Co roku w sierpniu biskupi kierują apel o zachowanie abstynencji i o aktywne włączenie się w troskę o trzeźwość naszego Narodu. Całkowita trzeźwość męża oraz żony to warunek wiernego wypełniania przez nich przysięgi małżeńskiej. To także warunek wychowania dzieci w wolności od wszelkich uzależnień. Każdy człowiek jest zdolny do postępowania w sposób rozumny i wolny, czyli trzeźwy.
Człowiek wierzący w Boga ma dodatkową motywację i wsparcie, gdy chodzi o formowanie w sobie cnoty trzeźwości. Wiara chrześcijańska to bowiem sztuka życia w miłości i wolności dzieci Bożych. Kto trwa w komunii z Bogiem, ten zachowuje trzeźwość w każdej sferze człowieczeństwa, począwszy od trzeźwego myślenia. Niektórzy używają umysłu w pijany sposób, zanim jeszcze sięgną po pierwsze piwo. Jezus ostrzegał przed skutkami nietrzeźwego myślenia: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczyma nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się” (Mt 13,14-15).
Człowiek trzeźwo myślący rozumie, że Jezus ma rację wtedy, gdy mówi: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia” (Mt 7,13-14). Nietrzeźwo myśli człowiek, który chciałby panować nad światem, a nie potrafi panować nad samym sobą: nad swoim ciałem, popędem, instynktami czy nad emocjami.
Wiara uczy trzeźwości w sferze emocji
Pierwszym źródłem wiedzy o tym, co się z nami dzieje, jest nasze myślenie. Niestety potrafimy tak manipulować myśleniem, że stajemy się ślepi na prawdę o sobie. Wbrew oczywistym faktom człowiek potrafi wmawiać sobie, że postępuje właściwie wtedy, gdy poważnie błądzi i popada w uzależnienia. Trudno nam natomiast trwać w przekonaniu, że jesteśmy szczęśliwi wtedy, gdy przeżywamy silne poczucie winy czy krzywdy albo rozpacz.
Trzeźwy w sferze emocji jest ten, kto wie, co przeżywa, ale nie kieruje się nastrojem chwili. Wzorem w tym względzie jest postawa Pana Jezusa. Był On świadomy swoich przeżyć i umiał je okazywać. W Ogrójcu przeżywał trwogę. Na Krzyżu doświadczał przenikliwego osamotnienia. W obliczu śmierci na Krzyżu – po wykrzyczeniu do Ojca ogromnego bólu – z niezachwianą ufnością powierzył Mu swój los: „Ojcze, w ręce Twoje powierzam Ducha mojego” (Łk 23,46). Jezus uczy nas trzeźwego myślenia i racjonalnego postępowania
w obliczu nawet najboleśniejszych przeżyć.
Wiara uczy trzeźwości moralnej
Wiara w Boga pomaga nam osiągać trzeźwość w sferze moralności. Normy moralne są jeszcze ważniejsze niż znaki drogowe na niebezpiecznych odcinkach dróg. Dzięki wierze odkrywamy, że szczytem inteligencji jest mądrość moralna, gdyż ona dosłownie ratuje nam życie. Pozwala bowiem odróżniać szczęście od nieszczęścia, czyli takie postępowanie, które prowadzi do radości, od takiego, które prowadzi do rozpaczy. Wiara chrześcijańska upewnia nas, że sensem moralności jest miłość.
Jedynie wtedy, gdy kochamy i gdy wiążemy się z tymi, którzy też kochają, nie grozi nam pokusa uciekania od życia w alkohol, narkotyki czy świat wirtualny. Coraz więcej spotykam takich rodziców, którzy przyjęli zasadę, że dopóki ich dzieci nie będą pełnoletnie, to oni jako rodzice zachowują całkowitą abstynencję od alkoholu po to, żeby dzień i noc być do dyspozycji swoich dzieci i żeby wspierać je w każdej sytuacji.
Wiara uczy trzeźwości duchowej
Dojrzałość w sferze ducha jest wyjątkowo ważna, gdyż wypaczona duchowość wypacza w człowieku wszystko: jego rozumność, wolność, aspiracje, priorytety, normy moralne, więź z Bogiem i ludźmi. Właśnie dlatego choroby ducha są znacznie groźniejsze niż choroby ciała. Duchowość to szczyt rozumności i mądrości. Św. Paweł wyjaśnia, że „owocem Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (…)” (Ga 5,22-23). Rozwój duchowy to warunek trzeźwości.
