Rzeka/ fot. depositphotos

Do Sejmu polskiego trafił projekt ustawy o nadaniu rzece Odrze osobowości prawnej. Jest to pomysł zarówno absurdalny, jak i niebezpieczny. Lato to w naszej polskiej tradycji czas wędrówek, urlopów i zachwytu nad pięknem stworzenia. Odpoczywając nad rzekami czy jeziorami, z wdzięcznością patrzymy na to, co zostało nam dane. Niestety, w cieniu tej letniej beztroski toczy się niezwykle poważna, ideologiczna batalia o to, jak prawo ma traktować otaczającą nas naturę. Coraz głośniej wraca postulat, by jednej z naszych największych rzek – Odrze – nadać osobowość prawną. Dla wielu brzmi to jak nieszkodliwa, poetycka metafora. W rzeczywistości jednak jest to koncepcja, która grozi demontażem podstawowych zasad naszego systemu prawnego.

Fikcja prawna przeciwko człowiekowi

Aby zrozumieć skalę tego absurdu, musimy spojrzeć na sprawę chłodnym, prawniczym okiem. Instytucja „osobowości prawnej” (uregulowana w Kodeksie cywilnym) to genialny wynalazek znawców prawa. Została stworzona, aby grupy ludzi two­rzące spółki, fundacje, czy same instytucje państwowe – mogły sprawnie funkcjonować w obrocie prawnym, zawierać umowy i brać za nie odpowiedzialność. Jednak w samym sercu tego mechanizmu tkwi rzymska zasada: Hominum causa omne ius constitutum sit – Wszelkie prawo winno być stanowione ze względu na człowieka.

Warto w tym miejscu przypomnieć, jak kwestia ta wygląda obecnie w polskim porządku prawnym, który bynajmniej nie pozostawia naszych rzek bez opieki. Zgodnie z przepisami Prawa wodnego, śródlądowe wody płynące – w tym cała rzeka Odra wraz z jej dorzeczem – stanowią własność Skarbu Państwa. Są one dobrem publicznym, wyłączonym z prywatyzacji. Z kolei podmiotem odpowiedzialnym za reprezentowanie Skarbu Państwa, zarządzanie tymi wodami, utrzymanie infrastruktury, ochronę przed powodzią czy suszą oraz wydawanie pozwoleń wodnoprawnych jest wyspecjalizowana instytucja: Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.

Mamy zatem jasną strukturę podmiotową: jest konkretny właściciel (państwo) oraz konkretny zarządca (osoba prawna), który odpowiada za stan rzeki i ponosi pełną odpowiedzialność prawną za swoje decyzje lub zaniedbania. Nałożenie na ten przejrzysty i logiczny system koncepcji nadania rzece „osobowości prawnej” tworzy konstrukcję rodem z teatru absurdu. Dochodzi bowiem do kuriozalnego dualizmu: fizyczny obiekt, będący publiczną własnością państwa, staje się jednocze­śnie niezależną „osobą” – autonomicznym podmiotem odrębnych praw i obowiązków. Oznacza to, że rzeka jako nowa „osoba prawna” mogłaby teoretycznie… pozwać przed sąd swojego właściciela (Skarb Państwa) lub swojego zarządcę (Wody Polskie) za to, jak realizują swoje ustawowe obowiązki.

Zdolność prawna i zdolność do czynności prawnych to atrybuty nierozerwalnie związane z ludzką wolną wolą i rozumem. Jeśli nadamy rzece osobowość prawną, zrównamy ją w prawach z człowiekiem lub ludzkimi organizacjami. Rzeka stałaby się podmiotem, który ma „swoje” prawa. Wyobraźmy sobie sytuację, w której Wody Polskie, w celu ochrony mieszkańców Nadodrza przed katastrofalną powodzią, decydują o budowie lub modernizacji wałów. Taka inwestycja mogłaby być „blokowana” w sądzie przez „kuratora Odry”, gdyby ten uznał, że rzeka ma „prawo do naturalnego wylewania” i nie życzy sobie ludzkiej ingerencji w swoje koryto. To już nie byłaby ochrona przyrody.

