Maryja była naocznym świadkiem pierwszego cudu, którego dokonał Pan Jezus podczas swej publicznej działalności. Co więcej, to Ona ten cud sprowokowała.
Scena ta została dokładnie zrelacjonowana przez św. Jana Ewangelistę: „Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?». Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie»” (por. J 2,1-11).
Opisane wyżej wydarzenie – według biblistów i archeologów – zaistniało w jednym z dwóch miast położonych niedaleko Nazaretu: Khirbet Qana lub Kefar Kanna. Nie wiemy, czy wesele odbywało się w domu małżonków lub ich rodziców, czy też w wynajętej gospodzie. Z opisu wynika, że na gody zaproszona została przede wszystkim Miriam z Nazaretu, a Jezus z uczniami przybył na uroczystość dopiero później. Jest prawdopodobne, że organizatorami wesela mogli być członkowie Jej rodziny. Ona zaś przybyła do Kany wcześniej; być może, by pomóc w przygotowaniach. Zapewne gospodarze byli osobami zamożnymi, ponieważ posiadali służbę oraz sześć dużych stągwi kamiennych, przeznaczonych do oczyszczeń.
Jaką pojemność miała stągiew? Ewangelista pisze o dwóch lub trzech miarach, jednak nie wiemy, jaką miarę miał na myśli. Jeśli była to efa (czyli około 40 litrów), to w jednym naczyniu mogło zmieścić się od 80 do 120 litrów; jeśli natomiast firkin (liczący około 22 litrów), to od 44 do 66 litrów. Ilość wina musiała być spora: minimum 264 litry, maksimum – 720.
„Testament Maryi”
Z relacji św. Jana nie wiemy, jak nazywali się państwo młodzi ani kim byli. Jego opowieść skupia się na dwóch Osobach: Maryi i Jezusie, a także na przykrym epizodzie, jakim okazał się niedostatek weselnego trunku. Takie niedopatrzenie było równoznaczne z kompromitacją gospodarzy. To, że Maryja dostrzegła ten problem pierwsza i postanowiła zainterweniować nieproszona przez nikogo, wiele mówi o Jej uważności, współodczuwaniu i okazywaniu troski. Zwróciła się do swego Syna, jednak nie w formie prośby, tylko konstatacji faktu: „Nie mają już wina”.
Odpowiedź Jezusa wielu osobom sprawia kłopot, ponieważ wydaje się szorstka, a nawet opryskliwa: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?” (J 2,4). Zadają sobie zasadne pytanie: Czy Chrystus mógł rzeczywiście tak nieprzyjemnie potraktować własną Matkę? Najbardziej zadziwia jednak Jej reakcja. Maryja nie jest rozczarowana, zbita z tropu czy urażona. Wręcz przeciwnie, zamiast zniechęcić się odmowną odpowiedzią, traktuje ją wręcz jako impuls do działania i zwraca się do sług, by zrobili wszystko, co nakaże im Jezus. Czy więc nie należałoby nieco inaczej odczytać skierowane do Niej słowa?
Niektórych razi użyty przez Chrystusa zwrot „Niewiasto” zamiast „Matko” lub „Mamo”. On jednak celowo sięgnął po to słowo, które należy rozumieć w kontekście biblijnym – jako odniesienie do „niewiasty” z Księgi Rodzaju, której potomstwo zmiażdży głowę węża. Był to przecież początek Jego publicznej działalności, czyli mesjańskiej misji, której celem okaże się pokonanie śmierci i szatana.
Odebranie przez Maryję gorzkich słów Jezusa jako zachęty do czynu stałoby się w pełni zrozumiałe, gdybyśmy przetłumaczyli je następująco: „Czyż nie jest to tak samo moja, jak i Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż moja godzina jeszcze nie nadeszła?” (J 2,4). Takie odczytanie tego fragmentu (połączone z wyobrażeniem sobie intonacji głosu, której nigdy nie da się przekazać na piśmie) z jednej strony odsłania głęboką więź miłości łączącą Matkę z Synem, z drugiej zaś pozwala zrozumieć Jej późniejszą reakcję. Słowa Chrystusa byłyby dla Niej wręcz bodźcem do interwencji. Dlatego natychmiast powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5).
Powyższe zdanie to ostatnie słowa Maryi, jakie pojawiają się w Piśmie Świętym. Niektórzy bibliści uważają, że można je potraktować jako swoisty „testament Maryi” – wskazanie na Jezusa jako Tego, którego wolę należy pełnić. Wspomniana opowieść o weselu w Kanie Galilejskiej odbierana jest natomiast niezmiennie przez pokolenia chrześcijan na przestrzeni wieków jako świadectwo obecności i działania Matki Bożej w życiu wielu ludzi. Jawi się Ona jako Wspomożycielka, Pośredniczka i Orędowniczka, przychodząca z pomocą tym, którzy znajdują się w potrzebie, i wypraszająca dla nich łaski u swego Syna.
Amerykański teolog Edward Sri zauważa, że słowa Pana Jezusa skierowane do Matki mogły być w rzeczywistości pytaniem o to, czy jest Ona już gotowa do nowego etapu misji. Jej natychmiastowa reakcja okazała się pozytywna, co pokazuje całkowite otwarcie Maryi na pełnienie woli Bożej.
Uratować małżeństwo
Cudowi w Kanie nie towarzyszyły żadne dramatyczne okoliczności. Nie był on odpowiedzią na tak traumatyczne doświadczenia, jak nieuleczalna choroba, opętanie demoniczne czy groźba zgonu. To pokazuje, że Maryję można prosić o wstawiennictwo u Jezusa, nawet mając problemy, które nie są sprawami życia lub śmierci.
Interwencja Matki Bożej przynosi jednak konkretny efekt. Jak kończy swą relację o pobycie Jezusa na weselu św. Jan: „Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,11). Celem cudu jest więc wzmocnienie wiary tych, którzy byli jego świadkami.
Można jednak wskazać na jeszcze jedno istotne znaczenie Chrystusowej interwencji. Podczas żydowskiego wesela wino odgrywało ważną rolę również z powodów rytualnych. Do dziś w judaizmie ceremonia zaślubin składa się z siedmiu błogosławieństw (szewa brachot), wypowiadanych nad kielichem wina, który następnie młoda para wypija. Cała uroczystość zaczyna się i kończy takim właśnie aktem.
Brak winnego napoju przed zakończeniem celebracji miał poważne konsekwencje: mógł unieważnić cały ślub. W społeczności, która przykładała olbrzymią wagę do wszelkich szczegółów obrzędowych, najmniejsze niedopatrzenie urastało do rangi olbrzymiego problemu. To był rzeczywisty powód kompromitacji, która groziła gospodarzom, gdyby zabrakło wina do ostatniego błogosławieństwa. Dlatego też cud w Kanie Galilejskiej nie został dokonany przez Pana Jezusa z błahej przyczyny, nie był – jak twierdzą niektórzy – kuglarską sztuczką weselną, lecz uratowaniem małżeństwa.
W Biblii wino symbolizowało życie i radość. Księga Mądrości Syracha powiada: „Wino dla ludzi jest życiem, jeżeli pić je będziesz w miarę. (…) Zadowolenie serca i radość duszy daje wino pite w swoim czasie i z umiarkowaniem” (Syr 31,27-28). Brak wina na weselu jest więc symbolem braku spełnienia i szczęścia w małżeństwie. Dlatego historię opisaną przez św. Jana Ewangelistę można traktować jak opowieść o tym, że Chrystus może dokonać niemożliwego i ożywić nawet małżeństwo pozbawione miłości. ■



