Gnostycka recepta na zgniliznę serca

Główne postacie światowego komunizmu: Karol Marks, Włodzimierz Lenin, ERNESTO „CHE" GUEVARA

„Ostateczna bitwa między Panem a królestwem szatana będzie o małżeństwo i rodzinę. Nie obawiaj się, ponieważ każdy, kto pracuje dla świętości małżeństwa i rodziny, zawsze będzie zwalczany i zawsze będzie napotykał wiele przeciwności, gdyż jest to kwestia kluczowa” – tak pisała wizjonerka z Fatimy, s. Łucja, w liście do kard. Carla Caffarry. Obecnie jesteśmy świadkami walki z rodziną na gruncie marksizmu kulturowego.

Dla kulturowych marksistów najważniejszym celem było zniszczenie instytucji rodziny, którą pogardzali jako dyktaturą i kolebką seksizmu i niesprawiedliwości społecznej. Już Marks w Ideologii niemieckiej pisał, że patriarchalni mężowie uważają żony i dzieci przede wszystkim za swą własność. W pracy pt. O pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa Engels popularyzował feministyczne przekonanie, że wszelka dyskryminacja wobec kobiet wywodzi się z rodzin patriarchalnych (takich, w których dominuje mężczyzna mąż, ojciec – głowa rodziny).
Erich Fromm z kolei dowodził, że różnice między płciami nie są wrodzone, lecz są fikcją zachodniej kultury. Dla Wilhelma Reicha „rodzina autorytarna jest państwem autorytarnym w miniaturze. Imperializm rodzinny jest… naśladowany w imperializmie narodowym”. Dla Theodora Adorna rodzina patriarchalna była kolebką faszyzmu.
Aby zniszczyć tradycyjną rodzinę z ojcem jako głową, Szkoła Frankfurcka popierała formy alternatywne: matriarchat (dominująca rola kobiety) oraz teorię androgeniczną (występowanie cech zarówno męskich, jak
i kobiecych), gdzie role mężczyzn i kobiet są odwrócone. Żeński boks, walczące kobiety, kobiety w rolach rabinów i biskupów, Bóg jako Ona, filmy ukazujące twarde i agresywne kobiety, natomiast mężczyzn jako wrażliwych, słabych i podatnych na psychiczne zranienia poświadczają sukces Szkoły Frankfurckiej i jej tworu – rewolucji feministycznej. Wilhelm Reich wierzył, że sposobem na zniszczenie rodziny jest rewolucyjna polityka seksualna i wczesna edukacja seksualna.

Oderwanie seksualności od małżeństwa i prokreacji

Trzeba przyznać, że ludzka miłość i rodzina przeżywają dziś prawdziwe trzęsienie ziemi. Epicentrum jego wstrząsów doprowadziło do oderwania się seksualności od otwartości na życie, od małżeństwa, a nawet od samej miłości. W tle natomiast odnajdujemy próbę oderwania człowieka od jego wnętrza.
W wielu tekstach postnowoczesnej kultury przebrzmiewa przekonanie, iż prawdziwą naturą człowieka, jego istotą jest jego duchowa strona życia. Ludzki duch potrzebuje uwolnienia od wszystkiego, co jest „na zewnątrz”, to znaczy od ciała i seksualności. Także i te rzeczywistości potrzebują uwolnienia, bowiem jeśli pozostają zamknięte w strukturach społecznych konwenansów, stanowią prawdziwą przeszkodę dla człowieka w wyrażeniu swego „Ja”.
Dla wolnego ducha nie istnieje niemoralność, dobro albo zło. Towarzyszy mu przekonanie, że potrafi być świadomym prawdy o sobie i o swoim przeznaczeniu, toteż może przeżywać każde doświadczenie poza kategoriami winy lub zasługi. Oto nowa natura człowieka, która z jednej strony bywa utożsamiana z materiałem biologicznym i determinizmami przyrody, a z drugiej oznacza skrajną spirytualizację własnego „Ja” poza ograniczeniami własnego ciała. Jest to przekonanie o czystości i spójności ducha ludzkiego bez związku z tym, w jaki sposób i do czego używa się ciała.

