Czy chcesz kawki, Misiu? Historia uratowanego małżeństwa

Czy chcesz kawki, Misiu? Historia uratowanego małżeństwa

Kilka lat temu przeżywaliśmy olbrzymi kryzys małżeński.
Były ciche dni, kłótnie, wyzwiska. Sądziłam, że najlepszą reakcją na agresję słowną jest atak, że wrzaskiem i złośliwością nauczę męża… miłości… – szatańska logika!

W końcu, gdy rozwód był już pewny, kiedy, jak mi się wydawało, modlitwy i zamawiane Msze święte za nasze małżeństwo nic nie dały, zwróciłam się do Matki Bożej. Miałam do Niej zawsze wielkie nabożeństwo, więc modliłam się na różańcu, z pytaniem, jak żona do żony: „Ty, która znałaś życie małżeńskie, poradź mi, jaką być żoną dla takiego choleryka. Św. Józef na pewno taki nie był dla Ciebie, ale wierzę, że Ty, Królowa Pokoju, Królowa Rodzin, nie chcesz tego rozwodu dla nas, Ty wiesz, co zrobić, żeby było lepiej. Wierzę w to!”. Nie czekałam długo na odpowiedź.
Następnego dnia obudziłam się z sercem wypełnionym taką czułością i słodyczą dla mojego męża, który leżał obok w łóżku, że ni stąd, ni zowąd zapytałam go słodkim głosem, którego używałam chyba ostatni raz przed ślubem: „Czy chcesz kawki, Misiu?”.
Mąż był w szoku, myślał, jak mi później powiedział, że nabijam się z niego. Ja też nie wierzyłam, że właśnie tego, kogo uważałam dotąd za swojego wroga nr 1, nazwałam… Misiu. Ale pokój i czułość trwały, a poza tym zmieniła mi się perspektywa patrzenia na mojego Adama. „Miłość nie pamięta złego”, mówi Hymn o Miłości, i ja odczuwałam właśnie takie czyste uczucie dane mi z niebios. Widziałam go tu i teraz, ale bez bagażu wszystkich bolesnych słów i czynów, które zawsze stawały mi przed oczyma, gdy patrzyłam na małżonka.

Maryja dała mi miłość

Kochana Matka posłała w moje serce taki bogaty „pakiet” cierpliwości, pokory, wyro­zumiałości, zainteresowania mężem i jego sprawami, że wszystkie kolejne rozmowy stawały się coraz łagodniejsze, bo ja już nie dokładałam drwa do tego diabelskiego ognia. Skończył się ten okropny, diabelski małżeński ping-pong (zarzut – riposta, zarzut – riposta, „ty zawsze – ty nigdy”). Ustępowałam, zgadzałam się, ofiarowałam przykre słowa czy zdarzenia jako ofiarę za nasze małżeństwo.
Cały czas trwałam w miłości Boga, często uczestnicząc we Mszy świętej, adoracji, rozważając Mękę Pańską w Drodze Krzyżowej, czytając żywoty Świętych, ucząc się od nich pokory.
Maryja również uczyła mnie pokory i dystansu do siebie samej. Jak dobra Nauczycielka, skupiła moją uwagę na moich przywarach, nad którymi mam pracować, zaczęłam nawet śmiać się z siebie samej i z moich wad przy mężu, żartując, że jestem mu wdzięczna, że tyle lat ze mną wytrzymał. On także z siebie teraz żartuje, wie, nad czym powinien pracować.
Matka Boża uzmysłowiła mi, jaka ja byłam wcześniej skupiona na swoich oczekiwaniach, jaka okrutna w osądach, jaka bezkompromisowa. Nauczyła mnie widzieć i doceniać najmniejsze dobro ze strony Adama, mówić mu komplementy, choć ja żadnych od niego nie dostaję, rozpieszczać go, doceniać, milczeć, kiedy jest zmęczony, nie obarczać niepotrzebnymi „babskimi” opowieściami.
„Misiu” zostało i działało, jak trąby jerychońskie na mury, którymi obrosło serce mojego męża. Zaczęły pękać. Zaczęły się wspólne spacery, wyjścia do kina, radość z bycia razem, wypady na weekend. Mąż zaczął się zmieniać, wrócił po przerwie do Kościoła, zaczął się wyciszać, hamować w reakcjach, zaczął na mnie mówić „Żabunia”, coraz bardziej mi się podobał, wracało zainteresowanie sobą również w sensie fizycznym. I wcale nie było jak przed ślubem, to było coś nowego. Nowi my. Nowi w Panu.
Umiemy być zgodnie razem, raz na jakiś czas coś wspólnie zrobić, przeżyć. Najczęściej jednak jesteśmy zajęci swoimi sprawami czy zainteresowaniami, bo wiemy, że nie musimy dzielić wszystkiego, żeby być udanym małżeństwem. Czytamy inne książki, lubimy inne programy w TV. Akceptujemy to. Przede wszystkim chodzimy w niedzielę do kościoła, spowiadamy się regularnie, w Bogu szukamy siły do tego wspólnego podążania do nieba.
Takie jest powołanie małżeńskie – ty odpowiadasz za zbawienie swojego współmałżonka, a on za twoje.

