W 2025 roku zabito 73 miliony nienarodzonych w łonach matek. Za każdym zabójstwem dziecka stoi także tragedia matki, ojca, oraz wszystkich, którzy pomagają w tym procederze, pozostawiając w ich życiu trwały ślad. Poniżej publikujemy świadectwo – przestrogę, matki, która po dokonanej aborcji przeszła długą drogę bólu i cierpienia, by w końcu spocząć w ramionach Boga i Niepokalanej. Istotną rolę w tej historii odegrało sanktuarium w Niepokalanowie.
28 lat temu po raz trzeci zaszłam w ciążę. Czasy nie były łatwe, chociaż pieniędzy na chleb i pieluchy wystarczyłoby. Jednak z mężem podjęliśmy inną decyzję. Termin był jeszcze bardzo wczesny. Lekarka powiedziała, że znakiem, iż wszystko odbyło się „dobrze”, będzie krwotok w ciągu tygodnia. To będzie świadczyło, że dziecka już nie ma.
Za bardzo nawet nie zastanawiałam się, co robię. Po prostu nie chciałam pieluch, trosk, kłopotów. Nie potrzebowałam tego. Moi rodzice nic o tym nie wiedzieli. Nikomu innemu też nie opowiadałam. Mąż powiedział: decyduj sama. Moja decyzja była jednoznaczna — aborcja. Sam zabieg był szybki, bezbolesny dla mnie. Nie odczuwałam ani bólu ani wyrzutów sumienia.
Tydzień po aborcji córeczka miała I Komunię Świętą. W najbardziej uroczysty moment Mszy Św. wzięłam drugie dziecko na ręce, by widziało, co się dzieje przy ołtarzu i w tej chwili przyszło bardzo jasne zrozumienie i świadomość, że już nie noszę w sobie trzeciego dziecka. Teraz rozumiem, to straszne: jedno dziecko na rękach, drugie przyjmuje Komunię świętą, a trzecie… a trzeciego już nie ma i nigdy nie będzie… Ale wtedy, myślę, że nawet ucieszyłam się, że to, czego chciałam, udało się.
MIJAŁ CZAS…
Chyba po 2-3 latach idąc ulicą zobaczyłam dziecko w wózku i przyszła myśl: a przecież mogłam też mieć jeszcze jedno takie maleństwo… Dalej myśli były częstsze. Ruszył proces podobny do lawiny śnieżnej. Z upływem lat było coraz gorzej, z trudem i cierpieniem patrzyłam na 5-letnie, potem 10-letnie, po jeszcze pięciu latach 15-letnie dzieci. Przeżywałam coraz większy koszmar. Zgadywałam, kogo mogłam wtedy urodzić: chłopczyka czy dziewczynkę. Jakie by to było dziecko, jak ułożyłoby się nasze życie, naszych dzieci? Zapewne wszystko byłoby inaczej… Spowiadałam się z tego niejednokrotnie, myślałam: jeszcze trochę i przyjdzie ulga, wyzwolenie, że w końcu o wszystkim zapomnę, ale sytuacja stawała się coraz bardziej nieznośna.
Przed epidemią covidową w 2018 roku moja koleżanka w Internecie znalazła informację o Sanktuarium Matki Bożej w Niepokalanowie. Zaproponowała, byśmy razem tam pojechały zobaczyć na żywo. Zgodziłam się, nie podejrzewając, jaką rolę w mym życiu odegra Maryja z Niepokalanowa, Najświętsza Maryja Panna Niepokalanie Poczęta. Jechałyśmy oddzielnie. Koleżanka z mężem, ja sama. Najpierw z Wilna do Warszawy, a potem jakieś 40 km od Warszawy do Niepokalanowa. Pamiętam, że było to 6 stycznia, na Trzech Króli. Zima śnieżna, ale mokro, chłodno, ale jakby ktoś mi mówił: jedź, jedź.
Akurat trafiłam na Mszę św., podczas której było ofiarowanie siebie i swej rodziny NMP Niepokalanie Poczętej. Już kiedyś uczestniczyłam w takiej Mszy świętej w Polsce, w Warszawie na rekolekcjach o. James’a Manijackal’a. Teraz to odbywało się jakby bardziej świadomie. Cieszyłam się, że przyjechałam. Zamówiłam Msze święte roczne za całą swoją rodzinę o błogosławieństwo Boże i opiekę NMP.
