Współczujące łzy Matki

„Błogosławione boleści Najświętszej Maryi Dziewicy, które nawet bez śmierci wysłużyły Jej palmę męczeństwa pod Krzyżem Pana”.

Matka kojarzy się nam albo z mlekiem, którym karmi dziecko, albo ze łzami, w których wyraża się jej współczucie, gdy jej dziecko dotyka ból i cierpienie. Te dwa czołowe wątki relacji matki z dzieckiem widzimy w życiu Maryi, Matki Chrystusa. Oczywiście, w Tradycji Kościoła szerzej zadomowiło się Jej mleko, czyli macierzyństwo. Z jednej strony odegrało ono kluczową rolę w dziele Zbawienia, ponieważ przez nie Syn Boży stał się człowiekiem, przyjął ludzkie ciało, a w ten sposób na ludzki sposób mógł nas zbawić. Z drugiej strony zaś miały na to niemały wpływ czynniki kulturowe – ludzie starożytni wysoko cenili mleko matki, ponieważ od niego w decydującej mierze zależało przeżycie dziecka i jego dalszy rozwój. Matka-karmicielka stanowiła kluczowy „warunek”, jeśli tak można powiedzieć, życia i przeżycia dziecka. Jeszcze do niedawna było to doświadczenie powszechne. Bez mleka matki dziecko nie było w stanie stanąć na nogi.
Matka ze łzami w oczach po śmierci dziecka, trzymająca w swoich ramionach jego martwe ciało, jest znana już w bardzo odległej starożytności, ale dopiero w okresie średniowiecza nabrała ona szczególnej wymowy. Świadczy o tym rozpowszechnienie się przedstawiania ikonograficznego,
w którym Maryja-Matka trzyma w ramionach martwe ciało Syna. Takie przedstawienie powszechnie nazywamy Pietą. Spotykamy je w wielu kościołach. Po ostatnim wieku, a zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie, łzy matki zyskały i nadal zyskują na znaczeniu – stają się szczególnym, bolesnym wyrazem więzi matki i dziecka.
W Liturgii Kościoła często wspominamy Matkę Bożą Bolesną i opiewamy Ją w naszych pieśniach. Jest to niewątpliwie wspomnienie łez Maryi Matki, która pod Krzyżem współcierpi ze swoim Synem, a potem przyjmuje w swoje ramiona Jego martwe ciało. W Kościele nie zawsze doceniano obecność Maryi pod Krzyżem. Zwłaszcza Ojcowie Kościoła wschodniego, widząc ogrom cierpień Chrystusa na Krzyżu, zadawali sobie pytania: „Czy Maryja nie zwątpiła pod Krzyżem? Czy nie zachwiała się w wie­rze?”. Rozumowali bardzo po ludzku, nie dowierzając heroizmowi kobiety wobec cierpienia macierzyńskiego. Czy nie mieli w tym trochę racji? Więź matki z dzieckiem jest tak wielka, że jej zerwanie wywołuje wstrząs. Z biegiem jednak czasu te trudności zostały przełamane, do czego przyczyniły się heroiczne matki, które pokazały,
że wiara pozwala pokonać wszystkie pojawiające się trudności i dramaty, łącznie ze śmiercią dziecka.
Dzisiaj łzy Maryi nie tylko nas wzruszają, ale każą nam w Niej widzieć Niewiastę mężną, która zachęca nas do trwania i wytrwania do końca. Zachęca nas Ona do odwagi w staniu pod krzyżem, do dawania świadectwa w cierpieniu, do współczucia z bólami i cierpieniami innych. Łzy nie są oznaką słabości, ale głębokim wyrazem łączenia się z losem
i doświadczeniami innych. To pewien rodzaj męczeństwa ducha, którego wzorem jest Maryja – Ona pod Krzyżem, ze łzami w oczach, bez śmierci, wysłużyła sobie palmę męczeństwa. Łzy Maryi są zarazem zachętą, by odwoływać się do Jej wstawiennictwa w naszych potrzebach, ponieważ
będzie umiała z nami współczuć. ■