Zaproszenie…

4 WRZEŚNIA 2022,
23. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 14,25-33

Przerażająca pieśń kościelna

Pamiętam, że gdy byłem mały, to przerażały mnie wszystkie pieśni kościelne, w których była mowa o tym, że coś się stanie niedobrego z rodzicami. Są takie pieśni? Ano są. Na przykład takie, że „Panie Jezu, zabierzemy Cię do domu, Panie Jezu, nie oddamy Cię nikomu, razem z Tobą będzie Twoja Mama, żeby nasza już nie była nigdy sama”. Mnie ta pieśń paraliżowała, bo z mojej 5-letniej logiki wynikało, że skoro nasza mama ma „nie być nigdy sama”, to znaczy, że coś się stanie niedługo z tatą i będzie sama. Coś niepokojącego było w tych słowach. Nie pamiętam też, jak reagowałem moim 5-letnim rozumem na tekst Ewangelii, który pojawia się w dzisiejszej Liturgii, ale podejrzewam, że z przerażeniem podobnym: „Jak to? Nienawidzić mamy i taty?”.
Od dawien dawna próbuje się rozwiązać zagadkę tego zaproszenia Pana Jezusa do nienawidzenia ojca, matki… Już Klemens Aleksandryjski zastanawiał się, jak zrozumieć to, że Pan Jezus mówi o nienawiści do najbliższych, skoro wcześniej nakazał miłować nawet nieprzyjaciół.
Klemens mówi, że te dwa nakazy się uzupełniają. Pierwszy mówi o wykarczowaniu nadmiernej nieśmiałości, gdyby przeszkadzała w zbawieniu: czasami trzeba powiedzieć „nie” nawet najbliższym. Drugi mówi o wykarczowaniu nienawiści. Pierwszy mówi o przedłożeniu Chrystusa nad wszystko inne. Drugi mówi o przedłożeniu Chrystusa nad wszystko inne.
Możesz mówić, że lepsze jest dla mnie zachowanie życia, przekonywać i namawiać, żebym nie szedł, nie jechał, żebym uciekł,
ale jeśli Chrystus wezwie mnie na męczeństwo, to pierwszy nakaz da mi tę siłę, żeby się tobie sprzeciwić i na męczeństwo pójść. Jeśli zaś będziesz prowadzić mnie na męczeństwo, to drugi nakaz da mi siłę, aby ciebie nie nienawidzić.
Ot, nauka o nienawidzeniu ojca, matki, syna, córki. Trudna, pewnie nieco przerażająca, ale pachnąca wolnością. A co za tym idzie – miłością doroślejszą.

11 WRZEŚNIA 2022,
24. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 15,1-32

Prawie niemożliwe i „jednak”

„A nie trać nadziei, choćbyś słyszał, że ktoś czy to przez nieświadomość, czy słabość, czy niezawinione okoliczności zatracił się całkowicie, bo zapomniał o pieczęci chrztu świętego i obmyty z win popadł powtórnie w grzechy i występki, bo i wtedy nie możesz uważać, że człowiek taki został ostatecznie przez Boga odrzucony. Każdemu bowiem, kto prawdziwie z całego serca nawraca się do Boga, otwierają się drzwi i Ojciec wielce radośnie przyjmuje syna szczerze pokutującego. Prawdziwa zaś pokuta to nie popadać na nowo w te same błędy, ale wykorzenić całkowicie z duszy owe grzechy, przez które sam skazałeś się na śmierć” – pisze, cytowany już dzisiaj, Klemens Aleksandryjski, w komentarzu do Ewangelii o miłosiernym ojcu (i o dwóch przedziwnych synach).
I dodaje, że choć to wcale nie jest takie łatwe „wyzbyć się zakorzenionych namiętności”, niełatwe, a nawet „prawie niemożliwe”, to jednak „przez szczerą pokutę” i „ciągłe ćwiczenie” może się człowiek uwolnić od nich, „wsparty mocą Bożą, ludzką modlitwą i pomocą braci”.
Dzisiejsza Ewangelia otwiera na oścież drzwi temu „jednak” – to, co prawie niemożliwe, staje się możliwe. Nawet jeśli jakiś grzech przylgnął do nas tak mocno, jakby
go kto przyspawał, to największą głupotą byłoby zostawić ten grzech w spokoju. Warto się na niego rzucić z łomem i go odczepić, odspawać.
Bóg nie dąsa się na nas, ale kibicuje nam w naszych do Niego powrotach, czeka na nas z otwartymi ramionami. I nawet jeśli trzeba będzie wracać 700 razy, to nadal będzie na nas czekać. Wydaje się niemożliwe? A jednak!