Ksiądz wtedy powiedział: „Zobaczysz, za rok w tym czasie znów przyjedziesz, będą owoce!”. Pomyślałam sobie: „Po co miałabym tu przyjeżdżać?”. W Niepokalanowie jest ogromny kościół, mnóstwo ludzi, wysoko nad ołtarzem figurą NMP Niepokalanej. Wieczysta adoracja Najśw. Sakramentu. Jakby nic nowego, nieznanego, czego nie byłoby u nas, nie zobaczyłam. Dlatego sceptycznie pomyślałam, wątpliwe, bym tu jeszcze przyjechała.
PIELGRZYMKI
Po powrocie weszłam na internetową stronę tego kościoła z ciekawości, przeczytać wiadomości, o pielgrzymkach. Zaciekawiła mnie wiadomość, że w każdą drugą sobotę miesiąca odbywa się nocna pielgrzymka z Miedniewic do Niepokalanowa (21 km). Postanowiłam uczestniczyć w niej. Matka Boża wołała mnie, choć tego nie rozumiałam, uczestniczyłam w tych pielgrzymkach niejednokrotnie. Podczas jednej z takich pielgrzymek w styczniu 2020 roku usłyszałam, że w czasie Wielkiego Postu praktykowane jest w Niepokalanowie Nabożeństwo Pokutne Trzech Sobót — za grzechy aborcji i przeciwko życiu.
Wygląda to tak. Po Mszy świętej podczas adoracji Naj świętszego Sakramentu w takiej szczególnej atmosferze odmawia się następujące modlitwy: w pierwszą sobotę — za matki; w drugą — za ojców w trzecią — za wszystkich, którzy w jakimś stopniu brali w tym udział: za lekarzy, za znajomych, którzy podtrzymali taką decyzję, za pielęgniarki itd. Od razu zapaliłam się, by pojechać na te nabożeństwa. Ale przyszedł covid, zamknięto granice. Została tylko możliwość oglądania transmisji w Internecie. Ale ponieważ w domu nie byłam sama, skupić się podczas Mszy świętej nie udało się. Oglądałam wszystkie trzy soboty w tej intencji. Miałam pojęcie, jak to wygląda.
Jak tylko otwarto granice, pojechałam do Niepokalanowa. Pierwsza taka Msza święta była 11 marca 2022 roku. To była Msza za grzech przeciwko życiu, za grzech aborcji, za wszystkich, kto ponosił w tym winę. Znów zamówiłam roczne Msze Św. za swoją rodzinę, tym razem w intencji: „O wynagrodzenie za grzechy aborcji i przeciwko życiu” w mojej rodzinie i w rodzinach moich przodków, o których wiedziałam, że były takie wypadki. Tejże nocy była pielgrzymka nocna.
Przypomniałam sobie, jak ksiądz powiedział, że będę tu przyjeżdżała, nie uwierzyłam wtedy. Ale Pan Bóg miał swoje plany! 19 marca, w uroczystość św. Józefa, była Msza Św. za ojców. Kościół był pełen mężczyzn. Rozważania Drogi Krzyżowej były specjalnie przygotowane dla nich. Po raz pierwszy byłam na takim nabożeństwie. Byłam dotknięta, jak mężczyźni przeżywają swą wiarę, wielu płakało. Te dni w Niepokalanowie były błogosławieństwem i wielkim darem dla mnie. Rozumiem to teraz po latach. Wtedy tylko szukałam pomocy i ocenić tego głębiej nie byłam w stanie. Żeby jakoś skupić się ze swymi myślami, chodziłam na Adorację.
W następną sobotę przyjechałam na modlitwę za matki. W każdą sobotę miesiąca przyjeżdżałam do Niepokalanowa. Ludzie różnie przeżywali Msze święte z modlitwą o uwolnienie. Kościół przepełniony, ogromna liczba ludzi. Straszyła mnie tylko myśl: ile tu mogłoby być dzieci, których już nigdy nie będzie… Bardzo przeżywałam, modliłam się, prosiłam. Tekst modlitwy można było zabrać, zresztą jest ona dostępna na stronie internetowej. Nie mogę powiedzieć, że odzyskałam spokój, ale przyszła ledwo zauważalna ulga.
Jeszcze wiele razy przyjeżdżałam do Niepokalanowa na nocne pielgrzymki. Ciągle oczekiwałam na uwolnienie od ciężaru na duszy i uwolnienia od poczucia winy. Jednak większych zmian nie odczuwałam. Przyszedł rok 2023, okres Wielkiego Postu. Znowu biorę udział w nabożeństwie 3 sobót pokutnych. 11 marca, w pierwszą sobotę o 11.00 — Msza św. za matki, które dopuściły się grzechu aborcji i grzechów przeciwko życiu. Modliłam się i płakałam. Nagle lekko, jak tchnienie lekkiego wiaterku, przyszła bardzo jasna i pełna spokoju myśl: nie jestem tu przypadkiem i że nie tylko za siebie mam prosić, ale i za lekarkę, która przeprowadziła aborcję, że za nią również mam zamówić roczne Msze św. w intencji wynagrodzenia za grzechy aborcji.