To oddanie ogromnej, wymykającej się demokratycznym procedurom władzy nad państwem wąskim grupom interesu i ideologicznym aktywistom. Działając pod szyldem „praw rzeki”, zyskaliby oni nadrzędną pozycję wobec legalnych organów Rzeczypospolitej, mogąc paraliżować rozwój całych regionów, niszczyć rolnictwo, żeglugę i bezpieczeństwo infrastrukturalne kraju. Ochrona Odry wymaga bezwzględnego egzekwowania odpowiedzialności od ludzi i instytucji, które już teraz nią zarządzają, a nie tworzenia prawnych potworków, które zdejmują odpowiedzialność z człowieka, a cedują ją na niemą naturę.

Zrozumieć Biedaczynę z Asyżu

Zwolennicy tego typu rewolucji legislacyjnych nierzadko próbują szukać sojuszników w Kościele, powołując się na postać św. Franciszka z Asyżu. Przypominają, że nazywał on wodę „siostrą”, ziemię „matką”, a słońce „bratem”. W ten sposób próbują udowodnić, że asyski Święty był prekursorem nadawania naturze praw obywatelskich. Jest to fundamentalne niezrozumienie duchowości franciszkańskiej. Św. Franciszek nie zrównywał przyrody z człowiekiem.

Jego słynna Pieśń słoneczna nie jest hymnem do słońca czy wody, lecz hymnem dziękczynnym do Boga Stwórcy za dzieło stworzenia. Franciszek widział w naturze odblask Bożej doskonałości i miłości. Nie uważał jej za byt równy ludziom, stworzonym na obraz i podobieństwo Boże. Prawdziwa chrześcijańska postawa to wdzięczność mądrego dzierżawcy, a nie neopogański panteizm, który ubóstwia rzeki, drzewa i zwierzęta, domagając się dla nich reprezentacji procesowej na salach sądowych.

Testament ekologii ludzkiej

Najbardziej precyzyjną odpowiedź na współczesne kryzysy ekologiczne dał nam św. Jan Paweł II Wielki. W encyklice Centesimus annus sformułował on pojęcie „ekologii ludzkiej”. Papież z ubolewaniem zauważał, że człowiek zbyt często widzi w naturze je-dy­nie surowiec do eksploatacji, zapominając, że jest ona darem. Ziemię należy uprawiać i jej strzec, a nie brutalnie niszczyć.

Jednakże polski Wielki Papież wyznaczył bardzo wyraźną granicę, której nie wolno nam przekroczyć: środowiskiem, które wymaga najpilniejszej ochrony, jest sam człowiek i jego struktura moralna. Papież przypominał, że absurdem jest troska o czystość rzek i ocalenie ginących gatunków zwierząt, jeśli jednocześnie w majestacie prawa niszczy się ludzkie życie w łonie matki i uderza w fundamenty rodziny. Ekologia, która w centrum nie stawia osoby ludzkiej z jej niezbywalną godnością, staje się ideologią nieludzką i destrukcyjną.

Rozsądek zamiast rewolucji

Czy to oznacza, że los Odry oraz innych polskich rzek powinien być nam obojętny? W żadnym wypadku! Ochrona środowiska jest naszym chrześcijańskim i obywatelskim obowiązkiem. Polskie prawo już teraz dysponuje całym arsenałem narzędzi: prawem administracyjnym czy ochroną środowiska, a w skrajnych przypadkach rygorystycznymi przepisami prawa karnego. Trucicieli trzeba bezwzględnie ścigać, karać i zmuszać do naprawienia szkód. Trzeba inwestować w infrastrukturę oczyszczającą i rzetelnie kontrolować zrzuty ścieków.

Ochrona rzeki wymaga jednak twardego egzekwowania istniejącego prawa, a nie ideologicznych eksperymentów ustrojowych. Nadanie Odrze osobowości prawnej to droga donikąd. Zamiast ratować przyrodę, stworzymy systemowy chaos, w którym wyimaginowane „prawa rzeki” staną się batem na rolników, przedsiębiorców i zwykłych obywateli. Nie pozwólmy, aby pod szczytnymi hasłami ochrony środowiska deptać elementarne zasady prawa i zdrowego rozsądku. Obyśmy, spacerując tego lata wzdłuż brzegów polskich rzek, pamiętali o hierarchii wartości, którą tak jasno wskazywał nam Ojciec Święty!

Zostaw komentarz