Jestem dziennikarzem, pracuję w radiu, ale przede wszystkim – od ponad kilkunastu lat – jestem człowiekiem, który doświadczył Bożej miłości przez działanie Niepokalanej. Bóg mnie dotknął, a Maryja, Niepokalana, była Tą, która mnie do Niego doprowadziła.
Przez wiele lat żyłem daleko od Boga. Wychowałem się w czasach komunizmu, straciłem ojca wcześnie i postanowiłem, że sam sobie poradzę ze wszystkim. Byłem buntownikiem – subkultura rockowa, heavy metal, długie włosy, skórzane kurtki, koncerty, pogo. Muzyka stała się moim bogiem, choć wtedy nie zdawałem sobie sprawy z jej duchowych zagrożeń. Jak sam później zrozumiałem i opowiadałem na spotkaniach – w tej muzyce czaił się bunt przeciw Bogu, czasem ukryty satanizm, hedonizm. Miłość? Dla mnie to były teksty The Scorpions, Metalliki, Davida Bowie – coś ziemskiego, egoistycznego.
Chodziłem do kościoła, ale to był rytuał, powierzchowny i letni. Praca pochłaniała mnie całkowicie – stała się bożkiem. Kariera, salony branżowe, pieniądze, sława… Bóg? Zagłuszony całkowicie.
Jestem bezradny, nie wiem, co dalej
Kryzys przyszedł, gdy miałem około 40 lat. Najpierw ciężka choroba kręgosłupa – ból tak silny, że nie mogłem nosić nawet dwóch kilogramów, groziła operacja, nie mogłem prowadzić samochodu. Potem nagle utrata pracy, wykluczenie z dotychczasowego środowiska. Wszystko się rozsypało. Dotknąłem dna – pojawiły się myśli samobójcze. Czułem całkowitą bezradność. Wychodząc od lekarza ze skierowaniem na stół operacyjny, zatrzymałem się na ulicy. Świat wokół pędził, ludzie biegli w swoich sprawach, a ja stałem. Spojrzałem w błękit nieba i pomyślałem: „Nie wszystko możesz kontrolować.
Jesteś bezradny. Powiedz Bogu: jestem bezradny, nie wiem, co dalej”.
Wtedy przyszło natchnienie – Gietrzwałd. Nie znałem tego miejsca dobrze, słyszałem tylko, że tam były objawienia Maryjne. Pojechałem w tajemnicy przed rodziną, bo nikt by mi nie pozwolił w takim stanie. Maryja mnie wezwała – czuję to do dziś.
Wczesnym rankiem byłem sam w kościele w Gietrzwałdzie. Uklęknąłem przed obrazem Matki Bożej, znajdującym się nad tabernakulum. Nie prosiłem o uzdrowienie fizyczne. Po prostu trwałem. I nagle to przyszło – doświadczenie miłości Bożej, tak mocne, że trudno to opisać słowami. Poczułem w sercu ogień: paliło, ale nie spalało. Unosiło mnie, a jednocześnie trzymało na ziemi. Trwało krócej niż sekundę, a w sercu wydawało się wiecznością. Zalałem się łzami – ja, twardy facet, metalowiec, który nigdy nie nosił chusteczek. Płakałem jak dziecko. Poczułem się bezwarunkowo kochany. To była Niepokalana – Matka Boża, która w Gietrzwałdzie w 1877 r. powiedziała: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta”. Prosiła o Różaniec, o zaufanie, o modlitwę, by Kościół nie był prześladowany.
Wtedy zrozumiałem słowa św. Ojca Maksymiliana Kolbego: Niepokalana to Wszechpośredniczka łask. Oddając się Jej, wszystko oddajemy Jezusowi przez Nią. Ona jest tarczą przeciw złu, ideałem całkowitego oddania Bogu. W Gietrzwałdzie Maryja mówiła po polsku, w czasach prześladowań, dawała nadzieję. Ja doświadczyłem tej nadziei osobiście.
Uzdrowienie przyszło – nie tylko duchowe. Kręgosłup przestał boleć. Operacja nie była potrzebna. Z pomocą lekarzy i rehabilitacji, ale przede wszystkim łaski, wróciłem do zdrowia. To Maryja uzdrowiła mnie przez swoje wstawiennictwo.
Nowa Arka Przymierza
To doświadczenie miłości Niepokalanej pogłębiło się z czasem i nabrało nowego wymiaru, gdy zacząłem rozważać Ją jako Arkę Przymierza i Matkę Pocieszenia. W Starym Testamencie Arka Przymierza była najświętszym przedmiotem – złota skrzynia, w której przechowywano tablice Dekalogu, laskę Aarona i mannę. Symbolizowała obecność Boga pośród ludu, Jego bliskość, ochronę i przymierze. Gdy Arka była w domu Obed-Edoma, Bóg błogosławił całą rodzinę. Maryja jest Nową Arką – nie drewnianą i złotą, ale żywą, czystą, niepokalanie poczętą. W Jej Łonie zamieszkał sam Bóg – Słowo stało się ciałem. Jak Arka niosła obecność Jahwe, tak Maryja nosiła Jezusa, Nowe Przymierze w swojej krwi. W scenie Nawiedzenia, gdy Maryja weszła do domu Elżbiety, ta zawołała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami”. To echo słów, którymi witano Arkę wracającą do Jerozolimy. Maryja przyniosła radość, błogosławieństwo, obecność Boga – dokładnie jak Arka.