Ta myśl na tyle była głęboko we mnie, że nie było sensu jej się sprzeciwiać. Byłam przekonana, że obowiązkowo spełnię to, że odnajdę ją i wszystko opowiem. W wielkim napięciu i emocjonalnym zaangażowaniu przeżyłam Mszę świętą, byłam poruszona, zdenerwowana, zapłakana. Ale byłam przekonana, że jest to myśl, której muszę się uczepić. Rozumiałam, że nie jest to coś nieistotnego czy absurdalnego. Mimo upływu tylu lat pamiętałam imię i nazwisko lekarki. Stała się rzecz zaskakująca. Wkrótce moi koledzy w pracy przyjęli pacjenta z bardzo znajomym mi nazwiskiem. Jest to ładnie brzmiące i rzadko spotykane nazwisko. Zatelefonowałam do pracy i istotnie po sprawdzeniu okazało się, że ten pacjent jest mężem mej lekarki.
Nic się nie dzieje przypadkowo. Nie musiałam szukać ani lekarki ani adresu. Bóg sam mi to podsunął. Byłam przekonana, że nie jest to zbieg okoliczności. Przecież tak się składało, że nie musiałam tracić czasu ani siły na poszukiwania, wszystko podane zostało jak na tacy. Gdyby nie ten pacjent, wątpliwe, czy odnalazłabym lekarkę. Ona dawno już nie pracowała i jej telefon nie był znany. Nie mam pojęcia, jakbym tego dokonała. Znowu zamówiłam roczne Msze Św., tym razem jednak dodatkowo i za swą doktor ginekolog. Specjalnie poprosiłam o kartkę z wypisaną intencją, by kiedyś jej osobiście wręczyć.
W Niepokalanowie jest możliwość otrzymania wody przywiezionej z bijącego dotąd obficie cudownego źródła w Lourdes. Wzięłam tej wody do Wilna. Jadąc do domu ciągle myślałam o słowach powiedzianych przez księdza: „Wszystkie twe problemy wzięły się z tego, że złamałaś plany Boga!”. Jakoś bez nerwów, ze spokojem przyszło uświadomienie tych słów: a przecież to prawda. Bóg miał swój plan dla mego życia, zaplanował 3 dziecko. I wszystko mogło być, jak Bóg mi zaplanował, a ja — wzięłam i zabiłam to dziecko. Zdecydowałam, że ono nie jest mi potrzebne. Zdecydowałam… Kimże ja jestem, by ingerować w plany Boże? I czego pragnę teraz? Chciałam swobody, lekkiego życia, a w końcu doszłam do dzisiejsze go stanu! Może i życie moich dzieci ułożyłoby się inaczej, gdyby miały siostrę czy brata!
NA PEWNO BYŁOBY INACZEJ…
Przedtem nie miewałam takich myśli. Myślałam tylko o sobie i swym bólu. Im bardziej o tym myślałam, tym bardziej z bólem odkrywałam prawdę o sobie, widziałam siebie w prawdzie, bez upiększeń. Ogarniał mnie strach przed sobą. Ujrzałam swój problem pod innym kątem. Zobaczyłam na skutki naszej decyzji podjętej z mężem o aborcji, które ciągną się do dziś. Chociaż tak naprawdę decyzję podjęłam raczej sama. W tamtym czasie sama wyobraziłam siebie bogiem, decydowałam, komu żyć a komu umrzeć…
Ten wyjazd do Niepokalanowa obnażył mnie przed samą sobą. Po powrocie i podczas nocnej autobusowej podróży myślałam o tym wszystkim, jeszcze wtedy nie dotarł do mnie ogrom tragedii dokonanego zła. O, gdybym mogła cofnąć czas! Ale niestety… Słowa księdza: złamałaś plany Boga stały się kluczem do uświadomienia dokonane go czynu ale jednocześnie: początkiem czegoś nowego w moim życiu! Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że NMP Niepokalanie Poczęta wspomaga i prosi za mną u swojego Syna…
Po przyjeździe do domu uświadomiłam sobie i poczułam strach: jak teraz pójdę do tej lekarki, co jej powiem i jak ona na to zareaguje. Szukać… Już nie muszę, sam Bóg ją odnalazł. Znam i adres i telefon. Wystarczy zadzwonić. Powiedzieć, że się denerwowałam, to jakby nic nie powiedzieć. Długo przedtem się modliłam. Rozumiałam: Bóg wszystko podał jak na tacy. Przecież ten pacjent (mąż lekarki) przebywał w naszym centrum przez bardzo krótki czas. Jakby był tam właśnie po to, by zaoszczędzić mi szukania adresu.
