeby nie wiem jak nam się chciało nie istnieć – nie możemy zniknąć. Jesteśmy istotami wiekuistymi. Nie jest to tylko stanowisko religii katolickiej, ale przekonanie najwybitniejszych filozofów i silna tradycja większości kultur.
Od tysiącleci uważano, że istnieje jakaś forma życia po śmierci. Dowodem – piramidy, które stawiali Egipcjanie. I żywność oraz… kunsztowne meble i sprzęty, jakie zostawili w słynnym grobowcu faraona Tutenchamona. Przecież mogły się faraonowi przydać na tamtym świecie, nieprawdaż? W warszawskim Muzeum Narodowym można obejrzeć egipską, tzw. Księgę Umarłych, na papirusie. To rodzaj praktycznego przewodnika dla zmarłych, jak mają się zachowywać podczas sądu boskiego. Taką księgę kupowało się do grobu. Praktyczna rzecz, aż miło. To dopiero była inwestycja. Po co była ta księga? Aby po śmierci nie cierpieć.