W klimacie wolności

6 LISTOPADA 2022,
32. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 20,27-38

Dlaczego w niebie nie zabraknie ludzi

A gdyby cały rodzaj ludzki umówił się nagle, że od jutra rano już nikt nigdy nic, z nikim? Żaden mąż z żadną żoną, żadna żona z żadnym mężem? To co by się stało? Pomijając ogólnoświatowe poruszenie, zmierzwienie myśli, trudności i komplikacje? To to by się stało, że za 100 lat by tu nikogo nie było. No, może prawie nikogo, jacyś stulatkowie dzielni może by jeszcze na jakiejś Okinawie zostali, jedząc glony morskie, sushi i trenując karate.
„Ale mi odkrycie!”, powie ktoś. No pewnie, żadne to odkrycie, ale uzmysławia, że mąż i żona potrzebni są, żeby się ludzie nie skończyli. Bo to, panie dzieju, wcale nie taki wytrzymały i odporny na zniszczenie element wyposażenia Ziemi, ci ludzie, jeśli można tak ich przekornie nazwać. Katedry mają po 800 lat, Koloseum ma 2 000 lat, a ludzie? Do setki dociągną i koniec. Jak nowych nie zrobisz, to się skończą. Bo taka ich kolej rzeczy, że umierają po pewnym czasie.
I o tym jest dzisiejsza Ewangelia. O tym, że tutaj potrzebny jest chłop i baba, mąż i żona, facet i kobieta. I że muszą działać. Bo jak nie, to się ludzie na ziemi skończą. Bo umierają! A Ewangelia mówi, że w niebie jest inaczej! Ludzie się tam nie kończą! Tam już nikt nie umiera! A zatem i inaczej mogą funkcjonować relacje męsko-damskie i damsko-męskie.
W jeszcze większej wolności mogą funkcjonować, bo biologia ich już tak bardzo nie ogranicza (i do niczego nie zmusza).
Dobra Nowina z dzisiejszej Ewangelii jest też taka: nie muszę się martwić o to, że jakieś błędy popełnione w relacjach, że jakieś grzechy młodości będą się za mną ciągnąć przez całą wieczność… Kobieta z dzisiejszej przypowieści nie jest na wieki uwięziona w relacjach z siedmioma braćmi, choć może były superfajne. Wierzę, że i my na wieki nie będziemy uwięzieni w relacjach, które nam tak po prostu nie wyszły… W niebie nasze relacje będą zapewne „takie same, ale jakoś inne”. Te dobre będą jeszcze piękniejsze. A te, w których nam coś nie wyszło, będzie można zapewne przeżywać w klimacie większej wolności.

13 LISTOPADA 2022,
33. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 21,5-19

Jasna Góra w kawałkach

Aby lepiej poczuć siłę tego, co zapowiada Jezus w dzisiejszej Ewangelii, warto pomyśleć, jakby to zabrzmiało, gdyby Jezus mówił nie o świątyni jerozolimskiej z I wieku, ale na przykład o Jasnej Górze. Gdyby pojawił się dzisiaj i ogłosił: „Polacy kochani! Zaprawdę powiadam Wam, że przyjdą dni, że z tego,
co tutaj, w Częstochowie, widzicie, nie zostanie kamień na kamieniu. Wszystko będzie zniszczone a ojcowie paulini płakać wielkimi łzami będą!”.
Pewnie zadalibyśmy Jezusowi podobne pytania, jakie zadawali Jemu współcześni:
„A kiedy to niby się stanie? Jaki znak to poprzedzi?”. Pewnie dodalibyśmy coś i o Szwedach, że skoro Jasna Góra potop przetrzymała, to i teraz da radę. Może zapytalibyśmy, czy się nie da niczego zrobić.
Jezus nie odpowiada wprost. Właściwie – w ogóle nie odpowiada! Proszę posłuchać dzisiejszej Ewangelii – nie zostawia tam ani jednej wskazówki na temat tego, co trzeba robić! Jedyna rzecz, o której mówi, to ta, że nie trzeba przygotowywać naprzód żadnej obrony, żadnych przemów, bo to On da nam słowa i mądrość, gdy nastaną złe czasy.
Wynika z tego, że przynajmniej jedna rzecz jest jednak do zrobienia: trzeba utrzymać z Nim łączność, trzeba mieć zapewnione bezpieczeństwo kanałów łączności z Nim, trzeba znać Jego głos, On musi żyć we mnie.
Cała reszta jest nieważna – i do niczego w sumie niepotrzebna, przynajmniej według św. Ambrożego: „Jest również świątynia
w każdym z nas, która się rozpada, gdy wiary zabraknie, szczególnie zaś jeśli ktoś zasłania się imieniem Chrystusa, czemu nie odpowiada jego życie wewnętrzne. Może to właśnie wyjaśnienie jest dla mnie najpożyteczniejsze? Na cóż bowiem zda mi się znać dzień sądu? Na cóż mi się przyda wiedzieć, mnie, pełnemu grzechów, że Pan przyjdzie, jeśli
On nie przyjdzie do mojej duszy, nie powróci do mego umysłu, jeśli Chrystus nie będzie żył we mnie, jeśli przeze mnie nie będzie mówił? Tak więc do mnie powinien przybyć Chrystus, we mnie powinno się odbyć Jego przybycie”.
Niech zatem przybywa do każdego z nas. Wówczas niestraszne nam będą zapowiedzi
o dniach sądu.