BÓG ZATROSZCZYŁ SIĘ, A JA?
Wtedy łatwo było obiecać, ale jak to zrobić, co powiedzieć? Wszystko co się wydarzyło 26 lat temu, wszystko co Pan Bóg dopuścił, teraz doprowadziło mnie do tego, by pomóc lekarce, która dokonała wiele aborcji w ciągu swojego życia. Pomóc jej modlitwą i ofiarą Mszy świętej. Może mój wieloletni bezgraniczny ból duszy, uświadomienie grzechu utraty dziecka, przeżywane problemy domowe przyniosą pomoc i ratunek komuś, kto już stracił wszelką nadzieję. Te myśli nie dawały mi spokoju, wzmagało się wewnętrzne napięcie. Muszę zadzwonić! -Może przeze mnie, Panie, przez moją trudną sytuację, chcesz pomóc tej, która bardzo tego potrzebuje.
Nabrałam więc odwagi i zadzwoniłam. Ku wielkiemu zaskoczeniu zostałam wysłuchana przez lekarkę i miałam wrażenie, że zrozumiana. Miałam odczucie, że rozmawiałam z człowiekiem, któremu wiara nie jest obca. Ze spokojem wysłuchała mnie. W kilku słowach przedstawiłam swe myśli. Postanowiłyśmy się spotkać następnego dnia. Nazajutrz długo rozmawiałyśmy. Dosyć szczegółowo mówiłam jej o tym, co chciałam przekazać, by ona zrozumiała. Z jej odpowiedzi było widać, że usłyszała mnie. Miałam pojęcie, że dla pełnego zrozumienia, potrzebuje czasu.
Powiedziała mi: „Przyszłaś w najtrudniejszym okresie mego życia, mój mąż jest bardzo chory, potrzebuję ogromnej siły, by temu podołać”. Całkiem niedawno miała spotkanie z kolegami z pracy, takimi jak ona ginekologami. Rozmawiali, okazuje się, o dokonanych przez siebie aborcjach. Ktoś z nich rzekł: „Wszyscy w tamtych czasach wykonywali swą pracę, w tamtych sowieckich realiach to była norma. Teraz nie da się tego odmienić. Czy Bóg nam przebaczy?” — każdy nad tym się zastanawiał.
— Pani doktor — powiedziałam — pani ma szansę, przecież w pani intencji w Niepokalanowie są sprawowane Msze święte w ciągu całego roku. Niech pani powie swym kolegom z pracy, że Bóg zawsze daje szansę na modlitwę, na spowiedź, na przebaczenie…
Długo gawędziłyśmy. Miałyśmy wrażenie, że obie czekałyśmy na tę rozmowę. Że to, czego teraz doświadczamy, było potrzebne i jej i mnie, może nawet mnie bardziej. Przekazałam jej tekst modlitwy i wodę z Lourdes.
— O, byłam w Lourdes. Nawet byłam zanurzona w wodzie z cudownego źródła. Co dziwne, wyszłam z wody całkiem sucha, nie było ani kropli wody na ciele.
„Tak, naprawdę dziwne — pomyślałam. — Ale u Boga nie ma rzeczy niemożliwych!”.
OKOWY OPADŁY
Pożegnałyśmy się ciepło. Lekarka powiedziała, że obowiązkowo pojedzie do Niepokalanowa do Najśw. Maryi Panny z podziękowaniem. Odchodziłam z czystym sercem i uczuciem jakby opadły ze mnie okowy. I one istotnie opadły. Od tego momentu, od spotkania z lekarką Jezus i Maryja dokonali cudu w moim życiu. To, co przygniatało moją duszę przez 26 lat, odeszło. Nie potrafię tego objaśnić, ale bardzo wyraźnie poczułam, że Pan Jezus zdjął ze mnie ten ciężar grzechu. Myślę, dlatego że mi przebaczył. Byłam pewna, że i lekarka odczuła ulgę. Bardzo cieszy łam się i za nią, i za siebie. Wierzę, że z Bożą pomocą odtąd będzie inaczej.
