Świadectwa

Obraz dla artykułu: Świadectwa

Dziękuję za szczęśliwą operację guza mózgu u mojego syna oraz ocalenie mnie z ciężkiego wypadku. Samochód, którym jechałam, dachował, a ja wyszłam z tego cała i zdrowa. Sama również borykałam się z nowotworem, ale wszelkie zmiany nowotworowe zostały wyleczone. Dziękuję również za zdanie egzaminów przez wnuka, w tej intencji odmówiłam Nowennę Pompejańską. Mam już ponad 70 lat i pragnę podziękować za łaski, jakie otrzymałam, a było ich dużo.

Bezgranicznie oddana czcicielka


Pragnę podziękować Matce Bożej i Aniołom stróżom za udaną operację tętniaka rozlanego guza mózgu. Operacja trwała ponad cztery godziny w szpitalu w Opolu. 2 października w sklepie spożywczym nagle upadłam. 16 października obudziłam się ze śpiączki. Obecnie już chodzę i mówię, wraca pamięć.

Wdzięczna Lucyna


Około pół roku temu prosiłam Matkę Bożą o rozwiązanie problemu dwóch osób w rodzinie z objawami choroby psychicznej urojeniowej. Otrzymaliśmy dla obu osób łaskę zdrowia, teraz jest wszystko dobrze. Matka Najświętsza rozwiązała nasze problemy, które po ludzku nie miały szans na rozwiązanie.

s. Janina B.


Pragnę podziękować Jezusowi i Jego Matce za uzdrowienie syna z epilepsji. Około dwadzieścia lat temu syn dostał pierwszego ataku, a zaraz potem drugiego. Znalazł się w szpitalu, a lekarze zastosowali leczenie. Nie dawali jednak żadnej nadzieli na wyzdrowienie. Wyniki badań były bardzo złe. Byłam załamana i zaczęłam błagać Pana Jezusa i Matkę Boża o uzdrowienie. W tej intencji były odprawiane Msze święte. Po jakimś czasie pojechaliśmy do innego lekarza. Zaczęłam podawać coraz mniejsze dawki leków i, o dziwo, po każdej takiej zmianie wyniki się poprawiały. Syn od kilkunastu lat nie bierze leków i nie ma też nawrotu choroby, wszystko jest w normie.

Dziękuję również za uratowanie drugiego syna z wypadku samochodowego. Syn z kolegą pojechali w delegację, gdy wracali mieli wypadek i ich samochód dachował, ale mimo tak poważnego wypadku, nic im się nie stało. Tego dnia modliłam się, by szczęśliwie wrócili do domów. Dodam, że świadkowie zdarzenia dziwili się, że nic się nie stało nikomu z samochodu, który był poważnie uszkodzony.

Anna z centralnej Polski


Był czwartek, styczeń 1999 r. Wraz z mężem pojechałam do pracy. Nasza najmłodsza dwuipółletnia córka pozostała pod opieką moich rodziców. Przed naszym wyjściem z domu nic nie wskazywało na to, że dziecko jest chore. Jednak już rano córka dostała gorączki, nie chciała nic jeść ani pić. Moi rodzice byli bezradni. Osłabione dziecko leżało w łóżku. Po paru godzinach ze szkoły wrócił nasz dziewięcioletni syn i próbował pomóc siostrzyczce, ale ona straciła przytomność. Poprzedziła to napaść konwulsji i drgawek. Około 13.00 wróciliśmy z pracy do domu, choć tego dnia mieliśmy jechać na zakupy. Gdy wjechaliśmy na podwórko, przybiegł mój tata i powiedział nam, że nasza córka umiera. Weszliśmy do domu i zobaczyliśmy nieprzytomne dziecko. Córka nie reagowała, wzięłam ją na ręce i jedyną oznaką tego, że żyje, było wydobywające się z niej co jakiś czas charczenie, jak u konającej osoby. Mój mąż, mimo roztrzęsienia, kilkakrotnie dzwonił po karetkę pogotowia. Nie wiedzieliśmy, co robić. Spojrzałam na obraz Matki Bożej Niepokalanej wiszący na ścianie i chciałam go zdjąć, ale ręce mi się trzęsły. W końcu wyrwałam go z gwoździem. Obraz przycisnęłam do konającego dziecka. Padliśmy na kolana i z trwogą błagaliśmy Wszechmogącego Boga o ratunek. Na szyi miałam Cudowny Medalik, zdjęłam go i zawiesiłam na szyi dziecka. Córka przez cały ten czas była nieprzytomna. Gdy przyjechało pogotowie, położyłam córkę na łóżko. I na naszych oczach dokonał się cud. Córka otworzyła oczy. Pani doktor zadała córce kilka pytań, a ona na nie odpowiedziała. To było niesamowite. W szpitalu córka przeszła szereg badań, gdyż była nieprzytomna przez długi okres i istniało ryzyko zaistnienia zmian w mózgu, jednak nic takiego się nie stało. Nie wykryto żadnych zmian patologicznych. Miłosierny Bóg wysłuchał nasze błagania i pozostawił nam ją zdrową. Dziś nasza córka ma 22 lata i jest obdarzona licznymi zdolnościami. Studiuje w Hiszpanii. Wiem, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Dziękuję Mu za tę łaskę.

