Miły mój
Św. Teresa /AI

Człowiek tak rzadko mówi o Jezusie w miejscach publicznych. Może z obawy, że nie zostanie zrozumiany. A może boi się śmieszności, że pozostał – mimo pędzącej wciąż do przodu cywilizacji – w mrokach ciemnogrodu. Nie chętnie rozmawiamy na forum publicznym o Jezusie. A nawet, gdy przychodzi nam pozdrowić przechodzącego kapłana, to chętniej wybieramy nieokreślone „Szczęść Boże, które okrywa pewna tajemnica. .Bo mówi wprawdzie o Bogu, ale nie wiadomo jakim. Rzadkością jest dziś pozdrowienie „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Może ogarnia nas coraz większa chrystofobia, która każe nie nadużywać tego imienia, by nie drażnić i nie niepokoić tych, którym z Chrystusem zupełnie nie po drodze.

            Tymczasem Teresa z Avila idzie dalej – znacznie dalej, gdy Chrystusa nazywa „miły mój”. W swoim poemacie zatytułowanym „Miły mój dla mnie, a ja dla Niego” wyraża swoją głęboką logikę miłości, jaką darzy Jezusa.

1. Wymagania miłości

            Moralność chrześcijańska posługuje się w swoim nauczaniu terminem ordo caritatis (porządek miłości). Zasada ta mówi, że choć w ludzkim życiu istnieje wiele miłości, to jednak każda z nich musi w całej hierarchii kochania zajmować sobie właściwe miejsce. Inaczej kochamy męża-żonę, inaczej kochamy nasze dzieci, jeszcze inaczej rodziców, a już zupełnie w inny sposób darzymy miłością dalszych członków rodziny, przyjaciół, znajomych, cały świat i nieprzyjaciół. Zawsze jednak na pierwszym miejscu winien być Jezus Chrystus: Będziesz miłował Go całym sercem duszą, mocą, umysłem… Wbrew pozorom tak pojęta miłość do Jezusa Chrystusa, porządkuje wszystkie pozostałe miłości.

„Gdym się wyzbyła tutaj wszystkiego,
Znalazłam szczęścia zdrój,
I odtąd jestem wszystka dla Niego,
A On jest wszystek mój”.

            Dla Chrystusa trzeba zatem zrobić stosowne miejsce: wyzbyć się – dokonać swego rodzaju przemeblowania. Chrystus bowiem nie może stanowić w życiu chrześcijańskim jakiegoś elementu całości życia, do którego raz po raz powracamy w rytmie niedzielnym, świątecznym, zdarzeń losowych czy okoliczności ślubno-pogrzebowych. On musi stanowić centrum, wokół którego buduje się całe życie.

            Teresa z Avila pisze te słowa mówiące o wyzbyciu się z perspektywy życia w Karmelu i podejmowanie się wszelkich – nawet najbardziej radykalnych wyrzeczeń – jest niejako wpisane w etos życia konsekrowanego. Trzeba stwierdzić jednak, że znakomita większość ludzkości żyje w małżeństwie i do ich powołania małżeńsko-rodzinnego nie należy obowiązek wyzbywania się wszystkiego: rzeczy, osób… Cóż zatem? Jak pogodzić te dwie z pozoru wykluczające się rzeczywistości?

            Miłujcie się wzajemnie, bo i Chrystus umiłował swój Kościół- Oblubienicę miłością wierną, płodną i ofiarną. Oddał za nią życie, pozostaje wierny mimo jej grzeszności i rodzi w niej nowych chrześcijan. Kościół to my i Chrystus umiłował nas – nie jako zbiorowość, ale każdego indywidualnie i za każdego oddał swoje życie. Słowa te zaczerpnięte z listu  św. Pawła do Efezjan, zostały napisane w kontekście nauczania Pawła o małżeństwie. Wzorem więc miłości małżonków jest miłość Chrystusa do Kościoła. A zatem stawiając Chrystusa w centrum naszego życia, – znajduję w Nim nieustanny punkt odniesienia; blask latarni, która swym światłem rozświetla nasz życiowy horyzont; matrycę, którą winniśmy odwzorowywać w swoim  życiu. Wyzbycie się więc w tym kontekście będzie uporządkowaniem porządku miłości i ewentualnym zrobieniem miejsca Jezusowi, by Jemu dać bezwzględne pierwszeństwo,

2. Zranienie miłością

            Na ambonie trudno usłyszeć homilię o mistycyzmie, ekstazie czy porwaniach ducha. Szkoda! Tomasz Merton, amerykański trapista, uważa, że mistycyzm jest naturalną konsekwencją wdrażania w życie chrześcijańskie zasad płynących z chrztu świętego. Chrzest jest bowiem konsekracją człowieka – jest wyłączeniem z podążania za  światem i jego zasadami oraz włączeniem w zbawcze owoce męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, Zatem człowiek musi umrzeć dla siebie i dla świata, by wraz z Jezusem powstać z martwych.

