Potężna broń paciorków różańca

Potężna broń paciorków różańca

Potężna broń paciorków różańca

Różaniec to potężna broń przeciwko złu. Na przestrzeni wieków wiele razy ratował on pojedyncze osoby, narody, a także całą Europę i świat.
Na konkretnych przykładach jasno widać jego dobroczynne skutki.

„Znam Żyda, który podczas I wojny światowej był w okopie na froncie zachodnim z czterema austriackimi żołnierzami. Ze wszystkich stron wybuchały pociski. Nagle jeden pocisk zabił jego czterech towarzyszy. Wziął z rąk jednego z nich paciorki i zaczął odmawiać Różaniec. Znał go na pamięć, gdyż bardzo często słyszał, jak odmawiali go inni. Pod koniec pierwszej dziesiątki poczuł wewnętrzne ostrzeżenie, żeby opuścić okop. Przeczołgał się w błocie na sporą odległość i wskoczył do innego. W tym momencie pocisk uderzył w pierwszy okop, w którym przed chwilą leżał. Dokładnie to samo doświadczenie przeżył jeszcze cztery razy; cztery dalsze ostrzeżenia i cztery razy jego życie zostało uratowane! Wówczas obiecał oddać życie za naszego Pana i Jego Najświętszą Matkę, jeśli tylko uda mu się uratować. Po wojnie spadły na niego dalsze cierpienia; jego rodzina została spalona przez Hitlera, ale dotrzymał swojej obietnicy. Ostatnio go ochrzciłem – wdzięczny żołnierz przygotowuje się obecnie do nauki w seminarium duchownym”.
Tymi słowami Sługa Boży abp Fulton J. Sheen opisywał moc modlitwy różańcowej i znaczenie, jakie ma odmawianie jej na przedmiocie do tego przeznaczonym. Gdyby jeden z poległych żołnierzy nie miał przy sobie różańca, jego kolega – Żyd nie miałby na czym odmawiać modlitwy, która cztery razy uratowała mu życie i w końcu doprowadziła do nawrócenia. Modlitwa różańcowa w sposób szczególny angażuje zarówno sferę duchową, jak i fizyczną człowieka i odmawianie jej właśnie na różańcu ma swoje znaczenie. Jak zauważał abp Fulton J. Sheen: „Paciorki różańca są pasem startowym dla modlitwy – to cielesny start, by osiągnąć duchową wysokość. Sam rytm i słodka monotonia wywołują cielesny spokój i ciszę, wytwarzają afektywne przylgnięcie do Boga”.

Broń silniejsza od rycerstwa i trybunałów

Różaniec odmawiany indywidualnie, jak widać na przytoczonym przykładzie, przynosi wielkie Boże łaski w życiu konkretnych osób. Historia niejednokrotnie poświadczyła również to, że Różaniec odmawiany we wspólnocie przynosi równie dobroczynne skutki w wymiarze społecznym – oddala zło i wprowadza pokój.
Początki modlitwy różańcowej w postaci, którą znamy dzisiaj, wiążą się tradycyjnie z życiem i dziełem św. Dominika – założyciela Zakonu Kaznodziejskiego (dominikanie), który obok św. Franciszka z Asyżu był filarem wielkiej odnowy Kościoła w XIII w. Odnowy, która dzięki temu, że nie polegała na dostosowywaniu się do świata, ale na przylgnięciu do Pana, na wcielaniu w życie Jego przykazań i rad, pozwoliła na odzyskanie przez Kościół duchowego wigoru. Ten zaś był pilnie potrzebny w obliczu zagrożeń duchowych, a w dalszej konsekwencji również społecznych, zagrażających średniowiecznej christianitas.
Jednym z najpoważniejszych zagrożeń tego typu była herezja albigensów (katarów), której głównym ośrodkiem na przełomie XII i XIII w. stało się południe Francji (Prowansja i Langwedocja). Trudno nazywać ją herezją chrześcijańską, ponieważ wywodziła się ona z powstałego w Persji manicheizmu, wyznającego istnienie dwóch bóstw. Bóg istniejący w świecie ducha był „Bogiem dobrym”. Natomiast cały świat materialny był według katarów, powtarzających nauki manichejczyków, domeną „złego Boga”.
Albigensi (nazywani w ten sposób od miasta Albi, jednego z ich głównych ośrodków w Langwedocji) odrzucali więc wiarę we Wcielenie Odwiecznego Słowa Bożego. Z ich punktu widzenia czymś nie do przyjęcia było dopuszczenie do siebie myśli, że ciało ludzkie zostało w ten sposób uświęcone przez samego Stwórcę. Zwolennicy tej herezji odrzucali również prawdę o zmartwychwstaniu, bo przecież z ich punktu widzenia czymś niedopuszczalnym była wiara w życie wieczne całego człowieka, a więc jego duszy i jego ciała. Ciało jako dzieło „złego Boga” należało więc wyniszczać. Albigensi czynili to na dwa sposoby: albo przez surową ascezę (przeznaczoną tylko dla „doskonałych”), albo przez rozwiązłość; skoro ciało jest czymś złym, dbałość o nie z pewnością nie jest oznaką posłuszeństwa prawu Bożemu i nie jest wyrazem dbania o własną godność.
Herezja katarów miała również doniosłe konsekwencje społeczne. Jeśli bowiem świat materialny jest domeną „złego Boga”, to i rzeczywistość społeczna (państwowa) nie jest emanacją Bożego ładu – jak uczył Kościół; ładu domagającego się na przykład dotrzymywania składanych przysiąg, a przecież na łańcuchu w ten sposób zawieranych zobowiązań (przysięga lenna) opierało się społeczeństwo średniowieczne.

