Jesteśmy chrześcijanami, a to znaczy, że nie jesteśmy pesymistami. Nasze życie opiera się na nadziei, która wynika z wiary w Boga działającego w historii. Jak wiemy, bieżący rok zaczął się od zaskakującego wydarzenia – od pojmania i porwania przez Amerykanów prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Jedni byli zaniepokojeni i oburzeni, inni cieszyli się, a najbardziej sami Wenezuelczycy, z których wielu odetchnęło z ulgą. Pomyślałem: „Dlaczego Bóg, poprzez ten czysto polityczny epizod, kieruje naszą uwagę na Wenezuelę?”.
Otóż w miejscowości Betania żyła María Esperanza ‒ co po hiszpańsku oznacza „Maryja Nadzieja”. Jako młoda dziewczyna, pragnęła wstąpić do klasztoru, ale wtedy usłyszała wewnętrzny głos: „Nie masz powołania do klasztoru. Masz wyjść za mąż i mieć dzieci”. María Esperanza posłuchała tego głosu, wyszła za mąż i urodziła siedmioro dzieci. Dokładnie 50 lat temu, w 1976 r. doświadczyła objawień Matki Bożej, która przedstawiała się jej jako „Matka pojednania ludzi” i „Matka pojednania narodów”.
Objawienia trwały do 1990 r. Zostały uznane na poziomie diecezjalnym przez tamtejszego biskupa ordynariusza, który osobiście zaangażował się w ich badanie. María Esperanza zmarła w 2004 r. w New Jersey w Stanach Zjednoczonych. Obecnie trwa jej proces beatyfikacyjny. W Betanii Matka Boża mówiła, że świat przejdzie wkrótce przez „trybulację”. W języku hiszpańskim słowo to oznacza udrękę, ucisk, czas wielkiego napięcia. Jednocześnie Maryja dodała: „Nie bójcie się, ponieważ ten ucisk jest potrzebny. Będzie przypominał bóle rodzenia”.
Świat ma przejść przez pewne przesilenie, bowiem Bóg chce znaleźć ludzi, w których rozbudzi pragnienie nawrócenia i przylgnięcia do Chrystusa, by oni z kolei proponowali innym pojednanie i przebaczenie – pomiędzy osobami, jak i narodami. Jeżeli znajdą się ludzie duchowo przebudzeni, wtedy świat zmieni się nie do poznania. Jeżeli tak się nie stanie, świat może stać się areną starcia potężnych mocarstw. Matka Boża miała wręcz wspomnieć o groźbie zderzenia cywilizacji rasy żółtej z rasą białą.
Cztery wskazówki
W całym tym przesłaniu Matka Boża wszystko uzależniała od tego, czy Bóg zdoła zapalić w sercach ludzi prawdziwą wiarę i zaufanie do Chrystusa. Jeśli tak się stanie, oblicze świata się odmieni. Jako Matka pojednania ludzi i Matka pojednania narodów, Maryja pozostawiła w Betanii cztery wskazania. Pierwsze brzmi: dbajcie przede wszystkim o waszą głęboką więź z Chrystusem. Niech centrum waszego życia stanie się modlitwa pełna zaufania, osobiste nawrócenie oraz życie liturgią Kościoła. Angażujcie się w to jak najgłębiej. Szukajcie adoracji Najświętszego Sakramentu i żywej relacji z Bogiem.
Drugie wskazanie dotyczy odwagi wychodzenia do innych ludzi z pragnieniem pojednania. W naszym otoczeniu jest wielu ludzi zaniedbanych, odsuniętych na bok. Często unikamy spotkania z nimi z powodu dawnych uraz, nie do końca przebaczonych krzywd czy niewyleczonych ran. To rodzi w nas niechęć, a czasem nawet wrogość względem tychże osób. Tymczasem Maryja mówi: zaczynajcie się jednać, zaczynajcie się wzajemnie szukać – przede wszystkim w waszych rodzinach. Jeśli odważycie się rozpocząć pojednanie w rodzinie, zobaczycie, że później łatwiej będzie wam pojednać się z sąsiadami i z innymi ludźmi w waszym środowisku.