Jadwiga Kocaj, rycerka Niepokalanej


Dwa lata temu, w 2016 r., spotkałam przypadkowo moją dawną koleżankę ze szkoły, Basię. Nasza rozmowa zeszła na temat dzieci. Ja byłam wtedy w stanie błogosławionym. Nie było mi łatwo zajść w ciążę, o tę łaskę prosiłam wiele lat. Okazało się, że Basia nie ma dzieci, a też bardzo by chciała zostać mamą. Zrobiło mi się jej żal, bo sama przeżywałam podobną sytuację, dlatego też zamówiłam w Tuchowie modlitwę do św. Gerarda w jej intencji, z prośbą o dar potomstwa, tzw. 9 wtorków. Czas uciekał, a ja pewnego dnia dowiedziałam się, że Basia chce adoptować dziecko, gdyż to było jedyne rozwiązanie, aby mogła być mamą. Wierzyłam, że przyjdzie czas i że Basi uda się być mamą, jednak formalności z adopcją przeciągały się.

W końcu i ja zaczęłam mieć wątpliwości. Po miesiącach oczekiwania, 15 października otrzymałam esemesa od Basi, że następnego dnia jedzie spotkać się z dziewczynką, Amelką. To był dla mnie znak, gdyż 16 października jest wspomnienie św. Gerarda, byłam więc pewna, że On sam działa w tej sprawie. Mijał czas, Basia jeździła na spotkania z Amelką i w końcu powiadomiła mnie, że 29 listopada wróci do domu już z córką Amelką. Tak też się stało. Nasze modlitwy zostały wysłuchane. Nasze modlitwy zanosiliśmy długo, bo całe dwa lata, ale nasza wdzięczność jest wielka. Okazało się, że dwa lata wcześniej 29 listopada 2016 r. był ostatni dzień nowenny do św. Gerarda. W 2018 r. w tym samym dniu Basia wróciła do domu z córką.

Katarzyna


W mojej parafii odbywały się kilkudniowe uroczystości odpustowe. Jestem po osiemdziesiątce, ale bardzo chciałam uczestniczyć w tych uroczystościach. W drodze powrotnej do domu upadłam. Nie obyło się bez interwencji lekarskiej. Okazało się jednak, że nie jest to złamanie, ale silne stłuczenie i wymagać będzie długiego leczenia. Dziękuję Bogu za tę i wszelkie inne łaski.

Anna R.


Pragnę podziękować Niepokalanej za dar zdrowia. W tym roku trafiłem do szpitala z rozległym zawałem. Lekarze nie dawali szans na szybki powrót do zdrowia. Mam 75 lat. Dodatkowo okazało się, że mam bardzo dużego guza. Modliła się za mnie rodzina oraz znajomi. Aby lekarze mogli zająć się nowotworem, moje serce musiało się ustabilizować. Po ludzku nie było na to szansy. Jednak dzięki pomocy Niepokalanej powróciłem do zdrowia, a nowotwór został zoperowany. Wszystko przebiegło dobrze. Obecnie czuję się dobrze.

Marian


Chciałabym podziękować Mamie Niepokalanej za szybkie uzdrowienie z zaburzeń lękowych oraz za wszystkie otrzymane łaski, jakie do tej pory otrzymałam od Niepokalanej. Obiecałam, że jeśli zostanę uzdrowiona, napiszę o tym świadectwo na łamach Rycerza Niepokalanej. Chociaż znowu choruje jeszcze poważniej, mam nadzieję, że już niedługo będę mogła się podzielić kolejnym świadectwem. Chwała i cześć niech będą dla Niepokalanej.

 Czytelniczka


Dziękuję św. Ricie i Świętej Rodzinie za opiekę nad moją córką. Po trzech latach małżeństwa moją córkę zostawił mąż. Był to dla niej szczególnie trudny czas, gdyż córka właśnie straciła pracę. Nie miała więc środków do życia, a w domu panowała straszna cisza. Bałam się o stan psychiczny córki. Zaczęłam się modlić. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wkrótce córka otrzymała pracę, a tym samym znowu wyszła do ludzi. Ufam, że Bóg wyprowadzi całą tę trudną sytuację na dobre tory.

Zatroskana matka