Odnalezienie zbawiciela w świątyni, William Holman Hunt, 1860 / fot. wikimedia commons

W Ewangeliach mamy zachowaną tylko jedną opowieść o Świętej Rodzinie z czasów, gdy mieszkali w Nazarecie, a Jezus był dzieckiem.
To relacja o Ich pielgrzymce do Jerozolimy.

Pielgrzymi podróżowali wówczas w karawanach, gromadzących zazwyczaj ludzi z jednej miejscowości lub kilku okolicznych wiosek. Droga z Galilei do Judei prowadziła przez Samarię, której mieszkańcy uważani byli przez Żydów za odstępców od wiary, a między obu ludami panowała wrogość. Pątnicy starali się w związku z tym omijać niegościnny teren i zamiast iść najkrótszym szlakiem przez kraj Samarytan, szli okrężną trasą wzdłuż wschodniego brzegu Jordanu. Większość podążała pieszo, a niektórzy na osiołkach. Ich podróż mogła trwać od pięciu do siedmiu dni w zależności od tempa marszu.

Pascha

Święto Paschy trwało tydzień – od 15. do 22. dnia miesiąca Nisan, jednak pielgrzymi powinni byli przybyć do miasta dwa dni wcze­śniej, by móc odpowiednio się przygotować.
W tym czasie modlono się, poszczono, składano ofiary. Główny moment celebracji stanowiła uroczysta wieczerza, obchodzona na pamiątkę wyjścia Izraelitów z niewoli egipskiej. Spożywano ją zazwyczaj w grupach liczących od dziesięciu do kilkunastu osób. Najważniejszą potrawą na stole był baranek, który wcześniej musiał zostać przez pątników przyprowadzony do świątyni. Tam zwierzęciu podrzynano gardło, a jego krew zbierano do dzbanów i wylewano na ołtarz, następnie z ofiary wydobywano wnętrzności i palono na ołtarzu, tuszę zaś odzierano ze skóry. Po tych czynnościach pielgrzym mógł zabrać baranka już gotowego do upieczenia na ucztę.
Żydowski historyk Józef Flawiusz opisuje, że 14. dnia miesiąca Nisan ofiarowano w Przybytku Pańskim łącznie 256 tys. baranków. Tak duża liczba nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że do Jerozolimy w tamtych dniach napływało ponad milion pielgrzymów. Możemy sobie tylko wyobrazić strumienie krwi spływające z ołtarza oblanego posoką tylu zwierząt lub unoszący się nad świątynią dym z ich spalonych wnętrzności.

Poszukiwanie Jezusa

Po skończonych uroczystościach wymarsz z miasta przypadał zazwyczaj na 23. dzień miesiąca Nisan. Żeby zrozumieć, jak możliwe było zaginięcie Chłopca i niezauważenie tego od rana do wieczora, musimy wiedzieć, jak wyglądały karawany pielgrzymów. Przeważnie dzieliły się one na grupy, które podróżowały oddzielnie, a spotykały się w miejscach odpoczynku. Zazwyczaj najpierw w drogę wyruszali starcy, kobiety i małe dzieci, dosiadający osiołków, a dopiero później mężczyźni i dorastający chłopcy, idący pieszo.
Jezus miał wówczas 12 lat, więc znajdował się w wieku przejściowym między dziecięctwem a dorosłością. To tłumaczy, dlaczego Maryja myślała, że Jej Syn towarzyszy Józefowi, Józef zaś był przekonany, iż znajduje się On razem z Matką. Dopiero wieczorem, gdy obie grupy spotkały się na nocleg, Małżonkowie odkryli, że nie ma z nimi Chłopca. Następnego dnia, skoro świt, wrócili do Świętego Miasta, by Go odnaleźć. Nie było to łatwe, gdyż przebywały tam jeszcze setki tysięcy pielgrzymów. Zapewne najpierw szukali Go w budynku, w którym nocowali i spożywali wieczerzę. Potem przez cały dzień przemierzali ulice i place, wypatrując zaginionego Dziecka, jednak bez skutku. Drugą noc spędzili w jeszcze większym utrapieniu.
Dopiero trzeciego dnia, gdy udali się do świątyni, znaleźli Jezusa, który „siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania” (Łk 2,46). Zapewne było to na Dziedzińcu Niewiast (inaczej Maryja nie mogłaby się tam znaleźć), na schodach przy Południowej Bramie, gdzie gromadzili się często, by dyskutować między sobą, najważniejsi rabini.

