Z kim się porównujesz?

2 PAŹDZIERNIKA 2022,
27. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 17,5-10

Służba bez reklamy
czy efekt specjalny fruwającej morwy?

Cyryl z Aleksandrii w Komentarzu do Ewangelii Łukasza pisze, że wiara to sprawa współpracy między nami a łaską Bożą: jest pod naszą kontrolą, a jednocześnie jest darem. Według niego „początek wiary zależy od nas i od naszej [chęci] utrzymania relacji z Bogiem i wiary w Niego, ze wszystkich
naszych sił. Te potrzebne do tego siły – są również od Boga”.
W dzisiejszej Ewangelii temat wiary pojawia się w towarzystwie rozważań o służbie. Pan Jezus najpierw opowiada o wierze, dzięki której można bez wysiłku przesadzać drzewa. On sam mówi o morwach przesadzonych w morze, ale można by pewnie dodać klony przesadzone na koniec alejki, sekwoje przesadzone w trybie awaryjnym (gdy na przykład w okolicach szaleje pożar) do drugiego parku narodowego i kasztanowce przerzucane z miejsca na miejsce, aby „kasztany mogły lecieć pod stopy par roześmianych”.
Wydaje się jednak, że akcent w Jezusowym rozważaniu jest położony gdzie indziej – nie na efekty specjalne, ale na służbę; co więcej, zaprasza nas do tego, aby tę służbę, rodzącą się z wiary, chronić przed reklamą, przed publikowaniem jej w mediach społecznościowych: „słudzy nieużyteczni jesteśmy”.
Mówi Jan Chryzostom, że jeśli po wykonaniu jakiejś dobrej czynności, jakiejś służby, będziemy robić wszystko, aby ktoś nas jeszcze pochwalił, to „skończymy kompletnie wyczerpani, z pustką w środku, pozbawieni wszystkiego”.
Może zatem warto modlić się o wiarę również po to, aby pamiętać, że to Pan jest tym, który daje zapłatę, że to Pan jest tym, który widzi naszą służbę. W stwierdzeniu: „jesteśmy słudzy nieużyteczni” jest jakiś powiew wolności, wolności od ludzkich opinii.

9 PAŹDZIERNIKA 2022,
28. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 17,11-19

Kto dziękuje, otrzymuje więcej

Czy ja się czasami nie pomyliłem w tytule tego rozważania? Może powinno być: Kto otrzymuje więcej, ten dziękuje więcej? Możliwe, że tak też byłoby poprawnie, ale dzisiejsza Ewangelia, o dziesięciu uzdrowionych trędowatych, podpowiada, że sformułowanie odwrotne też jest prawidłowe, ba, poprawniejsze! Historia przywołana przez Łukasza pokazuje, że to nie jest znowu aż tak bardzo oczywiste, że ktoś, kto otrzymuje dużo, dużo dziękuje. Z dziesię­ciu uzdrowionych przez Jezusa tylko jeden wrócił i podziękował za łaskę uzdrowienia! Otrzyma-
li dużo – podziękowali mało. A precyzyjniej: nie podziękowali wcale. Proszę to sobie wyobrazić – leży na dermatologii dziesięciu chłopa, w jakichś krostach, liszajach, wykwitach, pryszczach, skóra płatami złazi. Nagle: uzdrowienie. I nic? Żadnej reakcji? Tylko jeden idzie podziękować lekarzom?
Św. Atanazy pisze tak: „Pamiętasz, jak Pan pokochał tego, który był wdzięczny, a zdenerwował się na tych, którzy nie byli wdzięczni, bo nie rozpoznali w Nim Zbawiciela? Myśleli więcej o swoim uzdrowieniu
z trądu niż o Tym, który ich uzdrowił. Ten, który był wdzięczny, otrzymał o wiele więcej niż pozostali. Oprócz tego, że został uwolniony z trądu, Pan mu powiedział: „Wstań, idź, wiara twoja ciebie uzdrowiła”.
Nie jest wcale takie pewne, że ktoś, kto otrzymał więcej, podziękuje. Dzisiejsza Ewangelia ogłasza, że jest prawdziwe natomiast twierdzenie o treści przeciwnej: kto dziękuje, otrzymuje więcej.
Samarytanin, trędowaty, który wrócił, aby podziękować, uczynił to, „głośno chwaląc Boga”, „padając na twarz do stóp Jezusa”. Jakie są twoje sposoby na dziękowanie Panu? Bo wiesz…, warto dziękować: kto dziękuje, otrzymuje więcej!

16 PAŹDZIERNIKA 2022,
29. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 18,1-8

Wdowa, co zadręcza

Św. Augustyn zastanawia się, o co właściwie chodzi, gdy Pan Jezus zaprasza nas do wytrwałej modlitwy, opowiadając przypowieść
o natarczywej wdowie. Czy chodzi o to, że trzeba mówić, i mówić, i mówić, i jeszcze raz mówić, wypowiadając wiele słów, wyrzucając z siebie potoki czasowników i przymiotników, i rzeczowników? Nie, odpowiada samemu sobie Augustyn, modlitwa nie może być taka, bo Pan nakazał nam unikać wielomówstwa: „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi (wielomówni) jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani” (Mt 6,7).
Jeśli zatem nie chodzi o długość modli­twy, to o co może chodzić? Augustyn mówi:
o częstotliwość. O to, aby często zwracać się do Pana z modlitwami, tak jak wdowa zwracała się ze swoimi prośbami do nieuczciwego sędziego. Jeśli on ją wysłuchał, to tym bardziej Bóg wysłucha nas.
Myślę sobie jeszcze o tej długości i częstotliwości modlitwy i zastanawiam się, czy wolałbym usłyszeć od kogoś 10 000 000 dobrych i przyjaznych słów, wypowiedzianych naraz, jednego dnia, czy raczej po 1000 słów przez 10 000 dni? Chyba wolę to drugie.
I rozumiem lepiej zaproszenie Pana Boga do modlitwy wytrwałej, częstej, a nie do wielomówstwa.