Minął rok. W 2024 r. już nie wracałam myślami do przeszłości, nie było tego ciężaru, który nie dawał ani żyć ani spokojnie oddychać. W tym czasie poznałam kobietę, dla której wyjazd na 3 pokutne soboty do Niepokalanowa był bardzo aktualny. Jednak tego roku wyjątkowo w Wielkim Poście nie było tych Mszy św. Przeżywałyśmy obie z tego powodu. Ale jak nie, to nie… I nagle w kwietniu zjawiło się ogłoszenie, że nabożeństwa 3 sobót pokutnych odbędą się w maju. Maj — miesiąc Maryi. Jechałam z uczuciem wielkiej wdzięczności.
W poprzednim roku modliliśmy się za tych, kto w jakimś stopniu przyczynił się do grzechu aborcji, za tego, kto wiedział i nic nie uczynił, by to powstrzymać. Za tych, którzy nie zapobiegli temu, i za tych, którzy po pchnęli ku temu i za lekarzy, którzy przeprowadzili ten zabieg. Również był zainicjowany akt duchowej adopcji dziecka poczętego. Przyłączyłam się do tej modlitwy. Jadąc do Niepokalanowa o wszystkim tym wspominałam. Gdzieś w duszy odezwało się pytanie, a co jeżeli po zanurzeniu się w głęboką modlitwę znów do duszy powróci ten ogromny dawny ból? Wierzyłam, ale nie sobie. W duszy prosiłam: „Boże, powiedz, że ja już sobie darowałam, że Ty mi też już nie poczytujesz tego grzechu. Pomóż mi jakoś w tej niepewności!
W CZASIE PRZENIOSŁAM SIĘ W ÓW DZIEŃ
W pierwszą sobotę miesiąca była Msza za matki. Przyszłyśmy i z zachwytem patrzyłyśmy na śnieżnobiałą świątynię. Trafiłyśmy na Mszę świętą I-komunijną. Widok był zachwycający. Wszystkie dzieci w lśniąco białych albach, z kwiatkami, dziewczynki z wianeczkami we włosach. Widok ten wzruszał, głęboko zapadając w duszę! Raptem uświadomiłam sobie: dziś jest 28. rocznica tego, co się wydarzyło wtedy. Dokładnie tak wyglądała moja córeczka przystępująca do I komunii świętej. Jakbym w czasie przeniosła się w ów dzień…
Poprzednie soboty pokutne odbywały się w Wielkim Poście, a ta, dzisiejsza, w maju. Matka Boża Niepokalana uczyniła cud w mym życiu — przeniosła mnie w sytuację sprzed 28 lat. To cud przebaczenia i pojednania, cud uświadomienia i przyjęcia. Modliłam się z wielkim uczuciem, ale przede wszystkim była to modlitwa dziękczynna z mej strony. Polały się obficie łzy ulgi i pokoju. Bóg dał odpowiedź na moją prośbę, czegóż jeszcze chcieć! Odpowiedź została przyobleczona w biel kościoła od białych alb i odpowiedź w modlitwie za trójkę moich dzieci: „Przebacz mi, Boże, za wszystko… I wy, dzieci moje, przebaczcie”.
Maj, miesiąc Maryi Panny, miesiąc nowego życia, gdy wszystko zakwita i rodzi się w przyrodzie. Wierzę, że Bóg pozwala na przyjście nowego i dobrego w mym życiu. Oddałam swoje nienarodzone dziecko w objęcia Najświętszej Maryi Panny i świętego Józefa. Oddałam je, udzielając mu imienia i prosząc, by przyszło do mojego życia, by było naszym orędownikiem. Myślę, że kiedyś, kiedyś, Pan Jezus pozwoli nam się spotkać, wtedy, gdy moje życie ziemskie się zakończy. A teraz moje nienarodzone dziecko już nie będzie mi moim Bólem i moim Strachem.
Jestem niezmiernie wdzięczna Matce Bożej Niepokalanie Poczętej z Niepokalanowa za pomoc i podtrzymanie i za rozwiązanie tego problemu i dar cudu, na który oczekiwałam przez długie 28 lat. I w następną nocną pielgrzymkę sobotnią szłam po raz pierwszy w intencji dziękczynnej za otrzymane łaski. Nie traćmy nadziei! Być może moje świadectwo przeczyta ktoś, kto jak ja przez długie lata nie jest w stanie przebaczyć sobie za uczyniony kiedyś grzech aborcji. Pociesza mnie myśl, że może komuś pomoże ono na trudnej drodze ku wyzwoleniu.
Z szacunkiem, G.G.