W ten sposób rozpocznie się proces prawdziwego pojednania, przebaczenia i zarazem odrzucenia uprzedzeń i wzajemnych niechęci. Trzecia kwestia, o której mówiła Maryja jako Matka pojednania, dotyczy bardzo konkretnego stylu życia. Wezwała Ona ludzi do tego, by uczyli się na nowo praktycznego podejścia do codzienności. Zwracała uwagę na fakt, że wielu z nas stało się dziś w dużej mierze uzależnionymi od Internetu, zewnętrznych instytucji, państwa, firm usługowych i różnych systemów. W rezultacie godzimy się na coś, co można nazwać wyuczoną bezradnością.
Coraz częściej nie potrafimy poradzić sobie z wyzwaniami pojawiającymi się w prostych sytuacjach życiowych: nie umiemy naprawić światła, wymienić bezpieczników, opatrzyć rany, ale też zgromadzić przy sobie najważniejszych akcesoriów i narzędzi potrzebnych do życia, aby w chwili próby pomóc sobie i innym. Maryja zwracała uwagę, że Jej apel dotyczy niewielkiej części społeczeństwa, przynajmniej 10 czy 15% ludzi, którzy nauczą się takiego praktycznego życia i będą zdolni w razie potrzeby podjąć odpowiedzialność za innych.
Czwarta wskazówka dotyczy naszej postawy wewnętrznej. Maryja mówiła, że trzeba wyrabiać w sobie męstwo, odwagę i zdolność mierzenia się z własnym lękiem. Lęk sam w sobie jest czymś naturalnym, lecz problem polega na tym, że ludzie, kiedy go doświadczają, bardzo często przed nim uciekają, wycofują się, zamykają w swoim świecie i w swych bezpiecznych „bańkach”. Tymczasem trzeba nauczyć się stawać z własnym lękiem twarzą w twarz, nauczyć się go pokonywać i w ten sposób zdobywać doświadczenie odwagi i wytrwałości w przeciwnościach. Trzeba wypracować w sobie pewną odporność i hart ducha – i właśnie o tym mówiła Matka Boża w Wenezueli.
Pan Bóg czuwa nad światem
Ktoś może powiedzieć: „To są jakieś głupoty. Znowu opowiadają nam o prywatnych objawieniach, znowu proponują mistycyzm. Jakie to ma dla nas znaczenie?”. Każdy jest oczywiście wolny w swoim osądzie, podobnie jak i Matka Boża z całą swobodą ma prawo przyjmować wobec świata postawę profetyczną, podobną do tej, którą przyjmował biblijny Jan Chrzciciel, mówiący: „Ja to ujrzałem i dlatego daję świadectwo” (J 1,34). Dziś rozstrzygającą jest odpowiedź na pytania: „Co widzisz? Kto do ciebie mówi? Komu ufasz? Kto zapala w twoim sercu światło?”. Musimy ustalić, skąd bierze się w nas nadzieja i czy żyjemy jak ludzie, którzy nie pozwalają, by nadzieja ich opuściła.
Matka naszego Pana mówiła z całą otwartością do Maríi Esperanzy o nadchodzącej „trybulacji”, co w języku hiszpańskim oznacza czas wielkiego przesilenia i przemian, wstrząsów i niepokoju. Będzie on – powtórzę – przypominał „bóle rodzenia”, paroksyzm obecnego wieku. I wszystko to – jak podkreśliła Maryja Dziewica – rozpocznie się od Wenezueli. I dodała, że zapowiedzią bezpośrednią tego procesu zmian będzie publiczne, dokonane na oczach wszystkich, odebranie życia niewinnemu człowiekowi.
Pisząc ten tekst na początku czerwca, spoglądam na wyróżnienie Feniksa, który został przyznany w tym roku mojej – napisanej wspólnie z Adamem Sosnowskim – publikacji, poświęconej Charliemu Kirkowi, Amerykaninowi, który wnosił na kampusy uniwersyteckie Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie jako jedynym i powszechnym Zbawicielu wszystkich ludzi, tych bliskich, jak i oddalonych – i na jednym z tych kampusów 10 września 2025 r. został zastrzelony. Czasy wydają się niełatwe, ale i ciekawe. A najciekawszą i najbardziej krzepiącą serca jest możliwość wpatrywania się w oznaki Bożego działania w tym na pierwszy rzut oka bezbożnym i zagubionym świecie.
