Rycerz potrzebny od zaraz

Zostałem poproszony o opowiedzenie historii „Rycerza”.
O czym konkretnie opowiem? Założyłem, że znamy ją głównie z opowieści Braci z Niepokalanowa, znamy ją z opowiadań Ojca Maksymiliana. A może warto by było popatrzeć na ową historię oczyma konkurencji? Lub oczyma przeciwników? Byłoby to zapewne dość interesujące…

Pomyślałem sobie jednak, że skoro Opatrzność wysłała mnie do klasztoru Świętych Apostołów w Rzymie, to nie będzie zupełnie bez sensu, jeśli na historię „Rycerza” spróbuję zerknąć z tej perspektywy: z perspektywy Rzymu, a dokładniej z perspektywy Kurii generalnej, która się we wspomnianym wyżej klasztorze mieści… Spróbuję zatem pokazać, w formie swego rodzaju kroniki, jak
z centrum Zakonu wyglądały początki „Ry­cerza Niepokalanej”… Czy w ogóle były zauważone? Czy ktoś się nimi interesował? Generałowie? Kapituły generalne? A coś o „Rycerzu” wiek temu w ogóle mówiono? Wyobraźmy sobie, że mam głos podobny do tego pana, co czytał „Polską Kronikę Filmową”, i przenieśmy się w czasie. 100 lat wstecz.
Zacznę od roku 1919, bo to ważna dla nas data. Dla ówczesnego Ministra generalnego to pewnie jedna z wielu dat zupełnie zwyczajnych. Dnia 31 października 1919 roku Minister prowincjalny, o. Alojzy Karwacki, pisze do Generała Tavaniego: „Odzyskaliśmy siedem klasztorów. To: Radomsko, Kalisz, Łagiewniki, Nieszawa, Warszawa, Grodno, Wilno”. Dodaje kilka słów o każdym klasztorze,
a o Grodnie pisze: „tutaj pracuje trzech ojców
i trzech braci zakonnych”. To do tego klasztoru, niedawno odzyskanego, już za chwilę zostanie skierowany Ojciec Maksymilian.
Kilka miesięcy później, 2 kwietnia 1920 roku. Prowincjał Karwacki prosi o sanację nowicjatu dla kilku braci. Ma bowiem wątpliwości, czy brat pełniący obowiązki Mi­strza nowicjatu nie był za młody, gdy zaczynał swoją posługę. Tym bratem jest
o. Wenanty Katarzyniec. To on będzie popierał Maksymiliana w pomyśle wydawania „Rycerza”, wspierał Go swą radą i modlitwą. Dla Generała jest to na razie jedna z wielu kwestii prawnych, które trzeba rozwiązać,
a dziwne nazwisko, pełne spółgłosek: „Katarzyniec”, pewnie zbyt wiele mu nie mówi.
20 lutego 1921 roku. Prowincjał Karwacki przysyła do Rzymu zwyczajową relację
o stanie prowincji, doroczny raport. Maksymilian wymieniony jest jako jeden z wielu zakonników klasztoru krakowskiego. Jego funkcja to: „profesor historii Kościoła”; jego brat, Alfons Kolbe, jest wymieniony wśród kleryków teologii. A w Grodnie – już pięciu ojców. Wśród nich przyszli współpracownicy i przyjaciele Maksymiliana: Florian Koziura, Innocenty Guz i Kornel Czupryk. Wenanty figuruje jeszcze jako Mistrz nowicjatu. Rozstanie się z tym światem za miesiąc, 31 marca 1921 roku. Na razie nic nie zapowiada, że już za kilka lat trzeba będzie dzielić prowincję zakonną, uczyć się japońskiego, myśleć
o straży pożarnej.
