Sens cierpienia

Chyba nie trzeba przeprowadzać ulicznej ankiety, by dowiedzieć się, że cierpienie nie ma sensu dla przeciętnego człowieka. A co mówią Święci? Ich zdanie można zawrzeć w kilku punktach.

Cierpię – tym lepiej

Latem 1859 roku ataki astmy nasiliły się na tyle, że Bernadeta musiała położyć się do łóżka. Wtedy już państwo Franciszek i Ludwika Soubirous mieszkali w wynajętym domu koło miejscowego kościoła. 13 sierpnia tegoż roku odwiedziła ją grupa księży, mówiących miejscowym dialektem. Bernadeta bowiem nie rozumiała francuskiego, lecz posługiwała się
miejscową odmianą dialektu gaskońskiego języka oksytańskiego. „No, moje dziecko – zapytał jeden z księży – jesteś chora?”. „Tak, proszę księdza” – odpowiedziała mała Soubirous. „A co ci dolega” – kontynuował ksiądz. „Piersi” – odpowiedziała dziewczynka. „Czy nasza obecność cię nie męczy?”. „O, nie, proszę księdza. Dzisiaj mogę mówić”. Ksiądz indagował dalej: „Czy nie pijesz wody z groty?”. „Tak, proszę księdza, piję”. „Woda ta leczy innych. Dlaczego tobie nie daje zdrowia?”. „Może Matka Boża chce, żebym cierpiała?”. „Dlaczego chce, żebyś cierpiała?”. „Och! Bo cierpienie jest mi potrzebne”. „A dlaczego ty go raczej potrzebujesz, a nie inni?”. „O! Pan Bóg to wie”. Ten odnotowany przez świadków fragment owego niesamowitego dialogu małej wizjonerki z księżmi pokazuje, jak bardzo jej podejście do cierpienia różni się od standardów dzisiejszego świata. Jeśli uświadomimy sobie, że Święta z Lourdes nie dożyła 40. roku życia, to jej świadectwo staje się bardzo wymowne: może Matka Boża tego chce, bo jest to mi
potrzebne.

Miłość

Dla św. Teresy z Lisieux cierpienie jest
znakiem miłości. Jest ona przekonana, że człowiek nie ma żadnej przyrodzonej możliwości okazania Jezusowi, jak bardzo Go kocha. Stąd nosiła w sobie owo przekonanie, że podejmując małe ofiary dnia codziennego, „rzuca kwiaty” pod stopy swego Oblubieńca. Jednocześnie nie stroniła od cierpień wielkich, których dostarczało jej codzienne życie, a przede wszystkim postępująca gruźlica (na koniec życia doszedł do tego zator jelitowy). To właśnie ona, leżąc już na łożu śmierci, kazała nowicjuszce mówić: „Tym lepiej”. Raz po raz bowiem wyrywało się Teresie narzekanie na ból. Gdy jednak uświadomiła sobie, że w ten sposób nie dorasta do miłości swego Oblubieńca, kazała młodszej siostrze odpowiadać właśnie tymi słowami. Biedna młoda zakonnica ze łzami w oczach – jak potem zeznawała – powtarzała te słowa.
Wiosenne roztopy sprawiały, że wóz ciągnięty przez konia jechał bardzo powoli.
Jechała nim do Burgos Teresa z Ávila wraz
z kilkoma osobami, by dokonać ostatniej już fundacji zreformowanego klasztoru karmelitanek. W pewnym momencie wóz zapadł się w błocie aż po same osie. Nie było rady – wszyscy zeszli z wozu i za pomocą drągów wzięli się za wyciąganie go. Posunięta już
w latach i trochę gorączkująca w tym czasie Teresa mruczała pod nosem: „Tyle dla Ciebie zrobiłam… i jeszcze to!”. W głębi duszy usłyszała słowa: „Ależ Tereso, Ja właśnie tak traktuję moich przyjaciół”. Na to Teresa odrzekła półgłosem: „Hmm, i właśnie dlatego masz ich tak mało”.
Miłość bez krzyża nie istnieje. A wszel-
kie historie o miłości do Pana Jezusa, w których nie ma choćby odrobiny cierpienia, można włożyć na półkę z literaturą – i to najlepiej między bajki.