Jedź do NIEPOKALANOWA, a wrócisz zdrowa

Jedź do NIEPOKALANOWA, a wrócisz zdrowa

Jestem mężatką, mam troje dzieci i sześcioro wnucząt. Podzielenie się świadectwem uważam za mój obowiązek
i dowód wdzięczności wobec Pana Boga i Niepokalanej.

Oboje z mężem pochodzimy z rodzin o tradycjach katolickich, poznaliśmy się w wieku 15 lat,
a miłość ślubowaliśmy w wieku 21 lat. Po roku urodził się nam syn. Po dwóch latach rozpoczęliśmy budowę naszego domu, ponieważ mieszkaliśmy na stancji, bazując wyłącznie na kredycie, pożyczkach i naszych wynagrodzeniach. Ja byłam pracownicą administracji państwowej,
a mąż pracownikiem DOM-u. Byliśmy bardzo zapracowani, bo przy budowie domu wiele prac wykonywaliśmy we własnym zakresie. Przez to nasze relacje z Bogiem były sporadyczne, od czasu do czasu uczęszczaliśmy
w niedzielę na Mszę świętą. W marcu rozpoczęliśmy budowę domu, a w listopadzie już
w nim zamieszkaliśmy. W następnym roku urodziłam drugiego syna.

Niespodziewana zmiana w moim życiu

Była wiosna 1979 r. Kiedy wszystko wydawało się, że jest zgodne z naszymi marzeniami, na swojej piersi znalazłam bardzo brzydkie znamię. Zwlekałam z pójściem do lekarza, aby nie usłyszeć złej diagnozy. Niestety dłużej nie mogłam zwlekać,
a moje obawy się potwierdziły. Po wstępnym
badaniu u lekarza zostałam skierowana
na konsultacje onkologiczne do Białegostoku. Bardzo przeżyłam pierwszą wizytę, potem wyznaczono mi następną. Po niej postanowiłam pojechać na Jasną Górę, by prosić
o upragnione zdrowie. Bardzo przeżyła to moja rodzina, która trwała na modlitwie.
Po powrocie nie zauważyłam żadnej po-
prawy, ale wydarzyło się coś, co zmieniło całe moje dotychczasowe życie.

Jedź do Niepokalanowa…

Był koniec lipca 1979 r. Wtedy to tuż przed przebudzeniem usłyszałam bardzo wyraźny, donośny, ciepły głos: „Jedź do Niepokalanowa, pomódl się szczerze i wrócisz zdrowa”. Nie zwlekając, postanowiłam się dowiedzieć, gdzie leży ta miejscowość, bo ani ja, ani moja najbliższa rodzina nie słyszeliśmy
o tym miejscu. I tak 1 sierpnia nocnym pociągiem pojechałam do Warszawy, a potem do Niepokalanowa. Kiedy tam dotarłam, okazało się, że jest to klasztor franciszkański, a 2 sierpnia – święto Matki Bożej Anielskiej.Po przybyciu do bazyliki w niedługim czasie rozpoczęła się Msza święta, podczas której skorzystałam z sakramentu pokuty i przyjęłam Komunię świętą. Klęcząc na posadzce
tej świątyni, modliłam się, jak umiałam,
prosząc o łaskę zdrowia.
Kiedy wróciłam do domu, po mojej chorobie nie pozostało ani śladu. Poczułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. I tak czuję się do dziś pomimo wszystkiego, co przynosi życie. Gdy pojechałam na wyznaczoną wizytę, pani doktor powiedziała, że byłoby dobrze, abym zaszła w ciążę i urodziła dziecko, które karmiłabym tą piersią. Tak też się stało.
W pierwszą rocznicę uzdrowienia, będąc w stanie błogosławionym, pojechałam do Niepokalanowa. Tam została odprawiona Msza święta dziękczynna. 15 sierpnia dostałam bólów porodowych i następnego dnia urodziłam córkę.

Róże dla Niepokalanej

Przez 46 lat w rocznicę mojego uzdrowienia nie byłam w Niepokalanowie tylko trzy razy. Jeżdżę, by za każdym razem dziękować, przepraszać i prosić, ofiarowując Matce Bożej tyle kwiatów, ile lat minęło od uzdrowienia.
Po przeżyciu 74 lat pragnę samemu Bogu przez ręce Maryi podziękować za ogrom łask, które otrzymałam:

  • W 2025 r. minęło 40 lat, od kiedy w naszym mieście otworzyłam sklep z asortymentem kultu religijnego „Soli Deo” i prowadzę go do chwili obecnej. Dziękuję za 40 lat posługi
    w sklepie. Za podane tysiące różańców, modlitewników, medalików oraz za mnóstwo rozmów, podczas których dzielę się moim świadectwem.
  • Za kapliczkę, która mimo trudności stanęła przed moim domem, gdzie od 40 lat odbywają się nabożeństwa majowe.
  • Za próbę wiary w wieku 33 lat, z której dzięki łasce Bożej wyszłam zwycięsko.
  • Za możliwość ubierania przez 25 lat dzieci do Pierwszej Komunii świętej.
  • Za maszt Radia Maryja, który stoi w pobliżu naszego miasta, dzięki któremu mamy dobry odbiór. Za możliwość bycia na audiencji u Ojca Świętego Jana Pawła II w 1985 r. i osobiste błogosławieństwo.
  • Za broszurkę pt. Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi. W przedziwny sposób trafiła do mnie 2 sierpnia w Niepokalanowie i po zapoznaniu się z treścią zapragnęłam pomagać duszom w czyśćcu cierpiącym poprzez modlitwę i post o chlebie i wodzie.
  • Za relikwie św. Ojca Maksymiliana, które trafiły do sześciu parafii i dwóch kaplic zakonnych w Gnieźnie i Raciborzu oraz do kaplicy szpitalnej MSWiA w Warszawie. Byłam tam leczona po tym, jak po 33 latach od uzdrowienia zaatakował mnie nowotwór złośliwy tarczycy.
  • Za śmierć kliniczną, podczas której byłam tam, gdzie była niepojęta miłość. Po tym doświadczeniu musiał minąć prawie tydzień, aby trochę mniej tęsknić za tym cudownym miejscem. Jednak, patrząc po ludzku, to powinnam się cieszyć, że wróciłam do swojej szczęśliwej rodziny.
  • Za możliwość pielgrzymowania do różnych sanktuariów (zachęcam głównie mieszkańców naszego miasta). Dziękuję także za setki pielgrzymów zawiezionych do Niepokalanowa na pierwsze soboty miesiąca i Spotkania „Oddaj się Maryi”.
  • Za Rycerstwo Niepokalanej, które założyłam w naszym mieście, gdzie głównym naszym celem jest modlitwa: o pokój, nawrócenie grzeszników, w intencjach Matki Bożej, o triumf Niepokalanego Serca Maryi; za codzienną Koronkę do Miłosierdzia Bożego
    o godz. 15.00 w mojej parafii.
  • Za to, że w wieku 60 lat zaczęłam jeździć samochodem i sprawia mi to radość.
  • Za duchowych przyjaciół, których Pan Bóg postawił na mojej drodze życia, zwłaszcza z Niepokalanowa, Gniezna, Pisza i Olsztyna.
    Mam jeszcze intencje, o których tylko Pan Bóg wie, ale i takie, którymi mogę się podzielić.
    Po pierwsze, aby cały świat poznał i pokochał Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi. Po drugie, aby znaleźli się ofiarni ludzie, którzy pomogą nam finansowo w dokończeniu budowy naszego kościoła. ■

Zostaw komentarz