Mistrzostwa świata bezwstydników

W dzisiejszej Ewangelii o tym, jak się modlić. Pan
Jezus uczy modlitwy Ojcze nasz, a potem opowiada przypowieść o tym, że warto być natrętnym: „Z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje”. Owo „natręctwo” bywa tłumaczone różnie przez polskie Biblie: „dokuczanie”, „przykre naleganie”, „niewstydliwe naleganie”, „natarczywość”, „bezwstydne naleganie”. Tym ostatnim tłumaczeniom najbliżej do oryginału. W greckim tekście mamy słówko anaideia, ἀναίδεια, które w Nowym Testamencie użyte jest tylko raz, właśnie tutaj, w nauce o modlitwie. W Starym Testamencie pojawia się u Syracha, w zupełnie innym kontekście: „Złem jest, bezwstydem (anaideia) i wielką hańbą, jeśli żona utrzymuje swego męża”.
„Wstydu nie masz, ludziom się tak pokazać!” – wołała mama, gdy chcieliśmy wyjść z domu ubrani nieporządnie.
„Tak nie wypada! To wstyd!” – wołała babcia, gdy robiliśmy coś, co odbiegało od normy.
Pan Jezus zaprasza nas do tego, aby na modlitwie zachowywać się bezczelnie, aby nie mieć wstydu, aby robić to, czego nie wypada. Naprzykrzać się bezwstydnie, połączyć natarczywość ze swego rodzaju bezczelnością, śmiałością. Szczególnie w jednym przypadku: gdy prosimy Ojca o Ducha Świętego (Łk 11,13)!