Praca jako przejaw Bożego miłosierdzia

Praca po japońsku

Kultura pracy w Japonii jest nieco inna niż w Europie. Prawdopodobnie dla Japończyków praca zawodowa jest ważniejsza niż życie rodzinne. Większość z nich idzie na emeryturę z tej samej firmy, w której pracę rozpoczynali (statystyczny Japończyk tylko dwukrotnie w ciągu życia zmienia pracę, co oznacza, że wielu nie zmienia jej nigdy).
W tej kulturze pojawiło się tzw. karoshi, czyli śmierć z przepracowania, wcale nie taka rzadka. Wydaje się, że praca ma tam podtekst religijny i jest… bóstwem. Jednocześnie zdarzają się Japończykom rzeczy, o których się Europejczykom nie śniło. Oto pewien pan, nazwijmy go Hashimoto, do niczego się nie nadawał. „Zawalał” sumiennie każde zadanie. W końcu zdesperowany menedżer wymyślił mu zajęcie: miał siedzieć przy oknie biurowca, patrzeć na Tokio i… mieć dobre myśli o firmie. I tak robił. Po trzech miesiącach zadowolony menedżer zwołał zebranie i pochwalił pana Hashimoto, ponieważ wyraźnie poprawiły się wyniki firmy. To nie żart, tak było.
Polska praca wczoraj i dziś

W 1956 roku powstał tekst Jasnogórskich Ślubowań Narodu Polskiego, autorstwa
bł. kard. Stefana Wyszyńskiego. Napisał go, będąc jeszcze w izolacji, w Komańczy. Ślu­bował na Jasnej Górze ponad milion pielgrzymów – 26 sierpnia 1956 roku. W tekście znajdujemy listę pięciu polskich wad narodowych, które pielgrzymi obiecali zwalczać – lekkomyślność, marnotrawstwo, lenistwo, pijaństwo i rozwiązłość. Inne czasy, inne obyczaje, ale zastanawia sprawa lenistwa. Czy udało się nam wyzwolić z tej wady? Czy rzeczywiście Polacy bywają leniwi? Jaki jest nasz stosunek do pracy? To ważne pytania, ponieważ ślubowania mają to do siebie, że domagają się wypełnienia, nie podlegają przedawnieniu… Zresztą wady, jeśli nie są usuwane, to niszczą społeczeństwo.
Gdy zajrzymy na rozmaite portale zajmujące się pracą, to zauważymy, że jest tam mowa raczej o dużym zapracowaniu Polaków. Znalazłem nawet informację, że jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. Poza tym wiele tam doniesień
o tym, jak bardzo praca zawodowa nas wypala, męczy i stresuje. Są wyliczone odsetki tych z nas, którzy regularnie otrzymują wiadomości od pracodawców po godzinach pracy, nawet późnym wieczorem. Sytuacja, gdy nasze przetrwanie zależy od uzyskania i utrzymania pracy, bardzo ludzi stresuje, czyni wielu z nas po prostu niewolnikami pracy. Gdzie tu miejsce na Boże miłosierdzie?
Jednocześnie znajdujemy głębokie rozważania na temat moralnego znaczenia pracy, jak chociażby w słynnym tekście bł. Prymasa Wyszyńskiego: Duch pracy ludzkiej. Przedstawia tam pracę jako błogosławieństwo dla człowieka, jako szansę na współpracę ze Stwórcą w „czynieniu sobie ziemi poddaną”. O tym, jak ważna jest praca dla ludzi, mogliśmy się przekonać w trakcie niedawnej zmiany ustrojowej, gdy niemal z dnia na dzień pracy zaczęło brakować i wiele rodzin przeżywało dramat bezrobocia. Psychologowie ustalili, że jeśli ktoś pracę stracił i nie znalazł nowej w ciągu trzech miesięcy, to popada
w wyuczoną bezradność i szukać jej przestaje. Dobrze pamiętam swoją własną troskę, aby pracę znaleźć i jej nie utracić, troskę, która wysuwała pracę na pierwszy plan w życiu. W tej sytuacji słowa ze Ślubowań Jasnogórskich mogą szokować. Lenistwo? Gdzie tu lenistwo… Może kiedyś, dawno, ale teraz?
I znowu wyniki badań. W jednym
z nich znalazłem informację, że połowa z nas
w pracy się obija, ukrywając swoje zmęczenie, starając się zamarkować aktywność, ale tak, aby pracodawca nie zauważył. Trudno jest powiedzieć, które z tych wszystkich badań są ostatecznie wiarygodne – czy te o naszym lenistwie, czy też te o naszym zapracowaniu.
A czy wiara daje odpowiedź na te pytania?
O pracy jest bardzo dużo w Piśmie Świętym, łącznie ze słynnym zawołaniem św. Pawła: „Kto nie pracuje, niech też nie je”, skierowanym do tych chrześcijan, którzy biernie czekali na koniec świata i rezygnowali z wszelkiej aktywności. Jest też w Piśmie wiele złorzeczeń pod adresem leniwych. W końcu jest też piękny poetycki opis stwarzania świata, po którym sam Bóg musiał odpoczywać. I dramatyczny opis „skazania” grzesznego Adama na trudną pracę, gdy ziemia zamiast dawać plony, da mu „cierń i oset”. Praca za karę? Byłby Pan Bóg tak okrutny w swej sprawiedliwości?
Przy tych wszystkich wątpliwościach jestem zdania, że jednak praca została przez Pana Boga zaplanowana jako wyraz Jego miłosierdzia, gdy „odpracowujemy” przez jej trudy nasze zło. Praca ma moc uwalniania od skutków zła, jest jedną z lepszych postaci pokuty. Oczyszcza nas. Kształtuje pozytywnie człowieka. A gdy już spełni się ta pokuta, to praca człowieka wywyższa, przemienia. Nie ma bowiem pracy bez cierpienia. Nawet praca, która jest czyjąś pasją, niesie określoną porcję cierpienia. Nie na darmo nasi przodkowie ułożyli pieśń pt. Bandoska (pewnie już mało komu znaną). Jest tam prośba do słońca, aby szybciej zachodziło, aby robotnicy rolni mogli odpocząć, bo pracowali dosłownie od świtu do nocy…
Sam uczyłem się pracy na wsi, u mego wuja, rolnika, pomagając mu. Miał do niej podobny stosunek, jak mieli Prymas Wyszyński i autorzy Bandoski – pracował dosłownie od świtu do nocy. Dużo myślał, dużo czytał, jak na rolnika, mało mówił. Wieczorem, zmęczony, drzemał nad miską polewki. Ze mnie trochę pokpiwał, gdy widział, jak koń zaprzęgnięty do brony wodzi mnie po polu, jak chce. Ale pracy mnie nauczył. Dziś wielu ze zdumieniem dowiaduje się, ile też udaje mi się zrobić
w krótkim czasie. To ta rolnicza szkoła, przydaje się „miastowym”. Ale choć w pracy zaciekły, nigdy nie czynił z niej bóstwa, szanował każdy „święty czas”. Bo dla współczesnych ludzi praca łatwo staje się bóstwem. Bywamy bałwochwalcami pracy, napełnieni lękiem,
że niebawem zastąpią nas we wszystkim maszyny. Ja sam świadomie zrezygnowałem
z bankowości elektronicznej, a gdy panie w banku pytają mnie – dlaczego, to odpowiadam, że chcę, aby one miały pracę. Wolę przy okienku, z człowiekiem, tak już mam…
Arcydzieło pracy – Niepokalanów

