Uczta w środku nocy

A mówili, żeby na noc nie jeść, bo to niezdrowo. By kolacji za późno nie pałaszować, bo potem to się źle śpi. I czy ktoś się tym przejmuje? Ano nikt. Co więcej, Pan Jezus opowiada dzisiaj rzecz niesamowitą – że zawsze trzeba być gotowym na ucztę w środku nocy.
O ile tydzień temu słyszeliśmy o kimś, kto w środku nocy umiera dość głupio, bo nie podzieliwszy się z nikim swoim majątkiem, o tyle w tym tygodniu słyszymy o ludziach, którzy w środku nocy czekają na Pana, który przychodzi znienacka. I jak już się doczekają, to wydarza się kolacja/śniadanie (niepotrzebne skreślić), a usługującym jest sam Pan.
Gdy historia naszego życia zaczyna się nieco ściemniać, wokół zaczyna robić się szaro, buro i ponuro, gdy zapada noc – możliwe są dwie reakcje. Albo ta głupia, z zeszłej niedzieli – skupić całą swoją uwagę na sobie, na tym, jak zapewnić sobie przetrwanie. Albo ta mądra, z dzisiejszej niedzieli – skupić całą swoją uwagę na Panu, zawierzyć.
Dzisiejsza Ewangelia pozwala wierzyć, że przyjdzie w godzinie, której sobie nawet nie wyobrażaliśmy. Może właśnie w najciemniejszym momencie naszego życia. Pojawi się i zorganizuje ucztę.