Lekarstwo na błędy i herezje

Wysyłani przez Kościół na południe Francji misjonarze, którzy mieli nawracać katarów (w większości odpadłych od wiary katolików), byli przeganiani. Niektórych zabijano. W tej sytuacji papież Innocenty III ogłosił krucjatę przeciw albigensom (1209–1229). Zaczęły działać trybunały inkwizycyjne. Jednak najskuteczniejsze remedium na herezję katarów zaczął stosować św. Dominik, który swoje kaznodziejskie wysiłki kierował właśnie na Langwedocję i Prowansję. To remedium podarowała mu Matka Boża, która w 1214 r., objawiając się św. Dominikowi, objawiła mu również Różaniec.
Istniejące w modlitwie różańcowej połączenie sfery duchowej i cielesnej było opatrznościowym znakiem skierowanym najpierw do tego miejsca na mapie chrześcijańskiej Europy, w którym szczególnie mocno negowano związek istniejący między tymi dwiema sferami. Rozważania w tajemnicach Różańca historii Zbawienia osadzonej w historii i świecie materialnym – od Wcielenia Syna Bożego po Jego Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie, było modlitewnym odparciem heretyckiej nauki i jednocześnie stałą katechezą i umocnieniem dla tych, którzy pozostali w Kościele.
Ta praca w sferze ducha zapoczątkowana w XIII w. przez Różaniec wymyka się podręcznikowym ujęciom, które dokumentują kolejne bitwy krzyżowców czy rozprawy przed trybunałami inkwizycji. Jednak najważniejsze były te zwycięstwa duchowe i stałe formowanie trybunału ludzkiego sumienia przez ukryty, ale niezwykle skuteczny strumień łaski, idący do ludzkich serc poprzez Różaniec.

