Dlaczego kobiety mogą przebywać w świątyni z nakrytą głową, a mężczyźni nie mogą?
Ta zasada jest częścią najstarszej tradycji, sięgającej czasów apostolskich. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r. nakazywał mężczyznom odkrywanie, a kobietom nakrywanie głów w kościele. Kodeks z 1983 r. do tej sprawy się nie odnosi i pozostawia dowolność.
Wspomniany zwyczaj opiera się na nauce św. Pawła, który pisał do Koryntian: „Chciałbym, żebyście wiedzieli, że głową każdego mężczyzny jest Chrystus, mężczyzna zaś jest głową kobiety (…). Każdy mężczyzna, modląc się lub prorokując z nakrytą głową, hańbi swoją głowę. Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi swoją głowę; wygląda bowiem tak, jakby była ogolona. (…) Jeśli natomiast hańbi kobietę to, że jest ostrzyżona lub ogolona, niechże nakrywa głowę! Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny” (1 Kor 11,3-7).
Kobiety mają szczególną rolę w Kościele. Są „oblubienicami” Chrystusa oraz Kościoła.
I… mają być piękne dla Niego. Na Liturgii podkreślają to poprzez okrycie włosów welonem (dziś także innym nakryciem głowy).
Panie spełniają inną rolę niż mężczyźni. Panowie reprezentują Zbawiciela i dlatego mają być bez nakrycia głowy. Mają też kochać swe żony jak Chrystus. Nakrycie głowy ich żon w kościele ma im to co tydzień przypominać. Ukazuje to także religijny wymiar ich sakramentalnego związku. Czyli kobieta ubiera się nie tylko dla Chrystusa, ale także dla męża.
Ciekawa jest uwaga św. Tomasza, który komentując słowa św. Pawła uczył, że ludzie podkreślają swoje naturalne piękno poprzez ubrania (nie przez obnażanie ciała), a kobiety powinny szczególnie jaśnieć pięknem w kościele.
Dodajmy, że same niewiasty potwierdzają, że ta symbolika pomaga im skupić się na modlitwie podczas Liturgii. Nakładają więc welon lub szal także podczas modlitw w domu.
W niektórych krajach zachował się zwyczaj nakrywania chustami głów przez kobiety, w Polsce raczej zanikł, choć w niektórych miejscach się odradza.
Skoro Bóg jest Miłością, to jak wyjaśnić, że jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze?
Wydawałoby się, że mamy tu pewną sprzeczność. Ale ona zniknie, gdy spróbujemy spojrzeć inaczej niż zwyczajowo na to, czym jest Boża miłość i Boża sprawiedliwość.
Bóg nie odrzuca grzeszników. Kocha ich. Ale szanuje wybory człowieka, nawet gdy ten wybiera zło. Wtedy jednak w życiu doczesnym i wiecznym takiego człowieka nie ma dla Boga miejsca. I Bóg odchodzi.
Jeśli żyjesz w grzechu i masz w nim upodobanie, On mówi: „Nie mogę być z Tobą”.
Jak widzimy, karą za zło jest odejście człowieka od Boga i Boga od człowieka.
Mamy tu semickie myślenie podobne do ostatniego wezwania Modlitwy Pańskiej. Bóg nie wodzi nas na pokuszenie – ale… dozwala na nie. Bóg nas nie potępia, ale ogłasza, że nie może być z tym, kto wybrał grzech – grzech jest świadomym i dobrowolnym odrzuceniem Boga i Jego miłości. Kto odrzuca miłość, dobro i łaskę, sam skazuje się na piekło.
Które to są grzechy „wołające o pomstę do nieba” i dlaczego tak się nazywają?
Grzechy wołające o pomstę do nieba są cztery: 1) umyślne zabójstwo; 2) grzech nieczystości przeciwko prawom natury (tzw. grzech sodomski); 3) uciskanie ubogich, wdów i sierot; 4) zatrzymanie zapłaty pracownikom. Grzechy te nazywają się „wołające o pomstę do nieba”, ponieważ tak nazywane są w Księgach Pisma Świętego oraz dlatego, że ich zło jest tak wielkie i jawne, że woła do Pana Boga o najsroższe kary już tu, na ziemi, zanim jeszcze zło zostanie ukarane na końcu świata.
„Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,21-22). ■
Zostaw komentarz