Kościół się zestarzał

Ks. Jacek M. Pędziwiatr

Obraz dla artykułu: Intencja Rycerstwa Niepokalanej

Na październik: Aby Kościół nieustannie odnawiał i umacniał swoją misyjną gorliwość.

Mocno posunięty w latach ksiądz wyznał kiedyś:

– Jako młody kapłan miałem zamiar nawrócić do Chrystusa cały świat. Lata mijały. Zostałem proboszczem. I chodziło mi tylko o to, żeby zyskać dla Chrystusa moich parafian. Teraz, kiedy jestem na emeryturze, zależy mi, żeby samemu nie stracić Chrystusa.

Kościół się zestarzał. Wraz z upływem czasu przygasł misyjny zapał. Ostygło pragnienie łapania innych dla Chrystusa. To nie ja wymyśliłem. W 1990 roku papież Jan Paweł II pisał w encyklice „Redemptoris missio”: Trudności wewnętrzne i zewnętrzne osłabiły gorliwość misyjną Kościoła względem niechrześcijan i fakt ten musi niepokoić wierzących w Chrystusa. W dziejach Kościoła bowiem rozmach misyjny był zawsze oznaką żywotności, tak jak jego osłabienie jest oznaką kryzysu wiary (nr 2).

Prawda o wewnętrznym problemie starzenia się Kościoła nie dotyczy już tylko zlaicyzowanego Zachodu, ale rośnie, niczym chwast, na rodzimym podwórku. Dziś co trzeci licealista nie uczęszcza na lekcje religii, w grupie uczestniczących w niej zaledwie połowa nie ma wątpliwości co do istnienia Pana Boga. Kwestia praktyk religijnych, uczestniczenia w niedzielnej Mszy św. i przystępowania do sakramentów świętych przedstawia się jeszcze smutniej.

Po powrocie z rzymskich studiów św. Maksymilian, podupadły na zdrowiu, przebywał jakiś czas na leczeniu w Zakopanem. Jedna z opiekujących się nim pielęgniarek wspominała później:

– Pragnąc uprzyjemnić pobyt kuracjuszom, urządzał dla nich konferencje religijne, w których odpowiadał na ich zarzuty i pytania. Swoim taktem i podejściem do chorych tak sobie ich serca zjednał, że garnęli się do niego licznie nawet tacy, którzy długi czas stronili od konfesjonału i odchodzili zadowoleni i uszczęśliwieni, a ich przykład pociągał innych.

Odnowić zapał misyjny oznacza dla Kościoła tyle, co odmłodnieć, odzyskać pierwotną, młodzieńczą gorliwość, której osobiste problemy zdrowotne – jak w przypadku św. Maksymiliana – nie tylko nie przeszkadzają, ale stają się wręcz doskonałą okazją do wyjścia naprzeciw ludziom spragnionym Dobrej Nowiny.