20 LISTOPADA 2022,
JEZUSA CHRYSTUSA,
KRÓLA WSZECHŚWIATA
EWANGELIA: ŁK 23,35-43

Cztery prezenty od Króla
i jeszcze jeden ważniejszy

Tłum stoi pod Krzyżem i wrzeszczy. – „Chodź pan, bo to ostatnia okazja, żeby zakpić z Jezusa, żeby zrobić z Niego głupka, żeby Go obrazić, bo wymyślił sobie, że jest Mesjaszem, Posłanym, że jest kimś od Boga, że jest królem”. – „No to skoro jest, to niech się teraz uwolni, niech zejdzie z Krzyża”. – „Nie schodzi? Nie uwalnia się? No, to było do przewidzenia… przecież gdyby był prawdziwy, toby to zrobił, a skoro jest fałszywy, to się nie ma co dziwić… A nie mówiłem?! Fałszywy jest! Żaden z Niego Mesjasz, skoro się nie uwalnia…” – „I kto to, panie, słyszał, żeby za takim chodzić, z Galilei taki kawał iść…”
Jezus nie zajmuje się ujadającym tłumem. Może jeszcze w tym momencie zrobić coś dobrego, coś Bożego. I to robi. Wręcza Dobremu Łotrowi cztery prezenty: „dziś”, „ze Mną”, „będziesz”, „w raju”. Nie pojutrze – ale właśnie „dziś”, bo Miłosierdzie nie czeka.
Nie sam – „ze Mną”, bo Miłosierdzie to nie sprawa tego, co się je i co się pije, ale miłość
i radość z Jezusem, w Duchu Świętym, u Ojca. To jest coś na przyszłość, coś, co jest naznaczone nadzieją – „będziesz”. I to jest coś pięknego, dobrego, doskonałego –
„w raju”, tam, gdzie inni, gdzie cała reszta.
Dobry Łotr, jak nazwie potem Tradycja tego współukrzyżowanego, któremu Jezus zapewnia niebo, jest jedynym, którego Pan Jezus ma ochotę słuchać. Nie zwraca uwagi na tłum, na wrzeszczących, na ujadających dziko. Słucha Dobrego Łotra. I to słuchanie to też jest prezent, a kto wie, czy nawet nie jeden z najważniejszych.
Czasami wydaje się nam, że aby czynić Boże sprawy, aby zachować się jak królewskie dziecko Boga, trzeba robić nie wiadomo jak wielkie rzeczy. Nie trzeba. Można bowiem zacząć od słuchania. To jest towar deficytowy. Nie wierzysz? Mogę się założyć, że jesteś w stanie wymienić 1000 osób, które dobrze gadają, dużo gadają, ciągle gadają. I tylko ze dwie, może jedną, przy której czujesz się wysłuchany, wysłuchana.
Dzisiaj prawie wszyscy wrzeszczą i gadają. Mało kto słucha. A szkoda, bo różnorakie studia wykazały, że jednym z czynników, który najbardziej pozytywnie wpływa na zdrowie
i długowieczność jest… możliwość bycia wysłuchanym! Najzdrowsze i najbardziej długowieczne są te osoby, które mają kogoś, kto zawsze je wysłucha, kto jest gotowy je wysłuchać.
To do nas należy wybór, gdzie się w życiu ustawimy: na dole, pod Krzyżem – aby wrzeszczeć, czy obok tych, którzy cierpią – aby słuchać.