Rady dla małżonków

Jesteś sama/sam w małżeństwie? Myślisz, że w pojedynkę nic nie zdziałasz? Nieprawda! Masz całe niebo po swojej stronie!
Nie ustawaj w modlitwie, wołaj do Matki Bożej z prośbą o pomoc. Ona zawsze pomaga. Czytaj Pismo Święte, tam są podpowiedzi, co robić. Słuchaj wewnętrznych natchnień. Bądź otwarta/otwarty na to, co się dzieje dookoła, na ludzi. Bóg potrafi nawet na pytanie odpowiedzieć w tekście piosenki, która leci w radiu, kiedy jedziesz do pracy!
Matka Boża przez różne lektury, które mi wpadały w tamtym czasie w ręce (Biblia, objawienia Maryjne, św. Siostra Faustyna, bł. A.K. Emmerich, Maria Simma, Alicja Lenczewska, ks. Dolindo), udzieliła mi wielu rad o małżeństwie, którymi chcę się podzielić:

  • Posłuszeństwo wobec Bożych przykazań w małżeństwie, czyli wierność, czystość w pożyciu (antykoncepcja gniewa Pana), jest niezmiernie ważne i do otrzymania łask konieczne. „Małżeństwo jest godne czci u wszystkich i łoże nieskalane. Rozpustników zaś i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4).
  • Msze święte w intencji małżeństwa, zamawiane szczególnie z okazji rocznicy, regularna modlitwa za współmałżonka to obmywanie waszego małżeństwa we Krwi Baranka, to jak przynoszenie chorego na noszach do Jezusa – Najlepszego Lekarza.
  • Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Nowenna Pompejańska, święci wspomożyciele w niebie – to broń, którą dał nam Dobry Ojciec do walki ze złym duchem, któremu zależy na jak największej liczbie rozwodów.
  • Nie bój się użyć przeciw demonom, które atakują twoje małżeństwo, broni silniejszej niż bomba atomowa! Nawet jeden dziesiątek Różańca dziennie. W książce pt. Ostatni egzorcysta ks. Amortha znajdziemy taki tekst: „Za pośrednictwem osoby opanowanej przez demona szatan powiedział mi: każde «Zdrowaś Maryjo» z Różańca jest dla mnie jak uderzenie obuchem w głowę. Gdyby chrześcijanie znali moc modlitwy różańcowej, byłoby już po mnie!”.
  • Módl się zawsze za dwa serca, siebie
    w pokorze przed Bogiem nigdy nie uważaj
    za lepszą/lepszego, proś o łaskę uzdrowienia zawsze dla was obojga.
  • „Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych!” (Rz 12,16).
  • W czasie kłótni czy konfrontacji nie atakuj, ale cicho się módl, a każdą obelgę, przykre słowo, niesprawiedliwy zarzut oddawaj Panu Bogu w ofierze za współmałżonka. Tak jak Pan Jezus modlił się za tych, którzy Go bili i obrzucali obelgami w czasie Jego Męki.
  • Noś obrączkę, jest to symbol świętego
    sa­kramentu małżeńskiego, to znak obecności Boga między wami! To pancerz ochronny, którego nie znosi szatan, bo obrączka symbolizuje miłość, wierność
    i lojalność.
  • Największą zmorą dzisiejszych małżeństw jest odsuwanie Boga od swojej codzienności – nieposłuszeństwo, grzeszne przeżywanie seksualności, antykoncepcja, stosunek przerywany, aborcja, niewierność. Odrzuć to wszystko i zaproś Boga do swojego domu,
    a nawet do waszego łoża, trwaj w czystości, a Dobry Bóg da ci siłę i wynagrodzi
    za trwanie na straży Bożych zasad.
  • Wiedz, że ty nie słowami czy wyrzutami, ale swoim przykładem, życiem sakramentalnym, modlitwą, ustępowaniem i wybaczaniem na każdym kroku, i pokornym, czułym znoszeniem współmałżonka sprowadzisz do waszej relacji Boga i Jego miłość. Z czasem ta Światłość rozjaśni ciemności waszych serc
    i relacji, nie tylko małżeńskich, ale też rodzinnych, np. z teściami, którzy tak-
    że często dokładają się do konfliktów małżeńskich swoich dzieci.
  • Za wszystkich i wszystko zawsze się módl, wierz, że Bóg wszystko może wyleczyć, a Maryja Niepokalana jest najlepszą Nauczycielką miłości. Jej we wszystkim słuchaj.
  • „Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi!” (Kol 3,18-19).
  • „Jako więc wybrańcy Boży – święci i umi-
    łowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy!” (Kol 3,12-13). ■

Zostaw komentarz