Odnalezienie w świątyni

Wielu artystów chrześcijańskich, malując tę scenę, przedstawiało 12-letniego Chłopca jako stojącego na podwyższeniu nauczyciela, pouczającego i zawstydzającego swą wiedzą doświadczonych starców. W rzeczywistości jednak św. Łukasz opisał Jezusa jako kogoś, kto przysłuchuje się, zadaje pytania, sam zaś pytany – udziela odpowiedzi. Był to zresztą często spotykany widok w tamtych czasach: dyskutujący rabini i przysłuchujący się im krąg ludzi; ci ostatni zadają pytania, a mędrcy często odpowiadają pytaniem na pytanie. Młodzieniec z Nazaretu jawi się zatem nie jako mentor mędrców, lecz raczej pojętny i bystry uczeń, budzący podziw jasnością umysłu.
Zdziwienie Maryi i Józefa nie było wywołane wiedzą, którą prezentował Jezus, lecz raczej sposobem, w jaki Ich potraktował: zniknął bez słowa i przepadł na trzy dni. Dlatego Matka Boża powiedziała: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48). Pismo nie oddaje intonacji głosu, lecz mamy prawo przypuszczać, iż nie był to okrzyk pełen złości i gniewu, lecz coś w rodzaju westchnienia ulgi, które wyrwało się z matczynego serca, przepełnionego długo tłumionym niepokojem.
Jezus odpowiedział Matce dwoma pytaniami: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49). Są to pierwsze wypowiedziane przez Chrystusa zdania, jakie przekazuje Biblia. Etap dziecięctwa to okres milczenia. Nieprzypadkowo zabranie głosu zbiega się w czasie z wejściem w dorosłość.

Początek dojrzałości

O ile słowa Maryi („ojciec Twój i ja”) odnosiły się do ziemskiego opiekuna Jezusa, o tyle Jego odpowiedź („w tym, co należy do mego Ojca”) wskazywała na rzeczywistego Ojca
w niebie. Chrystus proklamował ogólną zasadę swojego życia, a zarazem zrywał symboliczną i psychiczną pępowinę wiążącą Go z Matką.
Jak pisze biograf Maryi, Paweł F. Nowakowski: „dorastający syn musi się w pewnym momencie sprzeciwić matce. Słuchając jej uwag i nie przestając kochać, musi wyznaczyć
własną drogę postępowania i mierzyć się z przeciwnościami, a nie unikać ich, jeśli chce faktycznie rozwinąć się jako wolny mężczyzna. Ten paradoks miłości matki i syna jest dojmujący, bo przy wzajemnym szacunku i trosce nie sposób ominąć lęku, a czasem i bólu wywołanego zmianą ról życiowych”.
Wydarzenie w świątyni jerozolimskiej zamyka okres dzieciństwa Chrystusa, który miał wówczas 12 lat. Nie istniał wtedy jeszcze rozpowszechniony dziś wśród Żydów ceremoniał bar micwy (obchodzony dopiero od XIV w.), gdy chłopiec po raz pierwszy w synagodze czyta publicznie i komentuje fragment Tory. Jezus, tak jak wszyscy młodzieńcy osiągający ów wiek, zyskiwał takie same prawa i obowiązki religijne jak dojrzali mężczyźni. Nie oznacza to, że po powrocie do domu natychmiast się usamodzielnił. Św. Łukasz kończy swą opowieść o pielgrzymce następująco: „Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu” (Łk 2,51).

Zostaw komentarz