18 WRZEŚNIA 2022,
25. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 16,1-13

Roztropność menedżera

Przedziwna ta dzisiejsza Ewangelia o menedżerze, który zostaje zwolniony z pracy za nieuczciwe zarządzanie majątkiem, za niegospodarność, za trwonienie dóbr. Ów menedżer, widząc, że ma jeszcze trochę czasu do dyspozycji, wykorzystuje go nie na naprawienie szkód, ale na wciągnięcie innych osób w swą nieuczci­wość – za zgodą kredytobiorców zmienia zapisy w księgach rachunkowych. Będą mieli zysk, ale stają się współuczestnikami przestępstwa. W ten sposób wkładają
w ręce nieuczciwego menedżera potężną broń – od teraz ma na nich… „haki”. Zapewne łatwiej będzie mu poruszać się w życiu, będąc wyposażonym w takie narzędzia, zawsze może przecież powiedzieć: „Jeśli mnie nie zatrudnisz u siebie, to doniosę właścicielowi majątku, że byłeś winien dużo więcej. Przyjedzie skarbówka i cię zamkną”.
Pan Jezus kończy przypowieść, mówiąc, iż „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił”. Pierwsze wrażenie może być takie, że Pan Jezus zaprasza nas do jakiejś nieuczciwości, do jakiejś machlojki, że pochwala robienie jakichś szemranych interesów, działalność w szarej strefie i niepłacenie podatków. Przedmiotem pochwały jest jednak nie sama nieuczciwość, ale „roztropność”. Synteza przypowieści zdaje się to potwierdzać: „Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości”.
Ale na czym miałaby polegać ta roztropność chrześcijan? Jednym z możliwych rozwiązań trudności w interpretacji dzisiejszej Ewangelii jest wskazanie na umiejętność wykorzystania czasu. Oskarżony menedżer nie załamał rąk, nie poszedł do knajpy na piwo, żeby zapić swoją trudną sytuację, ale spróbował chwycić się jakiejś deski ratunku. Ponieważ nie został zwolniony ze skutkiem natychmiastowym, ale miał jeszcze do dyspozycji czas – spróbował zrobić cokolwiek z tym czasem, aby polepszyć swoją sytuację.
I to jest nauka dla nas: nie wiemy, ile czasu zostało nam do dyspozycji, warto jednak wykorzystać go roztropnie.
Warto dodać, że istnieje jeszcze jedna ścieżka, na którą można wejść w interpre-
towaniu tej przypowieści: taka, na której
nieuczciwy rządca to alter ego… Pana Jezusa,
a pod figurą właściciela ukrywa się Bóg Ojciec! Jeśli pójdziemy w takim kierunku, to opowieść ta stanie się kolejną Łukaszową opowieścią o Miłosiernym Ojcu, który cieszy się („Pan pochwalił nieuczciwego rządcę”), gdy Pan Jezus rozdaje i trwoni Jego majątek – nieskończoną miłość i miłosierdzie.
Gdyby się z nami rozliczał uczciwie, to by nam to na zdrowie nie wyszło. Wolę, gdy mnie pyta: „Ile jesteś dłużny? Mnóstwo?
To weź swoje zobowiązanie i napisz: «Zero»”.

25 WRZEŚNIA 2022,
26. NIEDZIELA ZWYKŁA
EWANGELIA: ŁK 16,19-31

Łazarz, który pisze książki

Powiedzieć o bezdomnym, że mieszka, to jakiś oksymoron, ale muszę go użyć: obok naszego klasztoru mieszka bezdomny. Urządzony jest w sposób bardzo przemyślany – kartony, na których śpi i z których buduje sobie schronienie, są w ciągu dnia poukładane i schowane w taki sposób, że nikomu nie przeszkadzają. Rano wstaje, oporządza się, składa obozowisko i wyrusza do… pracy. Mówi się, że jest bywalcem bibliotek. Idzie, czyta i… pisze książki. Podobno kiedyś wykładał historię w jednej z europejskich stolic. A dzisiaj żyje sobie luzem i pisze książki. W zeszłym miesiącu ukazała się najnowsza.
Za nic nie da się wyciągnąć ze swojej kartonowej konstrukcji, nawet w największy chłód. Tam mu dobrze, gdzie mu dobrze,
i już! Okoliczne klasztory zapewniają mu zatem… kolację. Nasz bohater wieczorem
pojawia się, urządza, a wówczas ktoś do niego schodzi i zanosi pełny posiłek. Kucharze klasztorni liczą jedną porcję więcej, bo wiedzą, że trzeba przygotować coś
i dla Sergio. Po skończonej kolacji nasz znajomy… wraca do lektury. Światła jest pod dostatkiem, można czytać do woli. A jak brakuje, to jest latarka czołówka albo taka sprytna, na USB.
Nie sposób nie myśleć o tych scenach, gdy słyszy się dzisiejszą Ewangelię. W dzisiejszej Ewangelii jest bowiem o bogaczu, który nie wykorzystał okazji do wsparcia ubogich. Gdy po śmierci walczy o wsparcie
od swojego znajomego biedaka, Łazarza, jego wysiłki kończą się niepowodzeniem. Ale dlaczego prosi o pomoc Łazarza, a nie innych? Łazarz wydaje się jedynym spośród mieszkańców nieba, którego zna. Wcześniejsza część przypowieści nie przedstawiała bynajmniej bogacza jako kogoś, kto jest zainteresowany losem Łazarza.
W Ewangelii według św. Łukasza mamy jeszcze jeden fragment, w którym mowa, podobnie jak w dzisiejszej Ewangelii, o stole, o jedzeniu, o śmierci, o zmartwychwstaniu, o wierze w to, co mówią Mojżesz i prorocy, o nieznajo-
mych towarzyszach życia i drogi. To fragment o uczniach w Emaus.
W tym fragmencie uczniowie rozpoznają zmartwychwstałego Pana dopiero wówczas, gdy dzielą się chlebem z Nieznajomym Wędrowcem. Bogaty bogacz nie podzielił się chlebem, nie przeszedł bramy obojętności, nie rozpoznał w Łazarzu kogoś, kto mógłby mu pomóc przejść przez bramę śmierci i życia. Uczniowie z Emaus podczas łamania chleba rozpoznali w Nieznajomym Kogoś, kto przeszedł przez bramę śmierci i życia.
Każdy gest, kruszący nawet mały kawałek murów obojętności, to krok do nieba, to niebo na ziemi. ■