Kiedy patrzymy na wydarzenia, które miały miejsce w Akita, nie sposób ich zrozumieć bez wcześniejszego przyjrzenia się bardzo cichemu tłu, w którym się rozgrywały. Nie była to sceneria wielkiego sanktuarium. Odbywały się one bez obecności tłumów, licznych pielgrzymek i religijnego entuzjazmu. Wszystko zaczęło się dziać w miejscu ukrytym, w niewielkim klasztorze położonym na uboczu, w Yuzawadai, niedaleko miasta Akita. Żyją tam Siostry Służebnice Eucharystii. Ich życie nie polega na zewnętrznej aktywności, ale na czymś znacznie głębszym: adoracji, wynagrodzeniu i ofierze. To jest klasztor, w którym wiele rzeczy dokonuje się w „ukryciu”: modlitwa za świat, cierpienie przeżywane w ciszy, oddawanie życia za innych bez rozgłosu.
W tym właśnie miejscu mieszka siostra Agnès Katsuko Sasagawa. Nie jest osobą, która mogłaby przyciągać uwagę innych swoją charyzmą. Wręcz przeciwnie. Jest krucha, doświadczona przez chorobę, a nawet w pewnym momencie całkowicie traci słuch. W ten sposób wchodzi w świat, który jest nieosiągalny dla zdrowego człowieka. To świat całkowitej ciszy, której w żaden sposób nie da się przerwać nawet najbardziej wysublimowanym dźwiękiem, rozmową, czy śpiewem. Jednak jej głuchota nie jest tylko fizycznym ograniczeniem, ale staje się także doświadczeniem duchowym. Chociaż izoluje, zamyka i pogłębia samotność, to jednak w tej właśnie ciszy zaczynają się dziać najpiękniejsze rzeczy. To ważne, aby te słowa zostały mocno podkreślone, że objawienia w Akicie nie rodzą się w hałasie tego świata, ale w całkowitej ciszy, która dla wielu z nas byłaby nie do zniesienia. Dlatego właśnie kontekst objawień Matki Bożej w Akicie jest tak wymowny, bo to nie jest miejsce spektaklu, przestrzeni religijnej sensacji, ale miejsce ciszy i duchowej głębi. Właśnie tam, gdzie człowiek zostaje ogołocony z siły, ze zdrowia, z pewności siebie, zaczyna wydarzać się coś, co nosi znamiona działania Boga.
Przyjrzyjmy się zatem tym objawieniom i prześledźmy ich drogę.
1. Pierwsze zjawiska nadprzyrodzone (czerwiec–lipiec 1973)
To, co zaczęło się dziać w klasztorze w Akita latem 1973 roku nie przyszło nagle, jak jakiś cudowny i spektakularny znak, który od razu wszystko wyjaśnia. Przeciwnie. Wszystko zaczyna się wydarzać bardzo cicho, niemal niepozornie, jakby Bóg nie chciał nikogo wystraszyć, ale raczej stopniowo wprowadzać w coś zupełnie głębszego. Siostra Agnès Katsuko Sasagawa tego pamiętnego dnia przebywa w kaplicy klasztornej, w miejscu, które dla niej jest centrum życia, przed tabernakulum, zatopiona w modlitwie. I właśnie wtedy zaczyna widzieć coś, co trudno pomylić z wyobraźnią.
- Tajemnicze światło w kaplicy
Z tabernakulum zaczyna wychodzić światło. Nie jest to tylko zwykłe światło, jakie można zobaczyć na co dzień w kaplicy, odbicie słońca, które wpada przez szybę czy złudzenie wzroku. To światło ma w sobie jakąś przedziwną głębię, intensywność, która mocno przyciąga i jednocześnie budzi zdumienie. Nie jest to również jednorazowe doświadczenie. Ono powraca. Powtarza się.
Spróbujmy w takiej chwili odnaleźć się w przeżyciach tej kobiety. Przecież ona nie słyszy, a nagle doświadcza światła, które nie tylko widzi, ale które jakby ja przenika. To nie jest doświadczenie, które łatwo przyjąć i od razu zrozumieć. Światło nie daje też natychmiastowego pocieszenia, ale rodzi zestaw kłębiących się w głowie pytań, a może nawet niepokój. Jak to jest, że w tak zwyczajnym miejscu, jak kaplica klasztorna, zaczyna nagle dziać się coś niezwyczajnego. Zamiast wewnętrznej pewności w takiej chwili człowiek nawet nie wie, czy ma się cieszyć, czy może raczej lękać.
- Rana na dłoni
Wtedy wydarza się coś jeszcze bardziej konkretnego, a nawet bolesnego. Otóż, na dłoniach siostry pojawia się rana. Nie taka, jak po oparzeniu czy skaleczeniu. Jest to rana, która ma kształt krzyża. To rana, która boli i nie znika od razu. Co więcej, ta rana nie jest przypadkowa. Nie jest też znakiem choroby. To rana, która wpisuje się w logikę krzyża. Siostra Agnès ma dziwne wewnętrznie uczucie, że właśnie jej ciało zostało dziwnie wciągnięte w coś większego, w rzeczywistość, która całkowicie ją przekracza.
- Zjawisko u figury Maryi
W tym samym czasie dzieje się kolejna niezwykła rzecz, która jeszcze bardziej pogłębia tę tajemnicę. Otóż, w kaplicy znajduje się drewniana figura Matki Bożej. Prosta, zwyczajna, na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniająca. I nagle na jej dłoni pojawia się dosłownie taka sama rana w formie krzyża i w tym samym miejscu, jak u siostry. Ten moment jest bardzo ważny, ponieważ odsłania pewną głęboką więź. Nie chodzi już tylko o niezwykłe zjawiska, ale chodzi tu o relację między cierpiącym człowiekiem a Maryją. Rana na dłoni figury nie jest tylko powtórzeniem znaku. Ona mówi coś dużo więcej, że to cierpienie nie jest samotne, ponieważ ktoś w nim jeszcze uczestniczy.
Wszystkie te wydarzenia, znaki dzieją się zanim padną jakieś słowa objawienia. Można z tego wyciągnąć wniosek, że Bóg zanim coś powie, najpierw delikatnie pokazuje Siebie. Inaczej mówiąc, Bóg najpierw wprowadza człowieka w doświadczenie swojej obecności, przygotowując go w ten sposób do tego, co ma wydarzyć się później. Światło, rana, znak na figurze to nie są odrębne znaki, niczym ze sobą nie powiązane. One układają się w jedną i spójną całość. Delikatnie otwierają drzwi do rzeczywistości, w której wszystko będzie już mówiło o krzyżu, cierpieniu i miłości, która nie cofa się przed niczym.
