Znasz modlitwę Jana Chrzciciela, mistrza pokory?

Opowieści z lasu. Odcinek XVIII

Wakacje już za nami, no chyba że ktoś jest studentem, to i wrześniowego lata może jeszcze trochę zażyć. Pewnie większość z nas już od kilku tygodni jest w normalnym rytmie pracy, a część
zapewne wróciła do szkoły. A co tam u Włodka z Konigórtka, zwanego dla potrzeb naszego cyklu Abba Włodkiem?
W poprzednich odcinkach Abba Włodek mijał się z Amelią, „Rudą piękną”, która miała ochotę się z nim zobaczyć, zabierał autostopowiczów na pokład swojej czarnej pandy z napędem na cztery koła, ratował ofiary wypadków drogowych. A we wrześniu…

Włodek kochał wrzesień. Jeśli chodzi o niego, to miesiąc ten mógłby trwać i trwać. Słońca było jeszcze całkiem sporo, temperatura była wyśmienita, grzybów było pod dostatkiem, nieśmiało pojawiało się trochę pierwszych kolorowych, jesiennych liści.
W kalendarzu liturgicznym pojawiały się same fajne święta i wspomnienia: a to urodziny Matki Bożej, a to imieniny Matki Bożej, a to Stygmatów św. Franciszka, a to św. Józefa z Kupertynu, a to świętych Archaniołów. No i jak tu września nie kochać?
Włodek kochał wrześniowy zapach lasu, tego drzewostanu zmęczonego upałami lata, czekającego na jesienne deszcze, odpoczywającego od rowerów, od przybijających do brzegu żaglówek, od selfie – robionych na brzegach jezior poukrywanych w leśnych głębinach.
Nie chciał przepuścić okazji do nawdychania się tego wrześniowego powietrza, więc rozłożył się z pracą na stoliku przed leśną chatką. Dzisiaj miał do niego wpaść na obiad ks. Zwierzak, więc pomyślał, że zdąży popracować przynajmniej przez ładnych pięć godzin, co z dwoma 15-minutowymi przerwami dawało trzy bloki 90-minutowe. Wyczytał gdzieś, że najłatwiej pracować, rozkładając zadanie na takie półtoragodzinne bloki, i testował to w praktyce.
Praca szła dość dobrze, kolejne strony tłumaczenia zaczynały przypominać coraz bardziej oryginał, a jednocześnie coraz lepiej brzmieć po polsku. Zwierzak pojawił się punktualnie, o 11.56, jak zapowiedział.
– Proboszczu! Powitać! Powitać! Mówcie mi tu zaraz, jak na spowiedzi – Włodek od samego progu zaatakował proboszcza
z Funki serią pytań – czy wy macie ochotę na smażonego pstrąga, czy może nasmażymy sobie placków ziemniaczanych?
– Widzę, że nie macie zamiaru marnować czasu… niech będą placki ziemniaczane.
Rozumiem, że zaczynamy od obrania wiaderka ziemniaków?
– Ależ oczywiście! Przecież z pustymi łapami siedzieć nie będziemy. Poobieramy, tarką je potraktujemy, powolutku nasmażymy… A przy okazji się nagadamy!
Włodek wyniósł przed swoją chatkę wielkie wiadro pełne ziemniaków, narzędzia do obróbki skrawaniem, tarki. Zabrali się za robotę.
– No co tam u was, panie Włodku? Roboty sporo? Nad czym tam siedzicie?
– Tym razem nad tłumaczeniem z angielskiego siedzę. Nad taką książką o zarządzaniu. Nawet ciekawa. Właśnie jestem w rozdziale o pokorze.
– O pokorze?
– Ano o pokorze. Ojców Kościoła nie cytują co prawda, ale mówią o tym, że najlepiej funkcjonują te organizacje, w których najwięcej pokory.
– A to da się zmierzyć?
– Podobno da się. Chociażby ilością czasu poświęcanego na słuchanie zdania niedawno zatrudnionych pracowników, ilością wziętych pod uwagę opinii, pochodzących od specjalistów niższego szczebla i tak dalej.