27 LISTOPADA 2022,
I NIEDZIELA ADWENTU
EWANGELIA: MT 24,37-44

Alert RCB o nadchodzącej śmierci

Od czasu do czasu przychodzą do nas smsy z ostrzeżeniem o burzy, o nawałnicy,
o śnieżycy. I chwała im za to. Problem z nimi jest taki jak z wszystkimi ostrzeżeniami – czasami je ignorujemy, bo może „przejdzie bokiem”, bo „jak zwykle przesadzają”, bo „jakoś tam będzie”. Jeśli jednak coś się wydarzy niedobrego, to zaczynamy narzekać na samych siebie: „…a mogłem zrobić, a nie zrobiłem”.
Dzisiejsza Ewangelia o takim alercie RCB opowiada. Jezus zapowiada, że przyjdzie. Alert ten jest o tyle dziwny, że nie jest spersonalizowany i nie wskazuje konkretnej daty. Przyjdzie. Wiadomo, że do wszystkich. Ale do kogo, o której i kiedy, to już nie wiadomo. Jan Chryzostom wyjaśnia ten nieoczekiwany błąd w konfiguracji alertu w następujący sposób: „Gdyby wielu wiedziało, kiedy umrą, wtedy z pewnością ze względu na tę godzinę okazywaliby się gorliwymi. Aby więc nie dbali jedynie o ów dzień, nie objawia ani owego dnia wspólnego, ani dnia śmierci każdego, chcąc, aby zawsze go oczekiwali, aby zawsze byli gorliwymi. Dlatego też koniec
życia każdego niewiadomym uczynił…”.
I jak o tym wszystkim myśleć? Mój dziadek to mówił, że najgłupsza piosenka kościelna to jest ta, w której się śpiewa: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci uchowaj nas, Panie”. Mówił: „Przecież taka śmierć jest najlepsza. Przyjdzie, szast-prast i człowieka nie ma. Męczyć się nie musi, kłopotu innym
nie robi. Jak to śpiewają, to ja nie śpiewam”.
No i zastanawiam się: czy ta niechęć do tej pieśni to była spowodowana tylko tym,
że dziadek nie zamierzał nikomu kłopotu robić, czy po prostu był dobrze przygotowany?
A siostra tego dziadka, która ma prawie 100 lat i się bardzo dobrze trzyma, powiada mi ostatnio: „Wiesz, tak sobie pomyślałam, że ja to już bym mogła sobie pójść, gdyby mnie Pan Bóg chciał zabrać. Na przykład
w zeszłym tygodniu był taki moment. Bo to po pierwszym piątku było, ksiądz był, wyspowiadał, Komunię przyjęłam. Ba, nawet fryzjerka kilka dni temu była, fryzurę miałam zrobioną, jak należy. To co mi więcej potrzeba?”. Zdaje się, że chyba niczego więcej nie potrzeba, tym bardziej że i fryzura zrobiona… Takiej to śmierć nie zaskoczy…
I tak się zastanawiam, czy dziadek czasami trochę racji nie miał. Że tekst tej pieśni to jakiś dziwny. No bo jak tu mówić, że „niespodziewana”, skoro Jezus mówi, że w każdym momencie trzeba jej się spodziewać?
Może powinno być: „Od naszej głupoty
i nieprzygotowania na spotkanie ze śmiercią, co w sumie spodziewana, choć czasem nagła, zachowaj nas, Panie”?
I może warto się ogolić, i włosy elegancko przystrzyc? Żeby nie było, że człowiek nieprzygotowany… ■