„Gdy Boski Łucznik strzałą swą zranił,
Przeszył do głębi serce me,
Ogień miłości całą mnie strawił,
Że w nim znalazłam szczęście swe.
Odczułam wówczas życia wiecznego
Upajający zdrój,
I jestem odtąd wszystka dla Niego,
A On jest wszystek mój”.

            Wspólnota karmelitańska za pozwoleniem Benedykta XIII (1726) co roku obchodzi liturgiczne wspomnienie rocznicy przebicia serca św. Teresy z Avila (30 sierpnia). Jak sama wspomina Teresa w dziele  „Księga mojego życia,” miało to miejsce w klasztorze pw. Św. Józefa w Avila, w 1560 r.: „Widziałam anioła stojącego tuż przy mnie, z lewego boku, w postaci cielesnej /…/. Nie był wysokiego wzrostu – raczej mały – a bardzo piękny. Z twarzy jego płonącej niebieskim zapałem znać było, że należy do najwyższego rzędu aniołów. Całkiem jakby w ogień przemienionych. Musiał być z rzędu tych, których nazywają cherubinami /…/. Ujrzałam w ręku tego anioła długą, złotą włócznię, a grot jej żelazny u samego końca był jakby z ognia. Tą włócznią kilka razy przebijał mi serce, zagłębiając ją aż do wnętrzności, Za każdym wyciągnięciem włóczni miałam to uczucie jakby wraz z nią wnętrzności mi wyciągał. Tak mnie pozostawił całą gorejącą wielkim zapałem miłości Bożej. Tak wielki był ból tego przebicia, że wyrywał mi z piersi te jęki, o których wyżej wspomniałam, ale taką zarazem przewyższający wszelki wyraz słodycz sprawia mi to niewypowiedziane męczeństwo, że najmniejszego nie czuję w sobie pragnienia, by ono się skończyło i w niczym innym dusza moja nie znajduje zadowolenia, tylko w samym Bogu. Nie jest to ból cielesny, ale duchowy. Chociaż i ciało niejaki – owszem, nawet znaczny – ma w nim udział. Taka mu towarzyszy słodka między Bogiem a duszą wymiana oznak miłości, że opisać jej nie zdołam. Tylko Boga proszę, aby w dobroci swojej dał zakosztować jej każdemu kto by mnie nie wierzył” (Księga mojego życia, rozdz. 29, 13). Cóż więcej tu dodać? Całość bowiem doświadczenia Teresy wymyka się ludzkiemu rozumowaniu.

            Istnieją jednak zranienia miłością, które zdają się być bardziej powszechne i nie zależą od interwencji Boga – choć dotykają również ciała i ducha. Miłość bowiem potrafi przemienić człowieka i przestawić jego życie na nowe tory. Człowiek darzący szczerą miłością drugą osobę – jak mówi obiegowe porzekadło – nie je, nie pije, a chodzi i żyje. Usycha z miłości i gotów jest na wszystko, by dowieść swej miłości. Sama miłość staje się siłą napędową jego ciała i duszy. W ogniu tej miłości, który płonie w jego wnętrzu zdolny jest do najwspanialszych wyczynów i ofiar. W tym zatem kontekście możemy mówić także o miłości względem osoby Jezusa Chrystusa, która – choć pozbawiona jest spektakularnych widzeń  – rani równie dotkliwie człowieka, wzbudzając w nim tęsknotę za Umiłowanym, pobudzając go do składania siebie w całopalnej ofierze. Trzeba więc – jak się wydaje – mówić i wskazywać na ten rodzaj miłości, który jest dostępny wszystkim ochrzczonym, którzy pragną ze swego życia chrześcijańskiego uczynić drogę wiodącą ku wytęsknionemu spotkaniu z Jezusem.

3. Dążenie miłości

            Miłość jest wciąż narastającą siłą, która dąży do coraz pełniejszego zjednoczenia z osobą umiłowaną. Człowiek zraniony miłością składa w ofierze wszystko, by osiągnąć ten wymiar communio, w którym będzie mógł powiedzieć: jestem cały (cała)  dla niego (niej), a on (ona) jest cały (cała) mój (moja).

„Zranił mnie strzałą rozpłomienioną
I owiał żaru tchem,
Że się uczułam w jedno złączona
Z Bogiem i Stwórcą swym;
I już nie żądam szczęścia innego
Nad tej miłości zdrój,
I jestem odtąd wszystka dla Niego,
A On jest wszystek mój”.

