Jednym ze skutków niszczenia rodziny jest powszechne oddziaływanie pornografią na młode pokolenie.
Badania z 2011 r. wykazały, że każdej sekundy jest wydawanych około 3 tys. dolarów na materiały pornograficzne w Internecie.
W San Fernando Valley, światowej stolicy porno, produkowanych jest rocznie ponad 10 tys. filmów. We Włoszech na 100 wypożyczanych filmów 50 stanowią filmy porno, 25 to horrory i fantastyka, zaś pozostałe 25 to filmy wojenne, przygodowe, komedie i bajki. Natomiast czasopisma papierowe, których obrót spada wraz z rozwojem sztuki wizualnej, w celu podniesienia sprzedaży sięgają po treści coraz bardziej drastyczne.
Dziś w morzu najbardziej wyuzdanych produkcji tradycyjny „Playboy” może się wydawać niewinnym pisemkiem. Być może takim przekonaniem kierował się pewien amerykański referent do spraw powołań ze Zgromadzenia Najświętszej Trójcy, wykupując całą stronę wspomnianego periodyku na reklamę życia zakonnego. Najwyraźniej miał nadzieję złowić nowe powołania do zakonu wśród czytelników frywolnego pisemka. Cóż, wulgarność staje się masowym nawykiem…
Słynny włoski reżyser Michelangelo Antonioni przekonywał dziennikarza: „Czemu odrzucać wulgarność, skoro stanowi ona dominujący komponent rzeczywistości jako stały element naszego moralnego i fizycznego pejzażu. Odrzucanie jej byłoby równoznaczne z odrzucaniem życia”.
Niemoralność niszczy religię
Swoboda obyczajowa znajduje swój szczególny przejaw w trendach mody coraz bardziej ulegającej presji seksualizacji zachowań. Już w 1928 r. amerykański periodyk masoński „International Review” przekonywał, że psucie obyczajów, zwłaszcza poprzez modę, będzie służyło wykorzenieniu religii z życia publicznego: „Religia nie obawia się ciosów zadawanych mieczem, ale może załamać się pod ciężarem zepsucia. Nie powinniśmy zaprzestawać psucia obyczajów, wykorzystując do tego celu sport, higienę i dbałość o zdrowy tryb życia. Potrzeba nakłaniać młodzież do uprawiania nudyzmu. Trzeba postępować metodycznie bez konieczności wywoływania nadmiernych protestów: najpierw odkryjmy ramiona, potem kolana, następnie ręce i nogi całkowicie odsłonięte. Dalej zaś górna część torsu, plecy itd.”.
Jak wiadomo, światem rządzi moda, modę zaś dyktują celebryci, coraz to bardziej ekscentryczni i bezwstydni. „Rewolucja seksualna każe nam szukać w każdej dziurze i w każdym zagłębieniu przyjemności” – przeko-
nywał amerykański pisarz Norman Mailer. – „Miłość zamieni się w trumnę, jeśli będziemy musieli przeżywać ją w rodzinie”.
Lubieżność, oczywiście, nie jest wynalazkiem końca XX w., lecz z całą pewnością w tych właśnie latach seks najwięcej utracił z tajemnicy i poezji, zamieniając się w rozrywkę czy trening sprawności.
Chrześcijańskie spojrzenie na cielesność
Zakłada ono, że człowiek posiada pewną zdolność opierania się impulsom cielesności, rodzaj panowania nad tym, świadomość tego, co robić, a czego unikać. Najbardziej przekonującym przykładem tego jest gotowość do męczeństwa, w imię wierności sumieniu i przekonaniom. Również czystość i post są przejawami panowania nad sobą.
Chaosem jest podążanie za prawem do dostarczania sobie bezgranicznych przyjemności aż po bycie wchłoniętym przez zachłanną spiralę domagania się dla siebie coraz to większych wrażeń. I im więcej ich sobie człowiek dostarcza, tym bardziej pozostaje niezaspokojony. „Tylko Bóg może ostatecznie zaspokoić ludzką wolę” – mawiał św. Tomasz z Akwinu, podążając za stwierdzeniem innego wielkiego znawcy ludzkiego wnętrza, św. Augustyna: „Niespokojne jest serce moje, póki nie spocznie w Tobie, Boże”.
Człowiek odnajduje właściwy pokarm dla swego łaknienia szczęścia, jeśli odkryje swe życie w Bogu. Dlatego też w swej naturze nosi on ukierunkowanie w stronę najwyższego Dobra jako swe naturalne pragnienie. By ostatecznie zrozumieć człowieka w swych dążeniach i oczekiwaniach, potrzeba przyjąć go jako wcielonego ducha świadomie bądź po omacku szukającego Boga, swego Stwórcy.
Chrześcijaństwo lekarstwem na zło
Bycie z Bogiem lub bycie bez Niego zmienia wszystko. Także w podejściu do miłości.
Moje pokolenie staje się coraz bardziej „głuche” na świętość, dramatycznie gubiąc w sobie potrzebę zbawienia, dając się ogarnąć egzaltacji wolnego ducha, chcącego być bogiem dla samego siebie. Nie ma już dobra ani zła, nie istnieje już więcej grzech, a zatem nie ma też i Boga, który osądza człowieka i niepkoi jego sumienie. Nie ma też Boga miłosiernego, który przebacza. Nie ma czci oddawanej najwyższej Prawdzie.
Człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak dać się pochować dwa metry pod trawnikiem, próbując wcześniej wyciągnąć z tego mizernego strzępu życia dla siebie tyle, ile się da. Człowiek głupieje, dając się opanować pożądaniu. Rozum abdykuje ze swej naturalnej powinności panowania nad żądzą. Eros ulega degradacji do poziomu czystej gimnastyki. Przestanie być zwykłą rozrywką i przemieni się w prawdziwą miłość, o ile da się pociągnąć ku swemu Zbawcy – Chrystusowi.
Chrześcijaństwo nie jest religijną fobią seksualną, ale hymnem na cześć fizycznej i duchowej miłości, która unika obłudy typowej dla zglobalizowanych mediów, namawiających do obojętności względem podejmowanych w tej dziedzinie wyborów. Chrystus, kochając nas jak prawdziwy Oblubieniec, gotowy dla nas nawet oddać życie, pokazuje zarazem, że najpiękniejszą i najpewniejszą miłością jest ta zaopatrzona w złote obrączki albo akt duchowej konsekracji. ■

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.