Człowiek dojrzały duchowo rozumie, że jego istnienie jest zbyt wyjątkowe, by mogło być dziełem przypadku czy efektem ewolucji materii, która nie potrafi myśleć ani kochać. Człowiek dojrzały duchowo wie, że nie może być szczęśliwy, jeśli respektuje jakąś cząstkę siebie kosztem całej reszty człowieczeństwa. Nie próbuje zaspokoić swoich potrzeb cielesnych kosztem ducha ani potrzeb duchowych kosztem ciała. Wie, że nie uniknie konsekwencji swojego postępowania.
Wiara uczy korzystania z wolności
Wiara pomaga człowiekowi rozumieć sens wolności. To ważne, gdyż błędne rozumienie wolności prowadzi do błędnego korzystania z tego daru. Człowiek potrafi w tak nierozumny sposób korzystać z wolności, że ją straci. Pierwszy błąd w rozumieniu wolności to przekonanie, że wolność oznacza czynienie tego, co chcę. Tak postępują małe dzieci i przestępcy. Ludzie dojrzali decydują się na to, co odpowiedzialne, a nie na to, co łatwe i przyjemne.
Błąd drugi to przekonanie, że wystarczy żyć w demokratycznym kraju, żeby być wolnym człowiekiem. W rzeczywistości w systemach totalitarnych wiele osób potrafi ochronić swoją osobistą wolność, a w systemach demokratycznych żyje wiele osób uzależnionych. Wiara chroni nas przed odrywaniem wolności od miłości i prawdy, od norm moralnych i prawnych. Człowiek trzeźwy nie traktuje wolności jak bożka. Wie, że wolność ma służyć człowiekowi, a nie odwrotnie. Wie też, że wolność nie polega na powstrzymywaniu się od zobowiązań, lecz przeciwnie – na podejmowaniu i wiernym wypełnianiu zobowiązań.
Wolność pochodzi od Boga
Pośród istot żyjących na tej ziemi jedynie człowiek może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoje czyny, bo jest świadomy i wolny. Zwierzęta są zdeterminowane instynktami i prawami przyrody. Człowiekowi natomiast Bóg dał wolność. Dzięki temu mamy możliwość wyboru różnych dróg życia: miłości lub egoizmu, wolności lub zniewolenia, radości lub smutku, mądrości lub bezmyślności. Wolność przejawia się także poprzez naszą zdolność do korygowania popełnionych przez nas błędów i do uwalniania się z uzależnień.
Ludzka wolność jest tak cenna w oczach Stwórcy, że Bóg nie odbiera nam jej nawet wtedy, gdy wybieramy Barabasza, a Syna Bożego skazujemy na śmierć krzyżową. Chrześcijanin wie, że najbardziej bolesną cenę za złe korzystanie z wolności płaci nie człowiek, lecz sam Bóg. Wiara upewnia nas, że nie istnieje wolność w oderwaniu od człowieka. Istnieje wolny lub zniewolony człowiek. Podobnie nie istnieją uzależnienia, a jedynie uzależnieni ludzie. Największym zagrożeniem dla wolności człowieka jest sam człowiek.
Człowiek wierzący w Boga wie, że stawką w pracy nad własną wolnością jest to, czy nauczy się wybierać dobro, prawdę, piękno i miłość, czy też będzie ulegać złu. Stwórca wyjaśnia: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. (…) kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie (…)” (Pwt 30,15.19).
Stefan kard. Wyszyński przypominał wszystkim wierzącym, że „trzeba wywoływać zdecydowaną wolę życia w trzeźwości. Nasz wysiłek w tym kierunku trzeba wzmóc do tego stopnia, by nie dopuścić do rozkładu rodziny, a następnie sprawić, żeby trzeźwość stała się trwałą cechą naszej osobowości i trwałym składnikiem naszych obyczajów. Naród, który walczy o najszlachetniejsze ideały, musi być trzeźwy!” *
* S. Wyszyński, List do kapłanów w sprawie wzmożenia kościelnej działalności trzeźwościowej, w: Listy pasterskie Prymasa Polski oraz Episkopatu 1975-1981, Paryż 1988, s. 151.

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.