RYCERZ WALCZYĆ MUSI

CZĘŚĆ XXI

Ja: „Ciągły niepokój na świecie, wojny i wojny bez końca; jakże niepewna jest ziemia, jękiem i gniewem drgająca” – wybrzmiewały
w kościołach słowa popularnej pieśni, powstałej dzięki talentowi Pani prof. Zofii Jasnoty. Mimo że minęło już pół wieku od napisania tych słów, pozostają one wciąż aktualną analizą także dzisiejszej rzeczywistości. W tym kontekście wszelkie nawoływania do wojny (jakakolwiek by ona była), czy propagowanie „bojowych” idei i ruchów, wydają się tylko wzmacniać ów lęk. Gdy dodamy jeszcze tak mocne w dzisiejszej kulturze hasła irenizmu czy pacyfizmu, to nie dziwi, że pojęcia, myśli
i działania, pozytywnie odnoszące się do walki, w wielu wzbudzają wewnętrzny opór.

Rycerz: Jedno jest pewne: nie możemy bać się słów. Niezbędna jest odwaga, aby „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Wykreślanie rycerskich terminów z naszego słownictwa
w imię fałszywej zgody, która „przynosi szkodę czystości nauki katolickiej i przyciemnia jej właściwy i pewny sens” (Dekret
o ekumenizmie, 11), to uczestnictwo w wojnie po stronie wroga. To opowiedzenie się za kłamstwem i zgodą na kapitulację prawdy. Ojciec Kolbe od samego początku był jednoznaczny: „Rycerz, Milicja, walka; wojowniczo brzmią te słowa, bo – i oznaczają wojnę. Nie walkę przy pomocy karabinów, kulomiotów, armat, samolotów, trujących gazów, ale – prawdziwą walkę” (Pisma, 987). A tak przy okazji, przypomniałeś nam autorkę słów i muzyki Tryptyku oświęcimskiego, która wskazuje rozwiązanie: „Gdy wśród ludzi zapada ciemność, gdy na ziemi wciąż krzyże rosną, to jaśnieją serca oddane w ręce Matki, pięknej Miłości”. Kim oni są? – podpowiada nam refren drugiej odsłony: „Niepokalana, Niepokalana, myśmy Twoi rycerze”.

Ja: Rycerz Niepokalanej, biorąc przykład ze św. Ojca Maksymiliana, nie poddaje się nieprzyjacielowi „jak lew ryczącemu”, „grożącemu i zbrojnemu”, próbującemu go „zmiażdżyć i drutami otoczyć”. Stawia mu opór. Walczy. Ale o co? Czym jest ta „prawdziwa wojna”? Przeciw komu się toczy?

Rycerz: W 1932 roku w majowym numerze „Rycerza Niepokalanej” pojawił się wstępny artykuł Ojca Maksymiliana pod znamiennym tytułem: Nasza wojna. Od pierwszych słów dotyka on sedna sprawy: „Oglądając się dookoła i widząc wszędzie tyle zła, chcielibyśmy szczerze, zwłaszcza jako członkowie «Milicji Niepokalanej», naprawić to zło” (Pisma 1070). I wyjaśnia, że ich zamiarem jest „przyprowadzić przez Niepokalaną” wszystkich ludzi na świecie do „Przenajświętszego Serca Jezusowego”, a tym samym zapewnić im szczęście wieczne, a nawet i doczesne (tamże). Niestety, nie ma innej drogi jak walka: „Więc wojna złu, nieubłagana, ciągła, zwycięska – wojna” (tamże).

Ja: Faktycznie już w statucie koła MI kapłanów w Krakowie Ojciec Kolbe wyznaczył jasny cel: „Celem wszystkich ognisk jest ułatwienie prowadzenia skutecznej walki ze złem w myśl Milicji [Niepokalanej]” (Pisma 886a). A że zło przybiera niejedno oblicze, każdy rycerz powinien mieć oczy otwarte, nie udawać, że nic się nie dzieje, lub uciekać
w złudną oazę „świętego spokoju”. Nasz Święty od młodości doświadczał nienawiści wobec Chrystusa, Kościoła, papieża. Widział też spustoszenia spowodowane wojną, rewolucjami, najazdami, prześladowaniami, które dotykały całe społeczeństwa. Najbardziej jednak cierpiał z powodu wojny wypowiedzianej przez struktury zła człowiekowi. I szukał dla niego skutecznego ratunku.