W roku 1922, w korespondencji między Krakowem a Rzymem, po raz pierwszy pojawia się informacja o piśmie wydawanym przez Maksymiliana. Tytuł nie jest wymieniony, a wzmianka pojawia się wśród próśb prawnych, skierowanych przez Prowincjała Karwackiego do Generała. Tłumacząc dość swobodnie list Prowincjała pisany po łacinie, można w nim wyczytać takie słowa:
„W Krakowie jest taki o. Maksymilian Kolbe z naszego Zakonu, co sobie taki tam miesięcznik redaguje. W Rzymie był, z sukcesem ukończył studia filozoficzne i teologiczne.
W tym pisemku walczy ów ojczulek z różnymi współczesnymi błędami wiary. Potrzebuje zatem zezwolenia na czytanie zakazanych i heretyckich książek, aby móc z nimi walczyć”. Karwacki o o. Wenantym już nie wspomina, choć to na jego modlitewnym wstawiennictwie Maksymilian opierać będzie swoją działalność. Warto dodać, że kilka miesięcy wcześniej, 15 grudnia 1921 roku, ten sam o. Karwacki udzielił Maksymilianowi pozwolenia na rozpoczęcie publikowania „tylko pod warunkiem, że ani klasztor, ani prowincja zakonna nie będą narażone na koszty”.
Rok 1923. Wieści i dokumentacja z kapi­tuły prowincjalnej. Nie ma zbyt wielu informacji na temat tego, co się dzieje z Maksymilianem i Jego pismem. Dokumenty donoszą jedynie, że w kasie klasztoru grodnieńskiego pecunia deficit – brakuje pieniędzy. I można domyślić się, że tym samym i „Rycerz” nie ma łatwego życia, nie opływa w dostatki i że również w jego przypadku pecunia deficit.
23 września 1923 roku. Rejestr spraw ministra generalnego odnotowuje, że brat zakonny Albert Olszakowski dostał zezwolenie z watykańskiej Kongregacji do spraw Zakonów na odbycie nowicjatu poza domem nowicjackim, a mianowicie w klasztorze
w Grodnie. To, co dla Watykanu i dla Rzymu jest jedną z wielu pomniejszych i niekłopotliwych spraw, dla klasztoru w Grodnie i dla prowincji jest bardzo ważnym, choć pewnie niezauważonym wydarzeniem, bo co kogo może interesować jakiś tam nowicjusz… Ale wysłanie br. Alberta na nowicjat do Grodna oznacza, że Prowincjał chyba na serio zaczął myśleć o przygodzie z wydawaniem pisma i że zaczął wspierać Maksymiliana
w działaniu. Br. Albert, zecer z wykształcenia – okaże się jedną z najważniejszych postaci
w pierwszych dniach rozwoju Wydawnictwa. A już za chwilę dołączy do niego aspirant Stanisław Gaweł, z zawodu introligator.
11 listopada 1923 roku. Zwyczajowy
ra­port Prowincjała, jeszcze Karwackiego, dla Kurii generalnej. To prawdopodobnie pierwszy raz, gdy w oficjalnym piśmie, krążącym między Krakowem a Rzymem, pada nazwa: „Rycerz Niepokalanej”. Pisząc o Grodnie, Prowincjał przypomina Generałowi, że od roku 1919 jesteśmy na nowo w tym klasztorze, że jest tam i parafia, że jest i – uwaga, uwaga! – warsztat drukarski, w którym wydaje się czasopismo, a nazywa się ono: „Rycerz Niepokalanej”.
W klasztorze mieszkają: Tomasz Wilusz, Melchior Fordon, Sylwester Pyznar, Eustachy Duda, Maksymilian Kolbe; bracia: Marek Kamiński, Donat Tyszkiewicz, Andrzej Aniszczyk, Albert Olszakowski, Makary Chociej. Wśród pięciu wymienionych ojców jest jeden Święty, jeden Sługa Boży, ale są również dwaj ojcowie, których imiona pojawiać się będą jeszcze w różnych raportach i relacjach jako imiona tych, którzy cieszą się… złą opinią! Ba, najgorszą opinią w prowincji! Jak widać, początki Wydawnictwa to trudna przygoda,
a klasztor w Grodnie jawi się jako jakieś miejsce ucieczki grzeszników (refugium peccatorum) prowincji. Co wcale nie przeszkadza, żeby działali tam i święci.