            Zjednoczenie – choć osoby wciąż pozostają dwojgiem – dokonuje się przede wszystkim na poziomie woli i umysłu. Jak bowiem Boskie Osoby Trójcy Świętej znamionuje jedność mocy i działania, tak człowiek wchodzący w zażyłą relację z Bogiem niejako odwzorowuje w sobie część tych relacji wewnątrztrynitarnych. Jak wyjaśniała św. Teresa od Dzieciątka Jezus: Bóg przychodzi do człowieka w rzeczywistości Trójosobowej. A zatem jedność z Bogiem znamionuje jedność na poziomie umysłu: całkowita zgodność z zamysłem Boga względem porządku świata i miejsca człowieka. Coraz bowiem częściej zdarzają się reformatorzy zamysłu Boga, którzy za wszelką cenę usiłują poprawiać „nieudolność” Bożego stworzenia lub szukają usprawiedliwienia dla własnych słabości w obarczaniu odpowiedzialnością Boga. Człowiek coraz częściej nie potrafi – a może bardziej nie chce – przyjąć Bożego zamysłu i usiłuje go zmieniać lub przynajmniej złagodzić, by dopasować go do swoich możliwości czy też bardziej może wymagań.

            Zjednoczenie to jedność woli: w pismach św. Maksymiliana Kolbego można napotkać banalne w swej prostocie równanie w=W. Człowiek podporządkowuje swoją ludzką wolę (w), a tym samym swoje działania woli Boga (W). Jak podkreśla Święty z Pabianic: człowiek na ogół nie od razu rozumie zamysł Bożej woli względem siebie. Jednak z całą ufnością podąża za Bożym wezwaniem, jak za głosem najlepszego Ojca. Dopiero z perspektywy czasu tajemnica Bożego planu stopniowo zostaje przed nim odsłaniana aż do pełni jej zrozumienia. To, co na początku wydawało się być niedorzecznością, na końcu okazuje się roztropnością i Bożą mądrością. Te dwie rzeczywistości – rozum i wola – wyznaczają właściwy kierunek podążania i są znakami komunii miłości z Bogiem.

            Człowiek w zjednoczeniu z Bogiem – w doświadczaniu Jego miłości już tu na ziemi doznaje niebywałego szczęścia jako pewnego rodzaju zapowiedzi tego, co stanie się jego udziałem, gdy zazna pełni szczęśliwości w życiu wiecznym.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Lipiec- Sierpień 7-8 (830-831) 2025

Spis treści

Temat numeru
„Cud nad Wisłą” – wielki dar Niepokalanej
Nie ma już bezpiecznego miejsca      

Biografia Niepokalanej
Gabriel, Maryja i Duch Święty

Historia
Idę do Anny – Ona pomoże!
Ojciec Maksymilian – droga cierpienia i ofiary

Katolicki Punkt Widzenia
Co katolik powinien wiedzieć o islamie

Świadectwo
Moja podróż z powrotem do Kościoła katolickiego

 Publicystyka
Aborcja na Felusiu – przykład stosowania prawa czy jego obejścia?

Felieton
Pasja Maryi
„Solidarność”   

Życie, małżeństwo i rodzina
Wrażliwi, uważni, pogubieni. Kim naprawdę są dzisiejsi nastolatkowie?     
Adorowanie Pana Jezusa przemienia małżonków     

Rycerstwo Niepokalanej
Odkrywanie woli Niepokalanej

Z życia Kościoła
Wiadomości z Polski i ze świata      

Z życia Niepokalanowa
Z życia Niepokalanowa    

Nauczanie Kościoła świętego
Komentarz do Ewangelii na lipiec – sierpień         
Kościół o Niepokalanej    
Ojciec Maksymilian o Niepokalanej
Święty na lipiec-sierpień
Kompendium Katechizmu Kościoła
Refleksja duchowa        
Odpowiedzi na pytania teologiczne

Podziękowania
Listy od Czytelników            

Styczeń 1 (824) 2025

Lipiec- Sierpień 7-8 (830-831) 2025

Spis treści

Temat numeru
„Cud nad Wisłą” – wielki dar Niepokalanej
Nie ma już bezpiecznego miejsca      

Biografia Niepokalanej
Gabriel, Maryja i Duch Święty

Historia
Idę do Anny – Ona pomoże!
Ojciec Maksymilian – droga cierpienia i ofiary

Katolicki Punkt Widzenia
Co katolik powinien wiedzieć o islamie

Świadectwo
Moja podróż z powrotem do Kościoła katolickiego

 Publicystyka
Aborcja na Felusiu – przykład stosowania prawa czy jego obejścia?

Felieton
Pasja Maryi
„Solidarność”   

Życie, małżeństwo i rodzina
Wrażliwi, uważni, pogubieni. Kim naprawdę są dzisiejsi nastolatkowie?     
Adorowanie Pana Jezusa przemienia małżonków     

Rycerstwo Niepokalanej
Odkrywanie woli Niepokalanej

Z życia Kościoła
Wiadomości z Polski i ze świata      

Z życia Niepokalanowa
Z życia Niepokalanowa    

Nauczanie Kościoła świętego
Komentarz do Ewangelii na lipiec – sierpień         
Kościół o Niepokalanej    
Ojciec Maksymilian o Niepokalanej
Święty na lipiec-sierpień
Kompendium Katechizmu Kościoła
Refleksja duchowa        
Odpowiedzi na pytania teologiczne

Podziękowania
Listy od Czytelników            

Styczeń 1 (824) 2025