23 PAŹDZIERNIKA 2022,
30. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 18,9-14

Z kim się porównujesz?

Augustyn tak komentuje dzisiejszą Ewangelię o modlących się faryzeuszu i celniku: „Faryzeusz nie cieszył się tak bardzo ze swojej domniemanej prawości, jak z porównywania się z defektami innych”. Cyryl z Aleksandrii zauważa zaś, że „czyjaś choroba nie jest wystarczającym powodem do chwały dla tych, którzy są zdrowi”.
Na kanwie dzisiejszej Ewangelii można zadać sobie pytanie o to, z kim się najczęściej porównujemy. Psychologowie mówią, że najzdrowiej jest porównywać się z… „samym sobą z wczoraj”.
Gdy zacznę porównywać się z innymi, to łatwo mogę wpaść w pułapkę faryzeusza
i uznać, że jestem lepszy. A pycha jeszcze nikomu nic dobrego nie przyniosła. Mogę wpaść również w drugą pułapkę i uznać,
że się do niczego nie nadaję, a stąd już krok do desperacji, smutku, wyobcowania, wycofania się, niechęci, resentymentu.
Gdy jednak porównuję się z samym sobą z wczoraj, to wiem, czy coś poprawiłem, czy nie. Czy coś poszło lepiej. No i przede wszystkim mogę to kontrolować, mogę za to wziąć odpowiedzialność.
Rachunek własnego sumienia to rozwiązanie znacznie lepsze i zdrowsze niż rachunek czyjegoś sumienia. Rachunek czyjegoś sumienia może być bardzo… wysoki. Można zbankrutować. Rachunek własnego sumienia to ścieżka do duchowego bogactwa.

30 PAŹDZIERNIKA 2022,
31. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 19,1-10

Kolacja z kolaborantem

Czym zajmowali się celnicy w czasach Pana Jezusa? Zbieraniem podatków. (Bliżej by im było do Urzędu Skarbowego niż do Straży Granicznej). Dlaczego byli tak nielubiani?
Nie tylko dlatego, że zbierali podatki, ale przede wszystkim dlatego, że zbierali je dla okupanta, dla Imperium Rzymskiego. Czyli nie dość, że zabierali pieniądze, to współpracowali z okupantem. A jak wygrywali konkurs na stanowisko celnika? W bardzo prosty sposób – oferując więcej. Rzymianie mówili: „Z tego regionu potrzebujemy 100 denarów podatków; kto chce to zebrać?”. Zgłaszali się kandydaci i mówili: „Ja zbiorę 110”, drugi mówił: „A ja zbiorę nawet 120”, trzeci:
„A ja to zbiorę 130”. Rzymianie mówili: „Bardzo proszę, można zebrać 130”. Nie można było nakazać zebrania zbyt dużej sumy, bo to mogło grozić rewoltą. Ale skoro kandydat mówił, że zbierze, to znaczy, że znał swój ród, swoich ludzi i wiedział, że jest to możliwe. Rzymianie zapewniali ochronę i ewentualną interwencję zbrojną, gdyby populacja danego regionu nie chciała płacić. A jaki interes miał w tym wszystkim celnik? Ano taki, że Rzymian nie interesowało, ile tak naprawdę zbierze.
Jeśli zebrał 200, to znaczyło, że 70 jest dla niego. Dochód był robiony zatem na kolaboracji
z okupantem i na uciemiężeniu swoich pobratymców!
Dlatego nie ma co dziwić się, że nikt celników nie lubił, że nie cieszyli się żadnym poważaniem. No chyba że swoich przyjaciół, którzy korzystali z nazbieranego bogactwa.
I do takiego Zacheusza, celnika, ciemiężyciela, człowieka niebezpiecznego i reprezentanta społecznego marginesu, wprasza się Pan Jezus na kolację. Ot tak po prostu: „Muszę dzisiaj przyjść do ciebie na kolację”.
Nie poszedł do kobiet z Kółka Różańcowego, nie poszedł do kościelnego, nie poszedł do wolontariuszy z Caritasu, ale wprosił się na kolację do ostatniego łajzy, szubrawcy, kolaboranta, zdrajcy narodu, hańbą okrytego wyrzutka społecznego.
A co na to Zacheusz? Tak ta wizyta go zaskoczyła, że ktoś chce z nim rozmawiać i jeść kolację ‒ i to nie byle kto, ale Jezus, o którym słyszał sporo dobrego i był Go ciekawy ‒ że postanawia się zmienić.
Zauważmy kolejność: najpierw doświadcza miłości i życzliwości, potem się zmienia. Do spotkania z Jezusem nie potrzebuje opinii o dobrym zachowaniu od proboszcza.
To właśnie owo spotkanie z Jezusem spowoduje, że zacznie się powoli zmieniać.
Nie ma co się bać naszych mankamentów, grzechów, wad. One nie przeszkadzają Panu Jezusowi w spotkaniu nas. A prawdziwe z Nim spotkanie powoduje, że nabieramy ochoty i sił do naprawy. Najpierw spotkanie z Miłością, potem efekty nawrócenia. ■