Tajemnica siły i potęgi
Prezentujemy artykuł autorstwa Ojca Maksymiliana.
Jest to przedruk z numeru wrześniowego „Rycerza Niepokalanej” z 1925 r. Św. Ojciec Maksymilian poucza w nim, że człowiek może stawić czoła potędze zła, ale nie o własnych, ludzkich siłach.
Ojciec Kolbe wyjaśnia w tekście, skąd osoba wierząca ma czerpać siłę do walki ze złem w sobie samym i w otaczającym go świecie. Wskazuje również na pewien czynnik, który uniemożliwia człowiekowi przyjmowanie łaski Bożej oraz siły do stawiania oporu złu. Jest nim ukryta
pycha [przyp. red.]:
Nieraz słyszymy skargę: „Chcę się poprawić, chcę być lepszy, ale nie mogę”. W historii czytamy o wielkich wodzach i zwycięzcach, którzy jednak nie potrafili ujarzmić swoich złych skłonności. Taki na przykład głośny Aleksander Wielki umiera przedwcześnie z powodu – rozwiązłego życia.
Rozglądając się naokół widzimy zastraszający wprost zanik moralności, zwłaszcza wśród młodzieży, a nawet powstają związki – iście piekielne – mające w programie zbrodnię i rozwiązłość – członkowie owego związku popełnili głośne w Wilnie morderstwo profesora przy egzaminach. Kina, teatry, literatura, sztuka, kierowane w wielkiej części niewidzialną ręką masonerii, zamiast szerzyć oświatę, gorączkowo pracują w myśl uchwały masonów: „My Kościoła katolickiego nie zwyciężymy rozumowaniem, ale zepsuciem obyczajów”. Jak się temu oprzeć? Zdawać by się mogło, że takie przyznanie własnej niemocy jak: „nie mogę się poprawić” w podobnych okolicznościach, to objaw pokory. – Tymczasem gnieździ się w nim ukryta pycha. A to w jaki sposób? Otóż ci ludzie w wielu rzeczach przyznają, że mogą to lub owo uczynić, tylko tej lub innej wady ujarzmić w takich lub innych okolicznościach nie są w stanie. To wszystko dowodzi tylko, że liczą oni jedynie na własne siły i uważają, że do tej granicy własnymi siłami to lub owo potrafią. Tymczasem jest to nieprawdą, kłamstwem, bo własnymi siłami, sami z siebie, bez pomocy Bożej my nic i to zupełnie nic nie potrafimy [por. J 15,5: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”]. Wszystko, czym jesteśmy i cokolwiek mamy i możemy, to od Pana Boga mamy i to w każdej chwili życia od Niego otrzymujemy, bo trwanie w istnieniu to nic innego, jak ciągłe otrzymywanie tego istnienia. Sami więc z siebie nic nie potrafimy, chyba tylko zło, które właśnie jest brakiem dobra, porządku, siły. Jeżeli uznamy tę prawdę i spoglądniemy na Boga, od którego otrzymujemy w każdej chwili wszystko, co mamy, natychmiast widzimy, że On, Bóg, i więcej dać może i pragnie jako najlepszy Ojciec dać nam wszystko, co nam jest potrzebne. Gdy jednak dusza sobie przypisuje to, co jest darem Bożym, czyż Pan Bóg może ją obsypywać łaskami? Przecież wtedy utwierdzałby ją w fałszywym i aroganckim mniemaniu. Więc z miłosierdzia swojego nie daje tej obfitości darów i… dozwala nawet na upadek, by dusza poznała wreszcie, czym jest sama z siebie, by na sobie nie polegała, ale z całą ufnością jedynie Jemu się oddała. Stąd też upadki były dla świętych – szczeblami do doskonałości. Biada jednak duszy, która nawet tego ostatecznego lekarstwa nie przyjmie, ale w pysze pozostając, mówi: „nie mogę się poprawić”, bo Pan Bóg też jest sprawiedliwy i z każdej udzielonej łaski zażąda ścisłego rachunku. Cóż więc czynić należy? Oddać się zupełnie z ufnością bez granic w ręce Miłosierdzia Bożego, którego uosobieniem z Woli Bożej jest Niepokalana. Nic sobie nie ufać, bać się siebie, a bezgranicznie zaufać Jej i w każdej okazji do złego do Niej jak dziecko do matki się zwracać, a nigdy się nie upadnie. Twierdzą święci, że kto do Matki Bożej modli się w pokusie, na pewno nie zgrzeszy, a kto przez całe życie do Niej z ufnością się zwraca, na pewno się zbawi *.
[Pisma, 1013]
* „W gimnazjum imienia Lelewela w Wilnie podczas egzaminu z matematyki do siedzącego na katedrze dyrektora Biegańskiego zbliżył się uczeń Lucjan Ławrynowicz, trzymając w jednej ręce granat, w drugiej rewolwer, i rozpoczął przemowę.
Kiedy dyrektor mu przerwał, padł strzał i dyrektor upadł na podłogę, brocząc krwią. Do Ławrynowicza doskoczył uczeń Bończa-Osmołowski i powalił go na ziemię, usiłując obezwładnić.
Podczas szamotania się Ławrynowicz zerwał zapalnik granatu. Nastąpił wybuch. Ławrynowicz został zabity. Stojący obok prof. Jankowski padł również śmiertelnie ranny w brzuch” – zob. „Rycerz Niepokalanej”, czerwiec 1925, s. 155.
* * Por. św. Ludwik M. Grignion de Montfort, Traktat o prawdziwym nabożeństwie
do Najświętszej Maryi Panny; oraz św. Alfons
M. Liguori, Wysławianie Maryi. ■

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.