Kaplica Wieczystej Adoracji w Sokółce/ fot. depositphotos

„Jezusa ukrytego mam w Sakramencie czcić.
Wszystko oddać dla Niego, Jego miłością żyć! (…) On wie, co udręczenie, On zna, co smutku łzy. Powiem Mu swe cierpienie, że serce z bólu drży”.

Zanim doświadczyłam łaski uwolnienia, przeszłam wieloletnią udrękę wspomnień – wydarzeń zbyt trudnych do udźwignięcia przez małe dziecko, z których
nie sposób zwierzyć się komukolwiek.
Jednym z pierwszych zranień, których mi nie szczędzono od narodzin, było fotografowanie mnie w bardzo nieprzyzwoity sposób oraz zły dotyk, bez troski o skromność i godność dziecka. Po latach, gdy stałam się zdolna do oceny tych czynów, wspomnienia, które mi pozostały, i myśli o osobach, które to czyniły
i widziały: rodzicach, wujkach, obcych, wywoływały we mnie tłumiony odruch wstrętu, goryczy, wstyd, smutek i żal, że niewinne dziecko stało się przedmiotem uciechy tych, którzy powinni je chronić.
Ponadto w pierwszych latach życia znalazłam najobrzydliwsze pisma pornograficzne. Skażenie mojej dziecięcej wrażliwości takimi obrazami mogło zdeterminować mnie, niejako dać prawo i popchnąć do nieskromnych myśli i bezrefleksyjnych zachowań w okresie dojrzewania i w młodości. Skoro jako dziecko widziałam taki przykład u dorosłych, i to naj-
bliższych, i u rówieśników, to cóż mogło powstrzymać mnie od naśladowania?
Przyzwolenie wywołało działanie. A pamięć to nie próżnia: co się w niej zasiało, to i wykiełkowało – w postaci brudnych obrazów, powracających latami jako niechciane ataki wspomnień (z niepokojem myślę o dzieciach, którym współcześnie funduje się edukację/deprawację seksualną w książce, Internecie, wydarzeniach tzw. artystycznych – wmawiając im, że obrazy zachowań seksualnych są emocjonalnie neutralne i nieszkodliwe, a wręcz konieczne dla szczęścia i rozwoju! …bez konsekwencji dla wrażliwości młodego człowieka).

Cud mojego uzdrowienia w Sokółce

Wiedziałam, że potrzebuję uwolnienia. Przebaczyłam. Modliłam się. Zapragnęłam, by Chrystus okazał mi taką łaskę w szczególnym miejscu, za które uważałam sanktuarium w Sokółce – to właśnie tam chciałam wyjawić Panu zbyt długo skrywany ból. W maleńkiej, cichej kaplicy pięknego sokólskiego kościoła. Bez świadków – gdyż i mój ukrywany ból
nie miał świadków.
Tak długo, kilkadziesiąt lat, przechowywałam w pamięci dręczące mnie obrazy i choć modliłam się o uwolnienie, one powracały nagle, niczym błyskawica. Jednak za łaską Bożą ten ból przemieniłam w okazję do złożenia ofiary: za każdym razem, gdy nagle pojawiał się obraz dziecka wykorzystywanego seksualnie, ofiarowywałam ten atak za cierpiące w różnych częściach świata niekochane, bezradne, bezbronne dzieci, które odzierane są w tym momencie z ich godności w domach rodzinnych, ośrodkach opiekuńczych, lokalach przestępstw seksualnych, za ofiary porwań i handlu ludźmi – ofiary niezaspokojonych dorosłych …którzy zapewne też kiedyś zostali zbrukani i zgorszeni.
„Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!” (Łk 17,1-2).
I kiedy modląc się w Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Sokółce, oddawałam Panu Jezusowi te natarczywe obrazy pornografii dziecięcej, głęboko wierzyłam, że On jako jedyny ma moc coś z tym zrobić. Adorowałam tę Cząstkę Ciała Pańskiego, umieszczoną w jednostronnie przeszklonym kustodium, widoczną na białym korporale
w kształcie kwadratu. Maleńką Cząstkę na tle haftowanego czerwoną nicią krzyżyka.
Mojego Jezusa Ukrzyżowanego…
I naprawdę przyszło ukojenie, całkowite uwolnienie. Stało się ze mną tak, jak z tą kobietą z Ewangelii cierpiącą na krwotok od 12 lat: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”, której Pan Jezus, widząc ją, rzekł: „«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocali­ła». I od tej chwili kobieta była zdrowa” (Mt 9,21-22).
Uwierzyłam w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, w konsekrowanej Hostii.
Myślę o Panu Jezusie przetrzymywanym w Ciemnicy nocą z Czwartku Ostatniej Wie-cze­rzy na Piątek Męki i Śmierci. O Jego cierpieniach ukrytych, które spowija welon tajemnicy. Może niektóre z nich były zbyt wstydliwe, by napisać o nich w Ewangeliach? Jak cierpienia dziecka, które wstydzi się zwierzyć komukolwiek, bo nawet nie wie, jakich użyć słów, by opisać toksyczne obrazy, których nie rozumie, bo jest zbyt ciche, niewinne i przerażone – więc milczy i przechowuje wszystkie te sprawy w pamięci.
Pozwoliłeś, Panie, by obnażono Cię z szat, aby mieć udział w ludzkim bólu i by nikt nie mógł powiedzieć, że nie zrozumiesz, czym jest takie cierpienie – a Ty dobrze to wiesz, gdyż przez to przeszedłeś.
W Twoich Ranach jest moje zdrowie. Wierzę, Panie, że jesteś chlebem życia, i że kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (J 6,48-51). Gdyby było inaczej, to powiedziałbyś nam
o tym. Obyś, Panie Jezu, nie musiał czynić nowych cudów eucharystycznych w naszej Ojczyźnie, by przypomnieć ludziom o Twojej realnej obecności w konsekrowanych Hostiach. Za ten cud uwolnienia uczyniony dla mnie bardzo Ci dziękuję.

Ocalona przez wiarę ■

Zostaw komentarz