28 stycznia 1924 roku. W raporcie dla Kurii generalnej pierwszy raz mówi się o nakładzie, może dlatego, że już jest czym się pochwalić. Karwacki pisze: „(…) w Grodnie, od dwóch lat wydaje się miesięcznik, «Rycerz Niepokalanej». Nakład jego to 7 000 egzemplarzy i wychodzi po polsku”. Dwa miesiące później, 4 kwietnia 1924 roku, o. Karwacki umiera we Lwowie. W prowincji rozpoczyna się nowy rozdział historii, a i „Rycerz” rozpoczyna nowy rozdział życia, choć z dalekiego Rzymu jest jeszcze niewidoczny i całkiem nie­pozorny.
10 maja 1924 roku. O. Melchior Fordon pisze relację na kapitułę generalną. Pisze, że w Grodnie jest parafia i drukarnia, znowu pojawia się nazwa „Rycerza”, ale nie poświęca się tym zagadnieniom zbyt wiele miejsca. Tymczasem ważniejsze jest to, że w klasztorze jest dwóch zakonników, cieszących się złą opinią! Tak złą, że „nullus Guardianus vult eum in Conventu pro familia habere!”, żaden gwardian nie chce ich mieć w swoim klasztorze. A zatem nie pozostaje im nic innego, jak mieszkać w Grodnie, pod jednym dachem z „Rycerzem”. W listach i raportach wysłanych do Rzymu Grodno jawi się zatem jako miejsce, w którym blaski ścierają się
z cieniami, a informacje o „Rycerzu” walczą z informacjami o trudnych braciach.
„Commentarium Ordinis” – oficjalne
pismo Zakonu, w roku 1925 po raz pierwszy pisze o „Rycerzu”, informując, iż 16 października 1917 roku kilku alumnów z rzymskiego kolegium Zakonu, „Seraphicum”, założyło Rycerstwo, w 1919 pobłogosławił je papież Benedykt XV, a 2 stycznia 1922 zostało ono erygowane jako „pobożne stowarzyszenie”.
I dodaje, że w Polsce bracia zdobywają nowych członków tegoż Rycerstwa, a żeby ich utrzymywać w duchu bojowym (in spiritus fervore conservando), miesięcznik wydają, który zwie się „Rycerz”. To już trzeci rok, jak go drukują. Nakład: 12 000 egzemplarzy.
Rok 1927, kapituła prowincjalna. W relacjach pada informacja o tym, że w klasztorze grodnieńskim jest typografia, drukuje się „Rycerza” i „Pochodnię”, w nakładzie odpowiednio: 55 000 i 8 000 egzemplarzy, pracuje przy tym 17 braci, którzy, pod dyrekcją Maksymiliana i Alfonsa, z całym zaangażowaniem oddają się dziełu. Kapituła podejmuje ważne decyzje, dotyczące przyszłości Wydawnictwa i „Rycerza”. Formułuje dwa pytania: jedno o to, czy potrzebna jest typografia, a drugie, czy można przyjąć dar od księcia Druckiego Lubeckiego. Kapituła głosuje „za” w obu przypadkach, otwierając tym samym nowy rozdział w historii życia Zakonu i Prowincji – Niepokalanów. Prowincjałem zostaje o. Peregryn Haczela.
„Commentarium Ordinis”, w jednym
z numerów z 1927 roku, poświęca mnóstwo stron na wyjaśnienie, co to jest Rycerstwo, jaki jest jego stan prawny itd. O Niepokalanowie jeszcze na razie ani słowa, choć za chwilę to do niego przeniesie się Redakcja
i Wydawnictwo „Rycerza”. ■