Rewolucja protestancka i islam

Po raz kolejny modlitwa różańcowa przy­szła na ratunek chrześcijańskiej Europie
w XVI stuleciu. Z naszej historii pamiętamy ten wiek jako „złoty wiek” monarchii jagiellońskiej. Jednak jest to również stulecie, w którym dwie fale uderzają w Kościół i cywilizację, która przy nim wyrosła. Z jednej strony jest to kryzys wywołany „rewolucją reformacji” (bł. kard. Stefan Wyszyński), z drugiej – kolejna faza zbrojnej ekspansji
islamu w głąb Europy (osmańska Turcja).
W 1529 r. po raz pierwszy wojska tureckie oblegały Wiedeń, co było bezpośrednią konsekwencją zniszczenia trzy lata wcześniej przez Osmanów istniejącego od ponad pół tysiąca lat Królestwa Węgier, które od czasu upadku Konstantynopola (1453) pełniło rolę „przedmurza chrześcijaństwa”.
Marcin Luter i inni protestanccy „reformatorzy” Kościoła uważali, że kolejne zwycięstwa Turków są „słuszną karą Bożą na papistów”. Myśl o wspólnej obronie chrześcijaństwa przed militarną agresją islamu była w tych kręgach obca. O obronie myślał papieski Rzym. Stolica Apostolska, czując odpowiedzialność za całe chrześcijaństwo (również w rozumieniu cywilizacji chrześcijańskiej), miała świadomość, że ofensywa islamu idzie w dwóch kierunkach: na Europę Środkową i na południu, w basenie Morza Śródziemnego. Tureckie zagony pustoszyły południe Italii, a muzułmańskie floty (od wschodu Turcy, od zachodu Berberowie) groziły, że chrześcijańska Europa zostanie wzięta w kleszcze.
Sytuację zmieniła bitwa morska pod Lepanto, stoczona 7 października 1571 r., w któ-
rej połączone floty hiszpańska i wenecka rozbiły wielką flotę turecką. Dzisiaj dzień
7 października wspominamy jako święto Matki Bożej Różańcowej. Święto to ustanowił papież św. Pius V. Odegrał on decydującą rolę w utworzeniu koalicji państw chrześcijańskich (Liga Święta), dysponujących największymi flotami (Hiszpania, Wenecja), i to on przed decydującym starciem zarządził w całym Rzymie modlitwę różańcową w intencji zwycięstwa nad Turkami.
Według żywotów tego świętego papieża, jeszcze zanim dotarła wieść o wiktorii pod Lepanto, św. Pius V wiedział o niej już w dniu 7 października 1571 r. Następca św. Piotra, ustanawiając święto Matki Bożej Różańcowej, nie miał wątpliwości, komu świat chrześcijański zawdzięczał zwycięstwo, które na trwale usunęło jedno z muzułmańskich „kleszczy” zagrażających Europie.

„z woli Allaha będziecie wyrżnięci”

A to, co oznaczałoby zwycięstwo islamu, najlepiej ilustrują słowa, które w 1683 r. podczas drugiego oblężenia Wiednia przez wojska tureckie skierował do mieszkańców stolicy Austrii wielki wezyr Kara Mustafa: „Jeżeli staniecie się muzułmanami, będziecie ocaleni. (…) Natomiast jeśli będziecie się sprzeciwiać i stawiać opór, wówczas z łaski Allaha Najwyższego zamek Wiedeń zostanie przemożną potęgą padyszacha zdobyty i opanowany, a wtedy ani jednej osoby nie oszczędzi się i nie pożałuje, lecz gwoli Allaha Najwyższego, który stworzył ziemię i niebiosa, a żadnych wspólników nie ma – wy sami będziecie wyrżnięci, mienie wasze i zapasy żywności będą złupione, zaś wasze dzieci pójdą w jasyr”.
12 września 1683 r. wojska chrześcijańskie dowodzone przez króla Polski Jana III Sobieskiego i z walnym udziałem wojsk polskich odniosły pod Wiedniem świetne zwycięstwo nad wojskami Kara Mustafy. Z pewnością wielu zwycięzców spod Wiednia, podobnie jak wielu zwycięzców w dwóch bitwach pod Chocimiem (1621, 1673), regularnie odmawiało Różaniec. Nieprzypadkowo papież Innocenty XI ustanowił dzień 12 września świętem Najświętszego Imienia Maryi. Również i ten Następca św. Piotra wiedział, komu chrześcijanie zawdzięczali ratunek przed zapowiadaną zagładą.

