Banalizacja Tajemnicy

Niedawno na łamach hiszpańskiego dziennika „El País” ukazał się felieton znanego pisarza Juana José Millása. Autor, obnoszący się publicznie ze swym ateizmem, nie szczędzi krytycznych uwag wyznawcom katolicyzmu. W jego kąśliwych uwagach nie brak jednak celnych spostrzeżeń.
We wspomnianym tekście prozaik zauważa zjawisko, które jeszcze bardziej odpycha go od wiary chrześcijańskiej. Otóż pisze on, że skoro Kościół naucza o realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, to dlaczego katolicy nie postępują zgodnie z tym, co sami deklarują? Jeśli twierdzą, że w Eucharystii obcują z Bogiem, to dlaczego nie przystępują do Niego z bojaźnią i drżeniem? Dlaczego nie otaczają Go nabożną czcią? Dlaczego nie padają na kolana przed konsekrowaną Hostią? Dlaczego ich postawa nie odzwierciedla tego, iż wchodzą w bezpośredni kontakt z transcendencją? Dlaczego podchodzą do Komunii niedbale, mechanicznie, rutynowo, traktując Boga jak artykuł spożywczy? Dlaczego odnoszą się do największego cudu wszechświata (bo tak należy określić przemianę chleba i wina w prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa) jak do czegoś banalnego? Przecież gdyby naprawdę wierzyli, iż mają możliwość bezpośredniego obcowania z samym Bogiem, Stwórcą wszelkiego istnienia (co jest niedościgłym marzeniem niemal wszystkich religii), to – jak zauważa Millás – zachowywaliby się zupełnie inaczej.
Hiszpański pisarz obserwuje wśród dzisiejszych katolików zanik poczucia sacrum. Kiedyś tak jednak nie było.
Przez wieki Kościół wypracował różne sposoby kontaktu wiernych z tym, co święte, a więc należące do innego porządku rzeczywistości. Przede wszystkim miejsce sakralne musiało być zawsze wyodrębnione od profanicznego otoczenia, a właściwie uwznioślone i wywyższone, dla podkreślenia przepaści między Stwórcą a stworzeniem, świętością a grzesznością. Ten specjalny status wzmacniały z jednej strony (zewnętrznej) rytuały, gesty, znaki i symbole, z drugiej zaś (wewnętrznej) szacunek, cześć, admiracja i namaszczenie. Był to sposób na przeżywanie tajemnicy, której nie da się objąć rozumem ani wyrazić słowem, a jednak można się poddać temu misterium poprzez hołd i afirmację. W tym kontekście oddanie się Boga człowiekowi
w sakramencie Eucharystii jest niezasłużoną łaską i wielkoduszną ofiarą.
Niestety, odpowiedzią z naszej strony są często nieuważność, machinalność i bylejakość, które trywializują największą ze wszystkich tajemnic… ■

Zostaw komentarz