Miłosierdzie i pokuta
Jednym ze słów najczęściej powtarzanych dziś w Kościele katolickim jest „miłosierdzie”. Wydaje się jednak, że jest to pojęcie rozumiane bardzo często zupełnie inaczej niż głosiła to św. Siostra Faustyna Kowalska na podstawie orędzi otrzymywanych od Chrystusa.
W Dzienniczku zapisała m.in. takie słowa, które skierował do niej Pan Jezus: „Powiedz duszom, że z tego trybunału miłosierdzia, to jest z konfesjonału, spływają największe cuda, i ustawicznie się powtarzają”. Nigdzie zatem Miłosierdzie Boże wobec stworzeń nie przejawia się pełniej niż w spowiedzi, której warunkami są skrucha, żal i pokuta za grzechy.
Tymczasem dziś niezwykle rzadko usłyszeć możemy w kontekście Bożego Miłosierdzia o konieczności odpokutowania za grzechy i zadośćuczynienia za zło. Dominuje raczej wizja „Bożej” wyrozumiałości i pobłażliwości, w której przebaczenie win nie jest już niczym niezasłużoną łaską, którą Zbawiciel okazuje grzesznikowi, lecz raczej obowiązkiem Stwórcy wobec człowieka.
Samo słowo „pokuta” stało się zresztą wielkim nieobecnym w Kościele katolickim. A jest
to przecież kluczowe wezwanie w trzeciej tajemnicy fatimskiej, gdy anioł z ognistym mieczem w dłoni krzyczy donośnym głosem w stronę ludzkości: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”.
A jednak niemal nikt w Kościele nie wzywa dziś ani do publicznych, ani do prywatnych aktów pokuty – tak jakby współczesnym katolikom, w tym także hierarchom, umykał nie tylko sens kultu Bożego Miłosierdzia, lecz także objawień fatimskich.
W dawnych czasach, gdy wybuchały epidemie zarazy, zawsze duchowieństwo organizowało nabożeństwa ekspiacyjno-przebłagalne, prosząc Najwyższego o przebaczenie win. Wydawać by się mogło, że niedawna pandemia stanowić będzie naturalną okazję do okazania żalu za grzechy, a jednak nie było wezwań do pokuty i nawrócenia. Dominowały modlitwy wzywające Boga na ratunek, a zatem domagające się od Niego pomocy i protekcji, a nie obiecujące odwrócenie się od nieprawości, a więc wymagające czegoś od nas samych, tak jakby nie było za co żałować, jakby dzisiejsza ludzkość nie miała na sumieniu żadnych poważniejszych grzechów.
Wynika to logicznie z rozumienia miłosierdzia jako czegoś, co dotyczy jedynie doczesności, w którym brakuje wymiaru pionowego – łączącego nas z niebem. W sumie nic w tym dziwnego, skoro nawet Stolica Apostolska dziesięć lat temu ogłosiła oficjalnie Nadzwyczajny Rok Miłosierdzia, ale nie …Rok Miłosierdzia Bożego. ■

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.