Ratunek przed laicyzmem i komunizmem

Po raz kolejny Maryja wskazała na Różaniec jako na ratunek dla świata w czasie I wojny światowej, która nie tylko była najkrwawszą (aż do wybuchu II wojny światowej) hekatombą w historii, ale i przyniosła z sobą pierwsze w XX w. ludobójstwo (eksterminacja Ormian i innych chrześcijan w Turcji od 1915 r.) i powstanie pierwszego w historii totalitarnego państwa (Rosja bolszewicka od 1917 r.).
Matka Boża, objawiając się w Fatimie od maja do października 1917 r., wzywała do modlitwy różańcowej. W Portugalii był to wówczas czyn zakazany prawem przez
ustanowioną w tym kraju w 1910 r. laicką republikę o masońskich korzeniach. Publiczne odmawianie Różańca jako „ostentacyjne religianctwo” było penalizowane, a jednak tysiące Portugalczyków słuchało bardziej Boga niż ludzi. Społeczne odmawianie Różańca należy z pewnością zaliczyć do czynników, które w decydujący sposób przyczyniły się do pokojowego upadku po kilku latach rządów wojującego laicyzmu w Portugalii.
Należy przypomnieć, że zgodnie z orzeczeniami magisterialnymi kolejnych dwudziestowiecznych papieży laicyzm był uważany za przygotowanie gruntu pod ekspansję komunizmu (por. encyklikę Piusa XII Divini Redemptoris. O bezbożnym komunizmie z 1937 r. i encyklikę Piusa XII Summi pontificatus z 1939 r.). Do ekspansji komunizmu walnie przyczyniła się również II wojna światowa, rozpoczęta spiskiem przeciw pokojowi dwóch totalitarnych mocarstw: Niemiec hitlerowskich i Związku Sowieckiego. W 1945 r. Armia Czerwona stacjonowała nie tylko w Berlinie, ale i w Wiedniu.

Cud oswobodzenia Austrii

Austria, podobnie jak Niemcy, została w 1945 r. podzielona przez aliantów na sektory. Swój sektor otrzymali Sowieci, a w jego obrębie leżał Wiedeń. Jednak po 10 latach wydarzyła się rzecz niebywała. Na mocy tzw. traktatu państwowego z 1955 r. Moskwa wycofała swoje wojska z Austrii (podobnie jak inni alianci), która oficjalnie stała się krajem neutralnym. Nie zdarzało się nigdy, by Armia Czerwona bez walki wycofywała się z zajętego terytorium. A jednak tym razem tak się stało.
Militarnego starcia nie było. Walka jednak trwała. Angażowała setki tysięcy ludzi, a bronią, która po raz kolejny pokazała swoją moc, były paciorki różańca. W latach 1947-
-1955 co najmniej 700 tys. Austriaków podjęło zobowiązanie do uczestnictwa w Różańcowej Krucjacie Przebłagalnej, zainicjowanej przez franciszkanina, o. Petrusa Pavlicka. Czerpał on inspirację z orędzia fatimskiego, a modląc się 2 lutego 1947 r. w największym austriackim sanktuarium maryjnym w Mariazell, usłyszał od Matki Bożej słowa: „Uczyń to, co ci mówię, a nastanie pokój”. Zakonnik odczytał te słowa jako wezwanie do zorganizowania publicznej modlitwy różańcowej w intencji opuszczenia Austrii przez wojska sowieckie, ale również nawrócenia grzeszników i odparcia „błędów szerzonych przez Rosję” (o czym mówiła Matka Boża do dzieci w Fatimie). Komunizm w Austrii cieszył się wielkimi wpływami jeszcze przed wejściem Sowietów.
Od 1947 do 1955 r. publiczne modlitwy różańcowe odbywały się 13. dnia każdego miesiąca. W Wiedniu inauguracja Krucjaty Różańcowej odbyła się w dniu 12 września 1947 r. – w święto Najświętszego Imienia Maryi i wspomnienie wiedeńskiej wiktorii. Różaniec odmawiały setki tysięcy „zwykłych” Austriaków i ci, którzy sprawowali władzę – kanclerz Julius Raab i minister spraw zagranicznych Leopold Figl. Ten ostatni tuż przed inauguracją Krucjaty Różańcowej miał powiedzieć do o. Pavlicka: „Nawet jeśli będzie nas tylko dwóch, przyjdę. Mój kraj tego potrzebuje”.
Traktat państwowy przewidujący wycofanie wojsk sowieckich z Austrii został podpisany 15 maja 1955 r. Dwa dni wcześniej, 13 maja, Moskwa ogłosiła, że planuje wycofać swoje wojska z Wiednia. U Pana Boga nie ma przypadków. ■

Zostaw komentarz