Wielka tajemnica: Z miłością na mnie patrzyła...

O. Rafał Maria Antoszczuk OFMConv

Obraz dla artykułu: Z miłością na mnie patrzyła…

Każdy człowiek ma swoje tajemnice. Takie tajemnice posiadał także i św. Maksymilian. Dotyczyły one różnych spraw, zwłaszcza tych, które związane były z jego Ideałem – Niepokalaną. Świadkiem jednej z tajemnic życia młodego Rajmunda Kolbego, późniejszego Maksymiliana, jest obraz łaskami słynący Matki Bożej Zwycięskiej, który znajduje się do dziś w kościele pw. św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty i św. Wawrzyńca Męczennika w Pabianicach.

Madonna przedstawiona jest z Dzieciątkiem Jezus na lewym ramieniu. Ten cenny obraz pochodzi z XVII wieku i jest otaczany szczególnym kultem. Świadectwami wdzięczności wiernych za otrzymane łaski są liczne zabytkowe wota, które zawieszone są wokół obrazu. Z niektórych zrobiona została srebrna sukienka dla Matki Bożej i Dzieciątka oraz złote berła i korony. To w tym pabianickim kościele Rajmund przyjął Pierwszą Komunię Świętą i to tutaj dojrzewała jego decyzja o życiu zakonnym.

To szczególne miejsce w pabianickiej świątyni jest jednak świadkiem pewnej tajemnicy, o której Rajmund, a później Maksymilian, opowiedział tylko jednej osobie – swojej mamie, Mariannie Kolbowej. Nikt dokładnie nie wie, kiedy się to zdarzyło. Biografowie mówią, że mogło to być między rokiem 1902 a 1905. Ośmioletni Rajmund, zabrawszy z matczynego kredensu bez pytania jajko, podłożył kurze, żeby ta wysiedziała mu kurczaka. Bez pytania właścicielki kurnika wkradał się do jej ogródka, aby patrzeć, czy kurczę już się wykluło. Do tego wszystkiego Mundek wraz z kolegami na płocie rysował polskie orły. Przypomnijmy, że był to czas zaborów. Kiedy sprawa się wydała, Marianna Kolbe nie wytrzymała. Jako surowa kobieta i matka dbająca o dobre wychowanie swoich dzieci, zdecydowanym głosem zakazała podobnych praktyk w przyszłości. Cała sprawa jednak nie poskutkowała ugrzecznieniem Rajmunda.

Po jakimś czasie ponownie nabroił, tym razem jednak, nie czekając na działanie mamy, sam podał matce pasek, aby ta wymierzyła mu karę, co oczywiście się stało. Potem Rajmund sam odłożył pasek na miejsce i podziękował mamie za tę „naukę” oraz za te, które zapewne będą jeszcze w przyszłości się mu należały. Marianna załamała ręce i powiedziała: „Oj Mundziu, nie wiem, co z ciebie będzie…”. To zdanie zrobiło na chłopcu głębokie i wielkie wrażenie. Z płaczem poszedł do kościoła i przed obrazem Matki Bożej Zwycięskiej pytał Maryi: „Mamusiu moja święta, co ze mnie będzie?…”.

Po powrocie z kościoła Rajmund stał się inny: stał się cichy, skupiony poważny. Podczas modlitwy często płakał. Często widziano go ukrytego i modlącego się przy domowym ołtarzyku. Wiele razy Marianna próbowała wypytać syna, co się stało, ale ten nie chciał powiedzieć. W końcu, po wielu rozmowach Rajmund opowiedział mamie o swojej niezwykłej pabianickiej tajemnicy, o której przez długie długie lata nikt nie wiedział. Marianna dopiero po męczeńskiej śmierci swojego syna spisała tę tajemnicę i wysłała do Niepokalanowa, aby świat dowiedział się o tajemnicy Męczennika Miłości. Pisała dnia 12 października 1941 roku:

„Mieliśmy taki skryty ołtarzyk, do którego on często się wkradał i modlił się (…) Byłam niespokojna, czy czasem nie jest chory, więc pytałam się go, co się z tobą dzieje? (…) Drżąc ze wzruszenia i ze łzami mówi mi: «Jak mama mi powiedziała, co to z ciebie będzie, to ja bardzo prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mną będzie. I potem, gdy byłem w kościele, to znowu Ją prosiłem, wtedy Matka Boża pokazała mi się, trzymając dwie korony: jedną białą, drugą czerwoną. Z miłością na mnie patrzyła i spytała, czy chcę te korony. Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę… Wówczas Matka Boża mile na mnie spoglądnęła i znikła»”.

All text article in print edition of "Rycerz Niepokalanej"