Alert RCB o nadchodzącej śmierci

Od czasu do czasu przychodzą do nas smsy z ostrzeżeniem o burzy, o nawałnicy,
o śnieżycy. I chwała im za to. Problem z nimi jest taki jak z wszystkimi ostrzeżeniami – czasami je ignorujemy, bo może „przejdzie bokiem”, bo „jak zwykle przesadzają”, bo „jakoś tam będzie”. Jeśli jednak coś się wydarzy niedobrego, to zaczynamy narzekać na samych siebie: „…a mogłem zrobić, a nie zrobiłem”.
Dzisiejsza Ewangelia o takim alercie RCB opowiada. Jezus zapowiada, że przyjdzie. Alert ten jest o tyle dziwny, że nie jest spersonalizowany i nie wskazuje konkretnej daty. Przyjdzie. Wiadomo, że do wszystkich. Ale do kogo, o której i kiedy, to już nie wiadomo. Jan Chryzostom wyjaśnia ten nieoczekiwany błąd w konfiguracji alertu w następujący sposób: „Gdyby wielu wiedziało, kiedy umrą, wtedy z pewnością ze względu na tę godzinę okazywaliby się gorliwymi. Aby więc nie dbali jedynie o ów dzień, nie objawia ani owego dnia wspólnego, ani dnia śmierci każdego, chcąc, aby zawsze go oczekiwali, aby zawsze byli gorliwymi. Dlatego też koniec
życia każdego niewiadomym uczynił…”.
I jak o tym wszystkim myśleć? Mój dziadek to mówił, że najgłupsza piosenka kościelna to jest ta, w której się śpiewa: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci uchowaj nas, Panie”. Mówił: „Przecież taka śmierć jest najlepsza. Przyjdzie, szast-prast i człowieka nie ma. Męczyć się nie musi, kłopotu innym
nie robi. Jak to śpiewają, to ja nie śpiewam”.
No i zastanawiam się: czy ta niechęć do tej pieśni to była spowodowana tylko tym,
że dziadek nie zamierzał nikomu kłopotu robić, czy po prostu był dobrze przygotowany?
A siostra tego dziadka, która ma prawie 100 lat i się bardzo dobrze trzyma, powiada mi ostatnio: „Wiesz, tak sobie pomyślałam, że ja to już bym mogła sobie pójść, gdyby mnie Pan Bóg chciał zabrać. Na przykład
w zeszłym tygodniu był taki moment. Bo to po pierwszym piątku było, ksiądz był, wyspowiadał, Komunię przyjęłam. Ba, nawet fryzjerka kilka dni temu była, fryzurę miałam zrobioną, jak należy. To co mi więcej potrzeba?”. Zdaje się, że chyba niczego więcej nie potrzeba, tym bardziej że i fryzura zrobiona… Takiej to śmierć nie zaskoczy…
I tak się zastanawiam, czy dziadek czasami trochę racji nie miał. Że tekst tej pieśni to jakiś dziwny. No bo jak tu mówić, że „niespodziewana”, skoro Jezus mówi, że w każdym momencie trzeba jej się spodziewać?
Może powinno być: „Od naszej głupoty
i nieprzygotowania na spotkanie ze śmiercią, co w sumie spodziewana, choć czasem nagła, zachowaj nas, Panie”?
I może warto się ogolić, i włosy elegancko przystrzyc? Żeby nie było, że człowiek nieprzygotowany… ■