Problemy życia wewnętrznego

Z Konferencji  św. Maksymiliana

Pamiętam dobrze te chwile sprzed laty (w roku 1923), kiedy wysyłałem list do O. Prowincjała, aby użyczył jednego z braci, mianowicie br. Alberta, do wyłącznej pracy przy „Rycerzu”. Br. Albert był wówczas zakrystianem i prowadził kancelarię oraz pracował przy „Rycerzu”. Należałoby, aby wyłącznie poświęcił się pracy przy „Rycerzu”, bo pracy coraz więcej przybywało.
W zakrystii zastąpić go miał br. Donat.
Teraz inaczej. Trudno wszystkich policzyć i nie odpowiedziałbym dokładnie, ilu jest braci, bo są ciągłe zmiany: więcej przyjeżdża, niż wyjeżdża.

Każdy z nas musi serdecznie dziękować Niepokalanej, że pozwala mu dla siebie pracować, cierpieć i poświęcać się, i to nie tylko na tym świecie, ale tym intensywniej pracować będziemy na tamtym. Tutaj musimy się jedną ręką trzymać Niepokalanej, a drugą działać. Na drugim świecie kwestia własnego upadku jest przesądzona; będziemy więc mogli obydwiema rękami pracować.

Niejeden pomyśli sobie, że zapewne dużo więcej pracują ci, co są w redakcji, w administracji lub drukarni, aniżeli ci, co zamiatają, gotują lub piorą. Tak nie jest. Każdy pomaga duszom, ktokolwiek pracuje w tej wielkiej maszynie, jaką my stanowimy, bo każdy stanowi oddzielne kółko, niezbędne do dobrego funkcjonowania tej maszyny.
Oprócz tej zewnętrznej współpracy jest jeszcze współpraca modlitwy, umartwienia, zwłaszcza woli, współpraca potężniejsza, niż sobie wyobrażamy.
Zwyczajnie ludzie na świecie oceniają pracę według wysiłków i wyników widzialnych. Inaczej natomiast sądzi Pan Bóg, a mianowicie według czystości intencji, z jaką się pracuje. Zdarzyć się może, że ktoś intensywnie pracuje i wyniki są widoczne; jest on z tego zadowolony, ale intencja jest mniej czysta. Mimo tych wyników Niepokalana nie będzie zadowolona z tej pracy. Inny znów pragnie jak najlepiej, ale zdolności mu nie dopisują, często go karzą i przerzucają z miejsca na miejsce. Trapi się on może, ale Niepokalana cieszy się i jest zadowolona, bo miał czystą intencję. Może się również zdarzyć, że ktoś bardzo dobrze spełnia swoje obowiązki, ale nie przypisuje tego sobie, tylko łasce Bożej. Ten oczywiście ma bardzo dobrą intencję
i Niepokalana jest również z niego zadowolona. Gdy ktoś pracuje leniwie, ospale, niegorliwie, dąży do wygodnictwa, chciałby to tu, to tam być, to i ludzie są z niego niezadowoleni, i Niepokalana także. Niepokalana patrzy na serce – na wolę. Dlatego jeżeli się komuś zdarzy, że przy najlepszych chęciach – jego wysiłki nie są udatne, nie ma się czego martwić, bo Niepokalana jest z niego zadowolona.
Pracujemy wszyscy na swoim odcinku pracy dla zdobycia dusz dla Niepokalanej. Poza pracą fizyczną jest jeszcze praca modlitwy i cierpienia.
Jak my doceniamy pracę modlitwy?
Niejeden zatęskni może: jakże tu pracować modlitwą, kiedy należałoby kilka razy na dzień pomodlić się w kościele, a tutaj stale dzwonek przeszkadza i zamiast do modlitwy – do pracy wzywa. Innemu znów może trudno się modlić, bo praca przeszkadza. Pomyśli sobie czasem: żebym był w innym konwencie – tobym się częściej modlił. Tymczasem przyjdzie nieraz i taki czas, że chociaż dzwonek wzywa na modlitwę, każą pracować,
a nawet z pacierzy zwalniają. Jakże tu pracować modlitwą?
Pan Bóg nie mierzy modlitwy na metry
i jej wartość wcale nie zależy od ilości odmówionych różańców czy koronek. Istotę modlitwy stanowi według katechizmu wzniesienie myśli i duszy do Boga. Trzeba się oczywiście i ustnie modlić, i pójść do kościoła, ale tylko wtedy i tak, jak Niepokalana sobie życzy. Jej wola jest ponad modlitwę, ponad pracę, ponad umartwienie. Wzniesienie naszej woli do Boga – czyli zjednoczenie naszej woli z wolą Niepokalanej – jest najwyższą modlitwą.
O tym też wspomniał św. Ojciec Franciszek w Regule, aby bracia w czasie pracy nie tracili ducha świętej modlitwy i pobożności.