Zaczęliśmy od Japonii i do niej wróćmy. Oto kiedyś jakaś Japonka zapytała mnie przed kaplicą niepokalanowską, gdzie tu jest pomnik brata Zeno. Odpowiedziałem, że nie ma takiego… – „Jak to?! Nie ma pomnika ta­kiego Bohatera?!” – zawołała.
Brat Zenon Żebrowski to towarzysz z japońskiej misji Ojca Maksymiliana. Człowiek niezwykle obrotny i pracowity. Japończycy wielbią go, bo po wojnie, gdy wszyscy skapcanieli, ratował japońskie sieroty. Uratował podobno… kilkadziesiąt tysięcy. Nie znając języka, był też… skutecznym kolporterem „Rycerza Niepokalanej” („Seibo no Kishi”)
w Nagasaki. Wielka postać, choć zwykły szewc. To on stawiał pierwszy budynek Niepokalanowa, w błyskawicznym tempie – zabytkową kaplicę, tę „polską Porcjunkulę”. Postawił i wysłał do Ojca Maksymiliana wiadomość, że można przyjechać z ludźmi i maszynami. Po prostu: geniusz pracy. Ale tutaj to już tak było, że bracia przychodzili do Ojca Maksymiliana z pomysłami, jak coś zrobić lepiej, szybciej. Na chwałę Niepokalanej. Bo praca wychodzi najlepiej, gdy jest podjęta z miłości, dla kogoś. Dla kogoś, czyli dla… Boga. Zdarza mi się mieć gości ze świata, naukowców. Zwiedzamy razem niepokalanowskie opłotki, a oni otwierają usta ze zdumienia – jak ta grupa „szaleńców Niepokalanej” mogła osiągać TAKIE wyniki! Przecież klasztor-fabryka rozprowadzał „Rycerza” do kilkuset tysięcy odbiorców miesięcznie! Punktualnie. Dlatego Ojciec Kolbe zorganizował dla swoich współpracowników specjalny kurs organizacji i zarządzania u samego profesora Karola Adamieckiego
w Warszawie, jednego z pionierów tej dziedziny wiedzy na świecie. Dla Boga i Niepokalanej pracowali, ile się da, jak najlepiej, jak najskuteczniej. Bo praca to codzienny „sakrament miłości”, a „czas to miłość” (powiedzenie bł. kard. Wyszyńskiego). Polacy potrafią pracować, skoro garstka mnichów zadziwiła Japończyków, wydając pierwszy numer „Rycerza” po japońsku w ciągu
JEDNEGO MIESIĄCA od przyjazdu ekipy do Japonii. A nie znali japońskiego!!! Jakim sposobem? Z miłości. Gdy Polak kocha, to potrafi góry przenosić. Obyśmy tego nie zapomnieli. To jest MOC. ■