Współczesna forma dawnej gnozy

Ten powszechnie przyjmowany sposób rozumowania przypomina gnozę (starożytny ruch religijny i specyficzny pogląd na świat), którą św. Ireneusz z Lyonu, chrześcijański pisarz z II w. po Chrystusie, charakteryzował następująco: „Jak złoto rzucone w błoto nie traci nic ze swego blasku, ale zachowuje swą właściwość i błoto mu nie szkodzi, tak też i oni (gnostycy) twierdzą, że jakiejkolwiek materialnej czynności się oddają, nie ma to żadnego negatywnego wpływu ani nie jest w stanie zaszkodzić ich duchowej naturze. Z tego też powodu ci, którzy wśród nich uchodzą za doskonałych, popełniają bez skrupułów wszelkie zabronione czyny, o których Pismo mówi, że «kto dopuszcza się tych rzeczy, Królestwa Bożego nie odziedziczy» (Gal 5,21)”.
Nie ma w gnostyckim sposobie myślenia żadnych moralnych barier dla ludzkiego działania, bowiem cała rzeczywistość jest rozumiana jako więzienie dla prawdziwego wewnętrznego „Ja”, dla tego, co w nas boskie, dla wolnego ducha. Stąd też w tym sposobie myślenia swobodny seks w niczym nie może naruszyć wyzwolonego z wszelkich form represji ducha. Gnostycki libertynizm odnosi się z pogardą do ciała, traktując je jako coś zewnętrznego w stosunku do prawdziwego bytu i godności osoby.
W tym właśnie celu rewolucja seksualna z całą swą furią zaatakowała rodzinę, aby obalić obowiązujące w niej limity i dotrzeć do domniemanej ostatecznej wolności ducha. Można powiedzieć, że rodzina to ostatni bastion broniący poczucia rzeczywistości i jej granic przed całkowitym zatraceniem się w iluzorycznej dowolności. W rodzinie nie jesteśmy wszechmogącymi bogami, ale za­leżymy od innych, zwłaszcza od rodziców, ci zaś od Boga Stwórcy. Tymczasem, w przekonaniu rewolucjonistów, by stworzyć nowego człowieka, potrzeba uśmiercić Boga, bowiem nowy człowiek nie potrzebuje już zależności od Tamtego. Sam bowiem odkrywa swą boskość.

Łatwiej odrzucić Boga, niż się nawrócić

Oto motyw buntu przeciw rodzinie. Zawsze łatwiej jest stwierdzić, że Boga nie ma, aniżeli być świadomym buntu przeciw Jego woli. Uciszenie własnego sumienia ma na celu to, by nie słyszeć w sobie głosu kogoś innego, zadowalając się własną subiektywną zachcianką. Nie istnieje zaś lepszy środek na znieczulenie sumienia, jak uleganie seksualnym uciechom. Św. Grzegorz z Nyssy uczył, że „spośród wszystkich namiętności wdzierających się w ludzkie serce nie ma innej o równej sile niszczenia, jak rozwiązłość”. Wielką bronią, służącą do niszczenia człowieka, jest doprowadzanie do upadku jego obyczajów. Im bardziej jest zepsuty w swym postępowaniu i im bardziej pozostawiony jest sobie samemu ze swymi słabościami, tym łatwiejszym
łupem staje się dla utopijnych ideologii.
„Wysoki poziom moralny w połączeniu ze zdrowymi obyczajami rodzi świętych” –
mawiał francuski filozof Gustave Thibon – ,,natomiast zeszpecenie go złym prowadzeniem rodzi żyjących złudzeniami rewolucjonistów”. ■

Zostaw komentarz