Moje odczucia po kilku dniach pobytu w Asyżu w Roku Jubileuszowym 800 lat od śmierci św. Franciszka (1226-2026).
Dotyczą one trzech słów, które odczytałem na nowo: „ubóstwo”, „minoritas” (bycie mniejszym) oraz „prostota”.
Nieco ponad 800 lat temu rycerze z Perugii i Asyżu toczyli między sobą krwawe bitwy. Rywalizacja wprowadzała wiele tragedii społecznych, osobistych oraz rodzinnych krzywd. Dzisiaj miasta te (Perugia i Asyż) szczycą się – i słusznie – św. Franciszkiem. Człowiek, który z wyboru został najbiedniejszy w Asyżu, który wyrzekł się posiadania i żył z pracy rąk oraz jałmużny, stał się człowiekiem, który wzbogacił – „wyposażył” Asyżan i okolice, nawet dalej niż miasto Perugia. Kościoły, duże i małe dzisiaj są pełne pielgrzymów i modlitwy. Tak samo hotele, restauracje, sklepy są pełne ludzi z całego świata.
Tak, Franciszek swoim ubóstwem ubogacił duchowo nie tylko braci, Kościół, pokazał na nowo siłę ubóstwa, które zaślubił z łaską Boga, z samym Chrystusem. Franciszek ubogacił miasto na bardzo odległy czas. Ubóstwo Jezusa ubogaciło Franciszka. Asyż, Perugia i cała okolica stały się dosłownie – materialnie i duchowo – bogate Jego ubóstwem.
Nad miastem wznoszą się ruiny zamku zwanego „Rocca Maggiore” (Twierdza Większa). Tam żyli bogaci i mocni. Tam zapadały decyzje i toczyło się życie elity nie tylko Asyżu. Zamek miał bardzo burzliwe dzieje. Dziś pozostały ruiny, które widać z daleka.
Miasto miało również swój śmietnik poza murami, ściek wszelkich brudów i miejsce egzekucji oraz cmentarz skazańców i wykluczonych społecznie. Nie dziwi jego symboliczna nazwa nadana przez mieszkańców – „Wzgórze Piekielne”. Właśnie to miejsce zostało wykupione po śmierci Franciszka i w 1228 r. papież Grzegorz IX rozpoczął budowę bazyliki i klasztoru. Wraz z tym faktem (przeznaczenia „Piekielnego Wzgórza” na miejsce grobu św. Franciszka) teren ten został poświęcony i zmieniono jego nazwę
na „Wzgórze Raju”.
To jakby drugi paradoks dla mnie: „Maggiore”, czyli to, co większe i na szczycie, dumne i pełne wpływów, stało się ruiną, zaś to, co „minore” (łac. „minoritas”) – mniejsze, małe, pokorne, staje się trwałe i wywyższone. Jak nie przywołać słów chociażby Matki Bożej: Bóg „strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych” (Łk 1,52). Tak, miliony ludzi rocznie schodzą w ciszy z dolnej bazyliki po schodach jeszcze niżej niż posadzka, aby przystanąć przy pierwszym Minorycie. Ponieważ nigdy nie chciał być pierwszy, Bóg ukazał Go jako Swojego sługę, sługę Swojej pokornej miłości.
W Asyżu i okolicy jest wielka ilość wizerunków Franciszka. A jaki On był? Tomasz z Celano w opisie św. Franciszka używa wielu trafnych określeń i mówi w pewnym momencie, że Franciszek był „we wszystkim prosty”.
Lubimy dodawać „coś” do „wszystkiego”. Ulepszamy i poprawiamy. A Bóg jest w każdej cząstce Eucharystii, czy w tym jednym wezwaniu: „Przyjdźcie do Mnie… znajdziecie ukojenie” (Mt 11,28). „Ukojenie” brzmi bardzo uspokajająco, czyli jest to ukojenie wypełniające nas na nowo Obecnością Pana Jezusa. Człowiek staje się prosty, spełniony, wolny od zabiegów nieustannego dodawania i polepszania tego, co już ulepszył, wtedy, kiedy jest wypełniony Obecnością Boga. Spauzował, bo zrozumiał, że sam Bogiem nie jest, ale wszystko jest z Boga. Wszystko ma, jest spokojny i jakby naturalnie staje się prosty, ponieważ odzyskał jedność z Bogiem. Bóg jest Ojcem, Jedynym Dobrem i naszą wiecznością.

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.