W moim życiu, gdy byłem na dnie, Ona stała się moją Arką: schroniłem się w Niej, a przez Nią dotarłem do Jezusa. W burzach – choroby, utraty pracy, myśli samobójczych – Ona chroniła mnie przed rozpaczą, niosła Bożą obecność, która uzdrawiała i dawała siłę. Dziś wiem: zbliżając się do Maryi, zbliżam się do samego Boga. Ona jest Arką, w której nie ma lęku, tylko pewność, że Bóg jest blisko.
Matka Pocieszenia – to tytuł, który zawsze mnie poruszał. W bólach, w samotności, w cierpieniu, które nie odchodzi od razu, Maryja pociesza. Nie zabiera krzyża, ale daje łaskę niesienia go z miłością. W Gietrzwałdzie spotkałem ludzi, którzy wyszli z przemocy, stracili dzieci, obwiniali się nawzajem – po modlitwie do Niej wracali z radością, choć cierpienie trwało.
Tak było i ze mną: ból kręgosłupa minął, ale lekcja pokory, zaufania, codziennego krzyża pozostała. Maryja pocieszała mnie w ciszy, w milczeniu i modlitwie. Gdy świat kradnie ciszę, Ona daje pocieszenie w sercu – jak matka tuląca dziecko. W sakramencie małżeństwa, w relacjach z żoną i dziećmi,
w walce z pychą: Ona jest Pocieszycielką, która przypomina: Bóg kocha cię mimo wszystko. Jak w Litanii Loretańskiej, którą polecała w Gietrzwałdzie, wołamy: „Pocieszycielko strapionych, módl się za nami”. To Ona, Niepokalana, uczy mnie patrzeć na ludzi oczami Boga, nie złorzeczyć, ale pocieszać – bo sama pociesza mnie nieustannie.
Odnalazłem ciszę dzięki Niepokalanej
Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Doceniłem rodzinę – żonę, która trwała przy mnie, gdy leżałem i nie mogłem wstać, dzieci, które Pan Bóg powierzył moje opiece. Odkryłem sakrament małżeństwa jako codzienne doświadczenie miłości. Przestałem gonić za karierą, pieniądzem – to przemija. Znalazłem ciszę i milczenie, których wcześniej nie miałem. Muzyka rockowa odebrała mi ciszę, miejsce należne Bogu oddałem szatanowi – dziś wiem to jasno i ostrzegam innych.
Modlitwa stała się moim oddechem. Różaniec, którego Maryja żądała w Gietrzwałdzie, jest codziennością. Sakramenty – bez Eucharystii, spowiedzi nie umiem żyć. Stan łaski uświęcającej to mój oręż. Walczę z pychą – zawód dziennikarza sprzyja jej – ale Pan daje siłę do powstawania.
Zmieniło się moje spojrzenie na ludzi. Staram się widzieć w każdym Jezusa – nawet w tych, którzy mnie nie lubią. Modlę się, by patrzeć oczami Boga, nie złorzeczyć. Jest to trudne, ale piękne.
Dziś, po tylu latach, doświadczenie trwa. Jestem skoncentrowany na Bogu. W ciszy odnajduję uzdrowienie, refleksję, modlitwę. Świat kradnie ciszę – ja ją odzyskałem dzięki Niepokalanej.
Jeśli ktoś czyta te słowa i jest na dnie – utrata pracy, zdrowia, myśli samobójcze – niech powie w sercu: „Boże, jeśli jesteś, jeśli mnie kochasz, daj mi doświadczyć Twojej miłości”. Nawrócenie to właśnie doświadczenie Bożej miłości. Potem wszystko staje się jasne. Nie trzeba dowodów, książek teologicznych – choć warto je czytać. Wystarczy otworzyć serce. Klamka jest po naszej stronie.
Maryja w Gietrzwałdzie obiecała: jeśli ludzie będą się modlić, Kościół nie będzie prześladowany. Dziś to wezwanie jest aktualne. Przez Różaniec, zaufanie, oddanie się Niepokalanej – jak uczył św. Ojciec Maksymilian – przetrzymujemy burze. Jezus śpi w łodzi naszego życia, ale budzi się na woła-
nie: „Panie, ratuj!”. On dotyka, spogląda, prowadzi do brzegu – zbawienia.
Przez Niepokalaną Bóg kocha nas bezinteresownie. Ja to przeżyłem. I trwam w tym do dziś.

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.