Na Zachodzie można zaobserwować niezwykle interesujące zjawisko: z jednej strony trwa galopująca sekularyzacja i całe narody dokonują zbiorowej apostazji, z drugiej zaś rośnie liczba osób dorosłych, które decydują się przejść na katolicyzm, mimo że często nie miały w przeszłości nic wspólnego z Kościołem. Nierzadko ich akces do chrześcijaństwa jawi się nie jako logiczna konsekwencja wiary, lecz jako opcja kulturowa lub wybór cywilizacyjny. To ludzie, którzy stają po stronie zdrowego rozsądku na przekór szaleństwu współczesnego świata.
Pośród otaczającego ich chaosu i zamętu szukają niewzruszonego punktu, na którym mogliby się oprzeć. Taką twierdzę odnajdują w Kościele. Ich droga do Rzymu przypomina nieco wybór, którego w XIX w. dokonali wielcy myśliciele – François-René de Chateaubriand czy Joseph de Maistre, których w objęcia katolicyzmu popchnęło przerażenie destrukcyjnymi skutkami rewolucji francuskiej.
Także w XX stuleciu nie brakowało osobistości, które publicznie broniły Kościoła, ale same nie wierzyły w Boga, jak np. założyciel i przewodniczący prawicowej organizacji Action Française (Akcji Francuskiej) Charles Maurras. Podobną postawę reprezentował (do momentu swego nawrócenia niedługo przed śmiercią) Roman Dmowski: firmował ideał Polaka-katolika, lecz sam pozostawał niewierzący. Wielu innych polityków, działaczy czy publicystów również opowiadało się za religią tylko dlatego, że była ona użyteczna: zapewniała spoistość społeczną, wzmacniała moralność publiczną, budowała kapitał społeczny. Takie osoby nazwać można chrześcijanami kulturowymi.
Warto dziś sekundować ich poczynaniom, ponieważ są oni nieocenionymi sojusznikami katolików w toczonych obecnie sporach
o ochronę życia, małżeństwa, rodziny czy prawa naturalnego. Z drugiej strony nie możemy jednak ograniczać religii do udziału w wojnach kulturowych, które są przejawem znacznie głębszego kryzysu duchowego. Wiara jest bowiem osobistą relacją z Bogiem, która rzutuje na całość naszego życia i przenika wszystkie jego sfery.
Chrześcijaństwo kulturowe w skali społecznej jest na dłuższą metę nie do utrzymania, jeśli nie jest zasilane sokami żywej wiary. Bez tego więdnie i obumiera. Dlatego kluczowa okazuje się rola tych, którzy jawią się chodzącymi dowodami prawdziwości wyznawanej religii, świadcząc o niej własną postawą. Nasze czasy potrzebują świętych, którzy pociągną innych swoim przykładem. ■

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.