To jest to zjednoczenie woli naszej z wolą Niepokalanej. Modlitwa ustna jest bardzo pożyteczna, ale o ile jej sobie Niepokalana życzy. Modlitwą pracujemy, zwłaszcza modlitwą obowiązkową: Komunia święta, Msza święta i obowiązkowe pacierze, rozmyślanie czy inne nabożeństwo wyznaczone. Te zwłaszcza powinniśmy starannie odprawiać.
Istotą jednak nabożeństwa jest zjednoczenie woli naszej z wolą Niepokalanej.
Szatan niejedną duszę wyciągnął za furtę klasztorną przez to, że stara się, aby się ona więcej przywiązała do modlitwy niż do Niepokalanej. Duch zaś Niepokalanej winien
w nas żyć i w nas działać.
Pracujemy modlitwą i umartwieniem.
Są niektóre dusze, które swoje uświęcenie pokładają w umartwieniu. Co gorsza, znaleźć się mogą i takie, które oglądają się dookoła i powiadają: ja to nie taki jak tamten. Jest to faryzeizm bardzo zgubny dla duszy.
Dobre jest umartwienie, ale w granicach posłuszeństwa świętego. Najlepsze są umartwienia płynące z obowiązków codziennych, niezależnych od naszej woli, bo te, które sobie sami zadajemy – łechczą miłość własną. Kiedy przychodzi przyczyna niecierpliwości – znieść ją spokojnie; takie umartwienie jest najlepsze: nikt go nie zauważy, a w ciągu dnia jest podobnych okazji bardzo dużo.
Chciałbym zwrócić uwagę, aby w umartwieniu nie postępować nieroztropnie. Niepokalana chce, byśmy byli zdrowi, dlatego
w razie jakichś objawów chorobowych – zawiadomić o tym infirmerię, a jeśli nie zwrócą na to uwagi – władzę wyższą.
Najwięcej poleca się umartwianie woli. Każdy z nas ma swoich przełożonych: może się ćwiczyć w posłuszeństwie. Tym umartwieniem możemy przynieść największy pożytek duszom.
Jeśli się zdarzy, że sprawa jest bardzo poważna, a przełożony nieodpowiednio postępuje, należy powiadomić o tym wyższych przełożonych bezpośrednio. W tym wypadku przełożony niższy będzie miał znów okazję do umartwienia z upokorzenia, iż się go omija. I tak wszyscy mamy okazję do łamania swojej woli. Jest to
bardzo dobry środek do zdobywania dusz. Nie spodziewamy się nawet, ale zobaczymy na drugim świecie, że w Afryce czy w Chinach były nawrócenia wskutek przełamania naszej woli.
W świecie fizycznym jest prawo, które mówi, że materia nigdy nie ginie. W świecie nadprzyrodzonym jest to samo: nic nigdy nie ginie, ale ma swój skutek. Żadne umartwienie, praca i cierpienie nie ginie.
W jakim celu pracujemy i w jakim celu się zebraliśmy?
Celem każdego zakonu jest uświęcenie własnych członków i dusz na świecie. Prócz tego są jeszcze poszczególne cele w różnych zakonach. W naszym między innymi jest ubóstwo święte. Ale każdy dom ma swój cel specjalny.
Niepokalanów jest centralą MI. Co to jest MI, mniej więcej wiemy. Mamy zdobywać dusze dla Niepokalanej. Przypomnijmy sobie, jak to się dzieje i jak to Niepokalana robi. Każdy z nas miał chwilę przyjęcia do Niepokalanowa. Zwyczajnie to było tak: przychodził do domu „Rycerz”. Z „Rycerza” poznaliśmy i pokochaliśmy Niepokalanów,
a raczej samą Niepokalaną. Ona coraz bardziej zbliżała nas do siebie, aż dusza zerwała więzy świata i uleciała do Niepokalanowa. Przez „Rycerza” pociągnęła dusze, zabrała do siebie na zawsze, całkowicie, wyłącznie dla siebie. To jest zwyczajna historia powołania do Niepokalanowa, bo są i inne. Nieraz rodzina wstrzymywała, były najrozmaitsze trudności, a jednak Niepokalana nas zdobyła. I w życiu duchowym różne trudności były, ale przetrwaliśmy dzięki Niej.
Nie wszyscy jednak tu przychodzą.
Muszą być i na świecie gorliwi czciciele Niepokalanej. Wiecie, jakie obecnie są najrozmaitsze prądy na świecie. Mamy bezbożnictwo i sekciarstwo, a wszyscy chcą uszczęśliwić ludzkość (…)
My walczymy o zdobycie wszystkich dusz dla Niepokalanej i wtedy ludzkość będzie do-
piero szczęśliwa, gdy Niepokalana będzie królowała. (…)
Są wprawdzie wśród nas reprezentanci wszystkich stron Polski, o różnych charakterach. Każdy ma słabości i usterki, ale w porównaniu do ludzi na świecie są one nikłe. ■

Konferencje św. Maksymiliana – 55,
Niepokalanów,
niedziela, 8 listopada 1936 roku