Zachwyceni pięknem Maryi

„Dziewico Niepokalana, pobiegniemy za Tobą, pociągnięci wonią Twojej świętości”.

Kościół od dawna widzi w Maryi Niepokalaną, to znaczy najpierw wolną od wszelkiego grzechu, a w końcu także od grzechu pierworodnego. To pierwsze przekonanie było łatwiejsze do przyjęcia, ponieważ opierało się na uznaniu – za pozdrowieniem anioła Gabriela w czasie zwiastowania – obdarowania Maryi „pełnią łaski”, a więc darem, którego nie otrzymał żaden inny człowiek. Maryja ten dar przyjęła „pełnią wiary”, jak z właściwą sobie sugestywnością stwierdził św. Augustyn. Świętość Maryi w ciągu Jej życia jest więc syntezą pełni łaski i pełni wiary, a więc uprawnia także do tego, by nazywać Ją po prostu Najświętszą. Tak też stało się w Kościele, bo po początkowym nazywaniu Maryi Świętą, już pod koniec epoki Ojców Kościoła coraz częściej pojawia się nazywanie Jej Najświęt­szą (Sanctissima). Szybko stanie się ten tytuł Maryi jakby streszczeniem Jej pozycji wobec Boga – najbliższa Bogu – a także Jej pozycji wobec ludzi, w stosunku do których jest najbardziej wyróżniona i wyjątkowa.
W okresie średniowiecza zaczęto coraz częściej stosować do Maryi miano „niepokalana”. Najpierw był to synonim świętości Maryi, ponieważ odnoszono go do Niej jako „Niepokalanej Dziewicy”, aby potem pod wpływem refleksji teologicznej przenieść ten przymiotnik na poczęcie Maryi, a tym samym podkreślić, że została Ona uświęcona już w chwili poczęcia, a więc w pierwszej chwili swego istnienia. Długo, bo aż do XIX wieku, utrzymywało się to podwójne zastosowanie przymiotnika „niepokalana” do Maryi. W teologii, na gruncie rozwijających się uzasadnień teologicznych, mówiono swobodnie o „niepokalanym poczęciu Dziewicy Maryi”, natomiast w Liturgii i w modlitwach kościelnych, czerpiących inspirację w Liturgii, czyli w dziedzinie, która jest zawsze bardziej konserwatywna i nie lubi „nowinek”, mówiono o „poczęciu Niepokalanej Dziewicy Maryi”. Dopiero w pierwszej połowie XIX wieku zaczęto podkreślać potrzebę ujednolicenia teologii i Liturgii, a tym samym jednoznacznego mówienia o niepokalanym poczęciu Dziewicy Maryi. Finałem tego procesu dojrzewania stało się najpierw wprowadzenie „niepokalanego poczęcia” do modlitwy Kościoła, a szybko potem ogłoszenie dogmatu Niepokalanego Poczęcia
Maryi przez papieża, bł. Piusa IX, w 1854 roku. Cały ten długi proces zasługuje na uwagę, ponieważ jest bardzo pouczający, jeśli chodzi
o rozumienie kształtowania się wiary i modlitwy Kościo­ła świętego.
W tym miejscu zauważmy, że zarówno jeśli chodzi o teologię, jak
i o Liturgię, i pobożność kościelną
mamy tutaj do czynienia ze stopniowym dojrzewaniem doktryny wiary, które jest jak najbardziej uprawnione.
Dla nas pozostaje jednak najważniejsze, że niepokalaność Maryi, jakkolwiek była pojmowana, szybko stała się inspiracją dla wierzących, dla ich pobożności, dla ich duchowości, zwracając na siebie uwagę i pobudzając do naśladowania Jej najwznioślejszej świętości – świętości, która nie tylko nie znała grzechu, ale sytuowała Maryję na szczególnej pozycji u Boga. Nie tylko wielu ludzi, ale nawet całe środowiska kościelne i nurty duchowości złączyły swoją drogę do Boga z wołaniem do Maryi: „Dziewico Niepokalana”, jak czyni przywołana na początku antyfona z Jutrzni uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, ale też szukając jakiejś możliwości odwzorowania tej jedynej świętości w swoim życiu. Szczególnie kobiety znajdowały w tym wielką inspirację, ponieważ – jak zauważył francuski dramaturg
i myśliciel Paul Claudel – „każda kobieta nosi w sobie jakieś odbicie niepokalanego poczęcia Maryi”,
to znaczy zarówno świętości pierwotnej – rajskiej,
jak i świętości odkupionej, czyli zrodzonej z odkupieńczego dzieła Chrystusa.
Niepokalaność Maryi nie zwraca się jednak tylko do kobiet i nie tylko dla nich jest inspiracją. Jest ona także źródłem zachwytu mężczyzn, wśród których pierwsze miejsce zajmuje św. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe, nazwany całkiem słusznie Szaleńcem Niepokalanej. Czy jest ktoś, kogo bardziej zachwyciła
i pociągnęła niepokalaność Maryi, Jej „woń”? On rzeczywiście „pobiegł” za Nią, jak mówi przywołana antyfona, zachwycająco pociągnięty Jej boską wonią. Gdy biegamy dzisiaj za tyloma rzeczami, czy nie warto by pomyśleć o pobiegnięciu za Niepokalaną Dziewicą? ■