Wierzę

CZĘŚĆ I

O wierze nie można rozprawiać „z zewnątrz”, w sposób ogólny i bezosobowy, lecz zawsze personalny, głęboko osobisty. Mówi się więc: „Ja wierzę”, nie zaś: „Wierzy się”. Ważne jest, w co wierzę i że to właśnie ja wierzę. Na drugi plan przechodzi kwestia, co robią inni i w co wierzą, jak się zachowują, jakie wybory podejmują. O wierze, treści i wymaganiach nie można mówić z pozycji kibica. Nie można komentować jej treści
w taki sam sposób, w jaki komentuje się przebieg gry piłki nożnej. Trzeba zejść
z trybuny i włączyć się do gry. Grając, należy z kolei skupić się na piłce, nie zaś na siedzących na trybunach kibicach, z których jedni być może klaszczą i dopingują, inni zaś – kibice drużyny przeciwnej – gwiżdżą i zniechęcają do gry i zdobycia bramki. Najlepszym piłkarzem jest ten, kto nie zwraca uwagi na zachowanie trybun, lecz koncentruje się na piłce, kto wie, co z nią zrobić, komu podać lub jak strzelić gola. Koncentracja jest ważna. Moje skupienie się na wierze jest najważniejsze, bez oglądania się na innych, chyba że ci mogą moją wiarę ubogacić lub właściwie skorygować.
Historia opowiada o dziewczynie, która przeszła obok modlącego się mnicha, co było niedopuszczalne. Kiedy wracała, ów modlący się powiedział do niej:
– Co za zuchwałość! Czy wiesz, co zrobiłaś?
– Nie miałam nic złego na myśli – odparła dziewczyna. – Ale powiedz mi, proszę – dodała z zaciekawieniem – czym dla ciebie jest modlitwa?
– Dla mnie modlić się znaczy myśleć jedynie o Bogu – odrzekł ów człowiek.
– Och, rozumiem. Przeszłam obok, idąc na spotkanie z moim ukochanym. Byłam tak pogrążona w myślach o nim, że wcale cię nie zauważyłam – odpowiedziała dziewczyna i z lekkim zdziwieniem dodała: – Jak więc ty mogłeś mnie dostrzec, skoro myślałeś o Bogu?
Z wiarą jest podobnie. Trzeba „pogrążyć się” w niej, sercem i umysłem, wręcz całym życiem. Kiedy ktoś chce poznać treści wiary używając wyłącznie rozumu, wiele elementów może wydać mu się sprzecznych, trudnych, wręcz nie do przyjęcia. Nie można też poznawać wiary korzystając wyłącznie z siły serca, które może być subiektywne, emocjonalne, ogarnięte różnymi nastrojami.
Wiarę poznawać trzeba przez całe życie. Dla początkujących wydać się może bowiem niczym bryła skalna: twarda, w jednym kształcie, bez jasnego oblicza, bez formy, może nawet chłodna, chropowata, nieprzyjemna, wręcz obca. Lecz kto zbliży się do niej, przyjmuje i żyje według jej wskazań, wiara odsłania swoje piękno i siłę. Wierzący zaczyna odkrywać i wydobywać z niej piękne kształty, formy dotąd nieobecne, treści ukryte, duchową moc i mądrość. Przykładem takich „odkrywców” wiary są Święci. Odnajdywali w niej siłę do wielkiej miłości czy cierpliwości, gotowość niesienia pomocy potrzebującym czy opiekę nad chorymi itd. Św. Ojciec Maksymilian Kolbe odkrył w wierze siłę do niezwykłej aktywności misyjnej i wydawniczej, ale też moc do miłości bliźniego. W obozie koncentracyjnym w Auschwitz był gotów oddać z miłości życie, aby uratować życie ojca i męża – Franciszka Gajowniczka. Moc do tego czerpał z wiary, bogatej w miłość i nadzieję.
Wiara posiada wiele wspólnego z miłością. Jest w ciągłym rozwoju. Z dnia na dzień staje się bogatsza, podobnie jak miłość. Miłość wieku średniego, chociaż inna od miłości osoby dojrzałej, jest zawsze miłością tej samej osoby. Z wiarą jest podobnie. Ona także intensywnie się rozwija. Z upływem czasu wierzący poznaje coraz lepiej wiarę, a ona pozwala mu poznać siebie samego. Zbliżają się do siebie, przenikają. W wierze człowiek miłuje Boga i Bóg kocha człowieka, na przepadłe – jak zwykła mówić bł. Sancja Szymkowiak. Człowiek i wiara wychodzą sobie na spotkanie; kiedy się spotkają, idą razem przez życie. Odtąd nic i nikt człowieka nie przeraża. Wszędzie bowiem widzi piękną obecność i działanie Boga: w zdrowiu
i chorobie, w radościach i smutkach, w pomyślności i cierpieniu… Jego myśli utkwione są w Bogu zawsze, w czasach dobrych, ale
i wtedy, gdy wokół szaleje wojna czy panoszy się niesprawiedliwość. Pełno w nim nadziei, że Bóg przywróci zgodę i uciszy czyniących krzywdę. Powtarza słowa św. Pawła: „Jeżeli Bóg jest
z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31).
Wiara jest też jakąś formą posiadania.
Jezus zwraca się do Apostołów słowami: „Gdybyście mieli wiarę” (Łk 17,6). Bardziej niż wyznawaniem, wiara jest więc jakimś zamieszkiwaniem, przebywaniem w Bogu. Wiarę posiada się w podobny sposób, w jaki posiada się na przykład dom, obszerne mieszkanie, gdzie człowiek czuje się dobrze, bezpiecznie, „u siebie”. I chociaż na zewnątrz deszczowo czy zimno, on czuje się dobrze w swoim suchym i przytulnym mieszkaniu.
Lecz o dom, nawet solidny i nowo zbudowany, trzeba dbać. Trzeba go ciągle doglądać, sprawdzać, czy jest szczelny, czy nie wkrada się wilgoć, czy okna są solidne itd. Analogicznie jest z wiarą. Nie wystarczy ją „mieć”, trzeba nieustannie jej doglądać, sprawdzać, czy oparta jest na jedynym fundamencie – Jezusie Chrystusie i wielowiekowej Tradycji Kościoła. A więc: czy jest nadal solidna, piękna, czy jest źródłem nadziei, siły, odwagi, miłości
czy przebaczenia, czy jest wystarczająco mocna, aby oprzeć się różnym burzom, które niesie życie. W istocie trzeba się ciągle o wiarę modlić, aby jej nie stracić, nie zubożyć, nie zbanalizować. ■