Kolęda Bóg się rodzi: pierwsze wykonanie

Kolęda Bóg się rodzi: pierwsze wykonanie

Przenikliwy, grudniowy wiatr świstał za oknami starego kościoła farnego w Białymstoku. Wewnątrz budynku, wypełnionego do ostatniego miejsca, panowało ciepłe i niemal namacalne oczekiwanie. Blask świec tańczył na zabytkowych sklepieniach, rzucając długie, migoczące cienie na zgromadzonych wiernych. Ludzie szeptali cicho, a w ich oczach malowała się świąteczna radość i skupienie. Powietrze przesycone było zapachem świerkowych gałązek, którymi przystrojono ołtarz. Zapadał wigilijny wieczór Bożego Narodzenia roku Pańskiego 1792.

Tego wieczoru miało wydarzyć się coś nowego, co na zawsze zapisze się w historii białostockiego kościółka. Oto za chwilę miała tu zabrzmieć melodia nowej kolędy, autorstwa Franciszka Karpińskiego. Obecni członkowie rodziny Branickich, zaproszeni goście, urzędnicy, mieszczanie z okolicy – wszyscy oni czekali z niecierpliwością na moment rozpoczęcia. Nikt z obecnych w kościele nie zdawał sobie sprawy, jak niezwykła i wzruszająca będzie to chwila.

Kiedy dynamiczne, pierwsze dźwięki organów uniosły się pod sklepienie kościoła, wśród zgromadzonych zapanowało poruszenie. Utwór, opisujący pełną paradoksów noc Bożego Narodzenia z każdą nutą nabierał mocy, aż wypełnił cały kościół dostojnym, pełnym nadziei śpiewem. Intensywny blask w środku nocy, który zwyciężał ciemności; nieskończony Bóg, który w delikatnym Dziecięciu sam postawił sobie granice; król z nieba, który zadowolił się żłobem jako kolebką – wszystkie te elementy, pełne prostoty i głębi, wzbudzały w sercach ludzi wzruszenie i wdzięczność.

„A Słowo Ciałem się stało – i mieszkało między nami!” – dźwięczał refren, zaczerpnięty z Ewangelii św. Jana. Kolęda Karpińskiego, choć nowa, szybko chwyciła za serca wszystkich słuchających. Jej uroczysty charakter celnie oddawał świąteczną atmosferę, gdy w powietrzu unosiło się poczucie radości z narodzin Zbawiciela. Po zakończeniu kolędy w kościele rozległy się spontaniczne oklaski, a ludzie z uśmiechem zaczęli zwracać się do siebie, składając życzenia świąteczne. Wigilia w białostockiej farze z nową Pieśnią o Narodzeniu Pańskim na długo pozostała w pamięci zgromadzonych.

Pierwsze wykonanie kolędy Karpińskiego nie pozostało jedynie lokalnym wydarzeniem. Dla utworu, który na trwałe miał się wpisać w polską tożsamość i bożonarodzeniowe tradycje, był to dopiero początek drogi. Niedługo po premierze, dzięki publikacji „Pieśni nabożnych” w drukarni bazylianów w Supraślu, kolęda zaczęła rozprzestrzeniać się po całej Polsce. A kiedy nadeszły mroczne czasy rozbiorów ojczyzny, Pieśń o Narodzeniu Pańskim Karpińskiego niosła nadzieję i pocieszenie dla wielu pokoleń rodaków.