Drodzy Czytelnicy „Rycerza Niepokalanej”!

Kilka razy w roku chodziłem na polowanie. Udawałem się jednak nie do lasu, ale do kiosku „Ruchu”, aby zdobyć nowy numer miesięcznika „Mały Modelarz”. Zapewne większość Czytelników pamięta czasy kolejek, kupowania na kartki, polowania na cukier, mięso lub papier toaletowy. Ja polowałem właśnie na „Małego Modelarza” – takie były czasy, że nawet niektóre pisma było trudno dostać. Było to pismo dla miłośników modelarstwa i zawierało rozrysowane kolorowe elementy jakiegoś modelu – statku, samolotu, czasem czołgu. Budowa modelu polega na wycięciu i odpowiednim sklejeniu elementów według zamieszczonego opisu.
Bardzo lubiłem sklejać modele, a przy tym sporo dowiadywałem się o historii danego obiektu, jego wyposażeniu, uzbrojeniu itp. Najczęściej zabierałem się do pracy w piątkowy wieczór i przez kolejne dni weekendu wycinałem, przymierzałem i sklejałem. Budowa takiego modelu zajmowała kilka, a czasem kilkanaście weekendów, zależnie od wielkości i stopnia trudności.
Ta radosna twórczość w moim wykonaniu miała jednak pewien poważny defekt. Rzadko zdarzało mi się zbudować model do końca. Dopadało mnie jakieś znużenie i zniechęcenie niekończącą się dłubaniną. Któregoś razu zauważył to mój tato i ze zdziwieniem zapytał, czemu nie kończę rozpoczętej pracy, a zabieram się do kolejnego statku? Odpowiedziałem, że to, co zrobiłem, już wygląda całkiem dobrze, a nie chce mi się poświęcać czasu na jakieś działka, karabiny i inne drobiazgi. Pamiętam, że rozmawialiśmy, oglądając w telewizji kolar­ski Wyścig Pokoju. „Pracy nie można przerywać w połowie ani tym bardziej na finiszu” – powiedział tato i dodał: „Popatrz, jaką nudną pracę mają kolarze. Mocno kręcą pedałami
i trochę kierownicą, a to wszystko po to, by dojechać do mety. Im bliżej końca, tym każdemu jest trudniej, bo wszyscy już są zmęczeni, a jednak zaczynają kręcić jeszcze mocniej, aby nie tylko jakoś dojechać, ale może jeszcze wygrać wyścig. Gdyby Lech Piasecki kilometr przed metą zsiadł z roweru, mówiąc, że już mu się nie chce pedałować, wszyscy, śmiejąc się, pytaliby: „To po co w ogóle zaczynałeś ten wyścig?”. Nieskończona praca jest jak kula
u nogi, która się za tobą ciągnie; natomiast dobrze wykonana i skończona praca jest powodem do dumy i radości”.
Wiedziałem, że tato miał rację. Parę dni później jego słowa potwierdził pan Lech Pia­secki – wygrywając Wyścig Pokoju. ■