Bogu należy zawszeza wszystko dziękować
„Trzeba być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole”. To życiowa dewiza św. Alberta Chmielowskiego, potwierdzona przez całe jego życie. Brat Albert rzeczywiście był dobry i pozwalał się zjadać służąc z miłością i pokorą.
Św. Albert, Adam Chmielowski, urodził się w Igołomi blisko Krakowa, w 1845 r. Rodzice pochodzili ze zubożałej rodziny ziemiańskiej. Jego ojciec zmarł, kiedy Adam miał osiem lat,
a sześć lat później zmarła matka.
Adam otrzymał gruntowne wykształcenie, najpierw uczył się w Korpusie Kadetów w Sankt-Petersburgu, potem w gimnazjum w Warszawie i w Instytucie Politechnicznym
w Puławach. Tam włączył się w działalność konspiracyjną, której konsekwencją było przyłączenie się do powstania styczniowego w 1863 r.
Dwa razy był w niewoli i stracił lewą nogę.
Zagrożony represjami wobec powstańców, dzięki staraniom rodziny trafił do Paryża, gdzie mógł się leczyć. Do Ojczyzny wrócił w 1865 r. i rozpoczął studia malarskie w Warszawie, ale na skutek sprzeciwu rodziny musiał je porzucić i podjąć na nowo studia politechniczne, tym razem w Gandawie.
Nie studiował długo. Zamiłowanie artystyczne zwyciężyło i po roku rozpoczął naukę w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium.
Tu powstał jego słynny obraz pt. Ecce Homo.
Mając 35 lat, wstąpił do Zakonu Ojców Jezuitów, ale z powodu depresji i silnego załamania nerwowego musiał opuścić Nowicjat i prawie rok przebywał w zakładzie dla obłąkanych. Spotkanie z Regułą św. Franciszka przywróciło mu równowagę psychiczną.
W 1884 r. osiadł w Krakowie. Dalej malował, ale równocześnie angażował się w posługę bezdomnym nędzarzom. Ostatecznie zrezygnował z malarstwa i oddał się wyłącznie
posłudze ubogim.
W 1887 r., w kościele Ojców Kapucynów, przyjął habit Trzeciego Zakonu św. Franciszka oraz imię Albert. 25 sierpnia 1888 r. złożył śluby zakonne, dając początek Zgromadzeniu Braci Albertynów. Trzy lata później powstało Zgromadzenie Sióstr Albertynek.
Brat Albert wspierał ubogich materialnie. Uważał jednak, że to za mało, dlatego zamieszkał z nimi i dzielił ich los. Poznał dobrze ludzką nędzę, problemy i tragedie życiowe, dlatego
z jednej strony stawiał wymagania, ale nikogo do niczego nie zmuszał. Zmarł w 1916 r. ■
